Anabella – Rozdział XXXVII (cz. 3)

– Miałabyś prawo dalej ze mną nie rozmawiać – mówiła ze skruchą Agnieszka, kiedy obie z Izą szły wijącą się wśród zżętych pól piaszczystą drogą, która prowadziła na korytkowski cmentarz. – Dlatego jestem ci bardzo wdzięczna, że jednak się zgodziłaś. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłam, kiedy Amelia mi to powiedziała… Teraz, kiedy na własne życzenie tak głupio namotałam sobie w życiu, tym bardziej widzę, kto jest naprawdę dobrym człowiekiem, a kto tylko się zgrywa. I nadal tak mi wstyd, Iza – szepnęła, spuszczając głowę. – Tak mi strasznie wstyd…

– Chyba nie ma sensu już do tego wracać, Aga – odparła z westchnieniem Iza. – Stało się tak, jak się stało, ja sama staram się już o tym nie myśleć, a przynajmniej jak najmniej. Mówiłam ci wtedy… pamiętasz, w zimie, kiedy byłam tu na święta i rozmawiałyśmy ostatni raz… że wolę zostawić to w spokoju. I tak chyba będzie najlepiej – dodała w zamyśleniu.

Zatrzymała się przy drodze, by zerwać pęk rumianku i dołożyć go do bukietu polnych kwiatów, które niosła na cmentarz. Po kilku dniach rzęsistego deszczu w Korytkowie znów świeciło piękne sierpniowe słońce. Iza chciała dziś udekorować grób rodziców własnoręcznie zebranymi kwiatami i właśnie w trakcie zbierania ich przy drodze dogoniła ją Agnieszka z pytaniem, czy może do niej dołączyć.

Choć Iza nie dała tego po sobie poznać, wygląd dawnej przyjaciółki wstrząsnął ją do głębi. Amelia miała rację – Agnieszka wyglądała jak cień samej siebie. Blada, z ziemistą, niezdrową cerą i podkrążonymi oczami, wychudła, przygarbiona, z mocno podciętymi włosami związanymi w niechlujny kucyk, wyglądała nie na dwudziestodwuletnią dziewczynę, która ma przed sobą całe życie, lecz na steraną życiem kobietę, której brakuje już sił, by o cokolwiek walczyć. W niczym nie przypominała dawnej Agnieszki, uśmiechniętej blondynki z długimi lokami, która ubierała się wprawdzie skromnie ale zawsze elegancko i od której biła aura niespożytej energii. Jej obecny wygląd sprawił, że Izie zrobiło się jej szczerze żal, jeszcze bardziej niż podczas lipcowej rozmowy z Amelią.

Agnieszka zatrzymała się wraz z nią i zerwawszy rosnącą obok kiść różowej koniczyny, nieśmiałym gestem podała ją jej na uzupełnienie bukietu.

– Dzięki – uśmiechnęła się Iza, chętnie biorąc kwiaty z jej ręki i dokładając je do swoich. – Ładnie kwitną te kwiatki, zobacz, cała wielka łąka… Chociaż ja żałuję, że nie ma już chabrów i maków, one zawsze tak rozweselają bukiet…

Zerknęła na Agnieszkę i westchnęła.

– No dobra, Aga, to bez sensu – przyznała, siadając na brzegu drogi i dając Agnieszce znak, żeby usiadła przy niej. – Chciałaś ze mną pogadać, a ja truję ci o jakichś makach i chabrach… Może i masz rację, że trzeba to wyczyścić raz na zawsze, chociaż żadnej z nas nie jest fajnie o tym gadać. No to wal. Co chciałaś mi powiedzieć?

– Po pierwsze chciałam cię przeprosić – odpowiedziała cicho Agnieszka, skwapliwie zajmując miejsce na trawie obok niej. – Już nawet nie za tamto… Wiem, że nie chcesz do tego wracać, ja też bym nie chciała, a zresztą dla mnie to już jest tak odległa historia, że wydaje mi się, jakby tego w ogóle nie było…

Iza zacisnęła kurczowo dłoń na trzymanych w niej kwiatach.

„Jakby tego w ogóle nie było” – powtórzyła w myśli. – „Gdybym i ja mogła kiedyś tak powiedzieć…”

– Chcę cię przeprosić przede wszystkim za to, co jest teraz – ciągnęła Agnieszka.

– Teraz? – nie zrozumiała Iza.

– No tak… za to, że zamiast dać ci wreszcie spokój, ja bez przerwy włóczę się za tobą i zawracam ci głowę. Nagabuję twoją siostrę, wpycham się do was do pracy… Nie chciałam tego Iza. Naprawdę nie chciałam i uwierz mi, że gdybym mogła inaczej…

– Przestań, Aga – przerwała jej stanowczo Iza. – No co ty? Mela opowiedziała mi twoją historię, więc ja już wszystko wiem i… rozumiem. W twojej sytuacji praca u nas to jest bardzo dobre i być może jedyne wyjście, przynajmniej na najbliższy rok albo dwa. A skoro możemy ci pomóc, to nieładnie byłoby odmówić. Zresztą bardzo ci współczuję tej całej traumy – dodała ciszej. – A jednocześnie gratuluję ci, bo… będziesz mamą.

– Dziękuję, Iza – szepnęła Agnieszka, a jej oczy natychmiast napełniły się łzami. – Boże drogi… jesteś pierwszą osobą, której przyszło do głowy mi pogratulować…

Głos załamał jej się, a po policzkach popłynęły jej łzy. Chciała coś dodać, ale zamiast głosu z piersi wyrwał jej się tylko zdławiony szloch. Szybko podciągnęła kolana pod brodę, oplotła je ramionami, w których ukryła twarz i rozpłakała się na dobre. Iza patrzyła ze współczuciem na jej wychudłe, blade ramiona i wstrząsane spazmami plecy obleczone w sprany zielonkawy t-shirt.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XXXVII (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz