Anabella – Rozdział XXXVII (cz. 8)

Obie milczały przez chwilę, wokół słychać było tylko brzęczenie owadów na zalanej popołudniowym słońcem łące.

– Ale ty to co innego, Iza – ciągnęła Agnieszka. – Ty jesteś silna i mądra, a przede wszystkim uczciwa, z zasadami… i dzięki temu wygrywasz. Powiem ci, że jak wtedy, po maturze, na dwa lata zostałaś w domu, a my wszyscy wyjechaliśmy na studia, to dziewczyny już spisały cię na straty. Pamiętam, jak kiedyś gadałyśmy o tobie i mówiłyśmy, że ty już chyba zgnijesz na wieki w tym zapyziałym Korytkowie. Wszystkie tak myślałyśmy… ja też – dodała ze wstydem. – A dzisiaj patrzę na ciebie i widzę, jak bardzo się myliłyśmy. To nie chodzi tylko to, że postawiłyście z Amelią z powrotem na nogi ten wasz sklep, że pojechałaś studiować, że radzisz sobie sama, pracujesz po zajęciach… ale to jest coś więcej. Dopiero teraz widać, jaką jesteś ekstra dziewczyną… w sensie kobietą… taką ładną, zadbaną, na poziomie… Czuć w tobie styl, taką klasę, no nie wiem, jak to powiedzieć… W każdym razie ja ci do pięt nie dorastam i nigdy nie dorosnę, bo z tym po prostu trzeba się urodzić – westchnęła.

– Ech… co ty opowiadasz, Aga! – zaprotestowała zmieszana tą laudacją Iza. – Nie wygaduj takich rzeczy. Teraz akurat ty masz doła, a ja trochę odbiłam się od dna, ale to nic nie znaczy… Ty też jeszcze kiedyś się pozbierasz, zadbasz o siebie, staniesz na nogi i to samo będziesz mogła powiedzieć o sobie.

– Nie, Iza – pokręciła głową Agnieszka. – To nie zależy od sytuacji, ty jesteś taka z natury. Taka, jak by to powiedzieć… rasowa. Niby cicha i delikatna, a masz w sobie moc jak dynamit. Ja to czułam w tobie od zawsze, tylko dopiero teraz dotarło do mnie, w czym jest rzecz. I jak tak porównuję siebie do ciebie, a potem myślę, jak zachowałam się z tym durnym Krzemińskim… Powiedz mi chociaż, tak dla spokoju sumienia, żebym się nie gryzła… on już dawno wisi ci i powiewa, prawda?

Iza zaniemówiła. Nie spodziewała się takiego pytania wprost i nie miała na nie gotowej odpowiedzi. Odwróciła oczy i w milczeniu zajęła się rozwarstwianiem na cienkie paseczki grubego źdźbła trawy, które zerwała spod swoich stóp.

– Iza? – zaniepokoiła się Agnieszka, schylając się ku niej i zaglądając w jej odwróconą na bok twarz. – Chyba nie powiesz mi, że Michał Krzemiński jeszcze dla ciebie coś znaczy?… Proszę, nie mów tak, nie strasz mnie…

Iza milczała, uznając, że lepiej jest milczeć, niż kłamać. Agnieszka patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami, niemal z przerażeniem.

– Boże, Iza – wyszeptała, ujmując jej dłoń tak ostrożnie, jakby bała się, że Iza za chwilę ją cofnie. – Nie wiedziałam… proszę, wybacz mi…

Iza uśmiechnęła się smutno i drugą ręką poklepała delikatnie dłoń Agnieszki.

– To nie była twoja wina, Aga – odparła uspokajająco. – Tamto i tak nic nie zmieniło, bo gdybyś wtedy to nie była ty, to byłaby inna… Nieważne, nie przejmuj się już tym. Mam do ciebie tylko jedną małą prośbę… Nie mów mi już nic więcej o nim, dobrze? Zwłaszcza złych rzeczy, ale dobrych też. Po prostu nic. Dla ciebie to przecież żadna różnica, a ja… mnie będzie dużo lżej.

– Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam, Iza… – szeptała zdruzgotana na nowo Agnieszka, wpatrując się w jej smutną, zamyśloną twarz. – Że też się nie domyśliłam… Przecież ty właśnie taka jesteś! Wierna, zawsze wierna… Tylko skąd mogłam wiedzieć, że aż tak? Byłam pewna, że już dawno wybiłaś go sobie z głowy… przecież on nie jest godny nawet nosić za tobą walizki… Zasługujesz na więcej, dużo więcej!…

– Aga, prosiłam cię – przypomniała jej cicho Iza.

– Tak, przepraszam – zreflektowała się natychmiast Agnieszka. – Wybacz…

– I ani słowa Meli! – zastrzegła poważnym tonem Iza. – O to proszę cię szczególnie. Nie chcę, żeby się o mnie martwiła. Ja doskonale nad tym panuję, nie robię już sobie nadziei, ale na twoje pytanie nie mogłam odpowiedzieć tak, jak oczekiwałaś. W każdym razie obiecaj mi, że to zostanie między nami.

– Przysięgam – wyszeptała uroczyście Agnieszka, przyglądając jej się z mieszaniną podziwu i niedowierzania. – Nie wygadam nikomu, Iza. Już nigdy więcej nie zawiodę twojego zaufania, tego możesz być pewna.

– Okej – westchnęła Iza, sięgając po swoje kwiaty i podnosząc się z trawy. – No to cóż… Chodźmy dalej, muszę zanieść mamie i tacie te kwiatki, a potem wracam, żeby pomóc Melci przy kolacji. A może zjadłabyś dzisiaj z nami? – spojrzała w natchnieniu na dziewczynę, która aż cofnęła sie o krok, spłoszoną tą propozycją. – Tak, Aga, tak zrobimy! Pójdziesz ze mną na cmentarz, a potem na kolację. Zapraszam cię i nawet nie próbuj się wykręcać! Jutro mamy rodzinne święto, ale dzisiaj jemy zwyczajnie i ty będziesz jadła z nami! No co? Żadnych „ale”! Sama powiedziałaś, że będziesz słuchać mnie w ciemno, więc teraz musisz to udowodnić! Idziemy!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XXXVII (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz