Anabella – Rozdział XXXVII (cz. 9)

– Cześć, elfiku! – rzucił wesoło znad kierownicy Majk, kiedy Iza wsiadła do samochodu pod swoją kamienicą. – Wybacz, że tak w ostatniej chwili zmodyfikowałem ci plany, ale lepiej będzie, jak pojedziemy tam razem. Dla nich to zawsze jedna wizyta, a nie dwie.

– Jasne że tak, bardzo dobrze to wymyśliłeś – zapewniła go Iza, rozsiadając się w fotelu i zapinając pas bezpieczeństwa. – Pewnie takich najść mają teraz aż nadto, więc dwa w jednym nie będzie od rzeczy. A ja sama też chętnie skorzystam z podwózki samochodem… Dzięki, szefie – uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo.

Majk pokręcił głową, odwzajemniając jej uśmiech.

– Co tam masz dla młodego? – zagadnął z zaciekawieniem, ruchem głowy wskazując na niewielką torebkę na prezenty, którą dziewczyna ułożyła sobie właśnie na kolanach.

– Zabawkę – odparła Iza. – Taką pluszową grzechotkę w kształcie samolotu. A ty? – dodała, spoglądając na podobną torebkę leżącą przed nią na półce przed siedzeniem pasażera.

– Ja kupiłem mu gacie! – oznajmił wesoło Majk, wyjeżdżając na ulicę. – Tylko nie wiem, czy nie będą za małe, bo to jest aż niemożliwe, żeby człowiek mógł mieć takie mikro rozmiary! Kobieta w sklepie zapewniała mnie, że będą okej, więc uwierzyłem jej na słowo, ale muszę to jednak zobaczyć na własne oczy…

Oboje wybierali się właśnie z wizytą do Lodzi i Pabla, aby zobaczyć ich nowo narodzonego synka. Właściwie to Iza miała iść do nich dopiero nazajutrz, jednak Majk, który dowiedział się o tym przypadkowo od Pabla, zaproponował, by pojechała dzień wcześniej z nim, unikając w ten sposób niepotrzebnego pomnażania wizyt u świeżo upieczonej mamy. Iza, która miała już gotowy prezent dla maleństwa, przystała na to bardzo chętnie, tym bardziej, że Majk zaoferował, że podjedzie po nią samochodem pod samą bramę kamienicy.

– Ja też jestem bardzo ciekawa – przyznała. – Jeszcze nigdy nie widziałam z bliska takiego maleńkiego noworodka. Ciekawe, jak dadzą mu na imię…

– Edward Stanisław – poinformował ją Majk.

– Edward? – zdumiała się Iza. – Ach… takie staroświeckie imię? Bardzo ładne i oryginalne – dodała po chwili zastanowienia. – Ale skąd im się wziął taki pomysł?

– Lodzia ma wuja o tym imieniu – wyjaśnił jej Majk. – Jej rodzina potraktowała go swego czasu dosyć niefachowo, a ona z kolei bardzo go polubiła. Więc pojawił się pomysł, żeby nadać małemu imię na jego cześć. Najpierw to były żarty, ale Pablowi bardzo się to imię spodobało i w końcu na tym stanęło… A Stanisław to imię ojca Pabla, zdecydowali się dać tak Edziowi na drugie. Krótko mówiąc, polecieli tradycją rodzinną.

– Edzio! – parsknęła śmiechem Iza. – To brzmi przeuroczo!

Drzwi otworzył im uśmiechnięty Pablo, a po chwili z kuchni wyszła do nich również Lodzia ubrana w luźną błękitną sukienkę i uczesana w swój standardowy długi warkocz. Była szczupła jak dawniej, pod sukienką rysował jej się tylko niewielki brzuszek, który nie zdążył jeszcze unormować się po ciąży, to jednak nie mogło dziwić po tak krótkim czasie, jaki minął od narodzin dziecka. Widać było, że jest nieco niewyspana, ale jednocześnie promieniała takim blaskiem macierzyńskiego szczęścia, że Iza zastanawiała się przez moment, czy kiedykolwiek widziała ją piękniejszą.

– No nareszcie, frajerze! – rzucił wesoło Pablo, ściskając rękę Majka. – Już myślałem, że nie zbierzesz się, żeby wpaść do nas i poznać przyszłego chrześniaka!

– Wybacz, stary – odparł przepraszającym tonem Majk, obejmując Lodzię i całując ją w policzek. – Cześć, gwiazdeczko, rewelacyjnie wyglądasz. Jeszcze raz gratulacje, tym razem osobiście! Dzielna z ciebie dziewczyna… Przez ostatnie trzy dni miałem totalne urwanie jaj – zwrócił się znowu wyjaśniająco do Pabla. – A nie chciałem odwiedzać was o jakiejś nieprzyzwoitej porze albo wpadać tylko jak po ogień. Ale dzisiaj zgadałem się z Izą – dodał, zerkając na swą towarzyszkę, która w międzyczasie witała się serdecznie z Lodzią – i oboje mamy czas aż do osiemnastej, więc będziemy mogli porządnie obejrzeć to wasze arcydzieło. Gdzie on jest?

– Śpi – oznajmił Pablo, wskazując na wejście do błękitnego salonu. – I ostrzegam, że kto go zbudzi, ten natychmiast zginie z mojej ręki! Chyba z godzinę woziłem łajdaka w wózku po całym pokoju, a ten mnie olewał, wiercił się, kwękał… no, ale wreszcie raczył zasnąć, mamy kilkadziesiąt minut spokoju.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XXXVII (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz