Anabella – Rozdział XXXVIII (cz. 1)

Isabelle, mogę zadzwonić teraz? Sms od Victora przyszedł dokładnie w chwili, gdy Iza zamierzała wyjść z domu do pracy. Ponieważ jednak od wczoraj już kilkakrotnie zbywała go, nie mogąc znaleźć ani chwili na spokojne odebranie telefonu, uznała, że tym razem skrajnie niegrzecznie byłoby znowu mu odmówić. Z westchnieniem odpisała D’ac* i czym prędzej założyła buty, wiedząc, że za chwilę będzie mogła dysponować tylko jedną ręką. Tymczasem jej nowe jesienne półbuty były wiązane na sznurówki… Rzeczywiście, telefon zadzwonił, ledwie zdążyła zawiązać drugiego z nich.

– Wybacz, że tak cię nękam, Isabelle – powiedział z nutą niepewności w głosie Victor. – Ale muszę z tobą pilnie porozmawiać. Chodzi o mój przyjazd do Lublina…

– O twój przyjazd do Lublina? – powtórzyła zaskoczona Iza, zamykając za sobą cicho drzwi od mieszkania i zbiegając po schodach.

– Tak, będę dwudziestego dziewiątego na chrzcie bratanka Anne – wyjaśnił jej Victor.

– Ach! – szepnęła Iza.

– Nie ukrywam, że wprosiłem się trochę na siłę – ciągnął nieco skonfundowany Victor. – Ale tak bardzo mi na tym zależy… Wczoraj gadałem o tym z Jean-Pierrem, on potem rozmawiał z Anne, a ona zadzwoniła do Paula, żeby zapytać, czy mogą wziąć mnie ze sobą. Paul zgodził się bez problemu, więc jadę… Głupio mi trochę, że zrobiłem takie zamieszanie, ale nie mógłbym nie skorzystać z okazji. Za jakiś czas pewnie przyjadę do Polski sam, ale na razie jednak bardzo niepewnie bym się czuł bez dobrej znajomości języka…

– Oczywiście, Victor – uśmiechnęła się Iza. – Bardzo się cieszę, że przyjedziesz, chociaż przyznaję, że zupełnie się tego nie spodziewałam. Wiedziałam, że państwo Magnon mają przyjechać, bo Anne będzie matką chrzestną małego, ale nie przyszło mi do głowy, że ty też będziesz z nimi, zwłaszcza że nie biorą ze sobą Antoinette…

– Tak, Antoinette zostaje u babci – przyznał Victor. – Taka krótka i intensywna podróż byłaby dla niej zbyt męcząca. Jedziemy do Polski tylko na dwa dni, w Warszawie wylądujemy w sobotę tuż przed południem, a samolot powrotny mamy w poniedziałek o siedemnastej. To będzie trzydziesty września.

– Rozumiem – pokiwała głową Iza.

Wyszła już na ulicę i szła chodnikiem w stronę Zamkowej.

– Tak czy inaczej nie ukrywam, że jadę do Lublina głównie po to, żeby zobaczyć ciebie, Isabelle – ciągnął Victor, zniżając nieco głos. – I dzwonię, żeby wymóc na tobie obietnicę spotkania, a najlepiej jeszcze jakiejś wieczornej włóczęgi po Lublinie… Co mi odpowiesz? Nie chciałaś w lipcu przyjechać do mnie, więc teraz ja muszę przyjechać do ciebie.

– Ależ oczywiście, że spotkamy się, Victor – zapewniła go Iza, choć determinacja, jaką wykazywał w tej kwestii, wywołała na dnie jej serca lekki niepokój. – Skoro będziesz w Lublinie, to nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

– A włóczęga? – zapytał poważnie.

– Włóczęga też… To się rozumie samo przez się.

– I to właśnie chciałem usłyszeć – w jego głosie zabrzmiało zadowolenie. – Dogadamy się jeszcze potem co do szczegółów… Będziesz na chrzcie małego Édouarda?

– Będę – potwierdziła z uśmiechem. – Ale zaraz po mszy w kościele będę musiała wracać do restauracji, jeden z kolegów podjedzie po mnie i zabierze mnie stamtąd samochodem. Moim zadaniem będzie dopilnowanie przyjęcia, a potem koordynowanie pracy w całym lokalu aż do późnej nocy. Przejmuję na ten dzień wszystkie obowiązki szefa, bo on jako ojciec chrzestny musi być przy małym i jego rodzinie, nie może zajmować się takimi przyziemnymi sprawami. Więc wybacz, Vic, ale nie będę mogła za długo posiedzieć z wami przy stole… Za to dzień wcześniej, w sobotę, będę miała wolny wieczór, tak umówiłam się z szefem. A skoro ty też będziesz już wtedy w Lublinie, to może byłby to dobry czas na naszą włóczęgę? Co o tym myślisz?

– Wspaniale, Isabelle – zgodził się natychmiast Victor z nieskrywaną radością w głosie. – W takim razie jesteśmy wstępnie umówieni. Opowiedz mi teraz, co u ciebie nowego, widzę, że awansowałaś w pracy, skoro masz czasowo pełnić obowiązki szefa?

Idąca z telefonem przy uchu Iza dotarła właśnie na dość zatłoczony o tej porze deptak i zwolniła kroku, bowiem kilka metrów przed sobą, wśród grupy jakichś młodych ludzi, dostrzegła męską sylwetkę, która wydała jej się znajoma.

– W pewnym sensie tak – przyznała w roztargnieniu, gorączkowo zastanawiając się, kogo też może jej przypominać, zwłaszcza z chodu i linii ramion, ów odwrócony do niej plecami chłopak idący za rękę z jakąś dziewczyną. – Od pierwszego września pracuję na pełny etat, zastępuję też dalej koleżankę, która jest przełożoną kelnerek. Mówiłam ci o niej… Miała wrócić z urlopu po miesiącu miodowym, ale nadal nie ma jej w Lublinie, przeszła prosto na zwolnienie lekarskie. Zdaje się, że jest w zagrożonej ciąży…

– Ach, to przykre! – stwierdził ze współczuciem Victor. – Czyli będziesz pełnić jej funkcję aż do jej powrotu? Jeśli powód jest taki, jak mówisz, to zgaduję, że to może trochę potrwać…

– Jestem na to gotowa – zapewniła go Iza, przyśpieszając teraz kroku, gdyż idąca w przeciwną stronę grupka ludzi przysłoniła jej obserwowanego chłopaka na tyle, że zupełnie zniknął jej z oczu. – Od października będzie mi trudniej, bo zaczną się zajęcia na uczelni, ale jakoś dam sobie radę… Teraz ważne, żeby dobrze wypadł nam raut, który przygotowujemy na zamówienie naszego stałego klienta. To już pojutrze, więc trochę się stresuję, ale z drugiej strony tak jest zawsze przed poważniejszą akcją… A co u ciebie?

– Nic nowego, Isabelle – odparł pogodnie Victor. – Nuda i rutyna. Chociaż czekaj… miałem ostatnio w pracy takie jedno zabawne zdarzenie… Opowiem ci o tym.

Dzięki temu, że teraz Victor mówił, a ona tylko słuchała, Iza mogła jeszcze bardziej przyśpieszyć kroku, jednak nie zdołała już odnaleźć wzrokiem intrygującej sylwetki, zniknęła ona na dobre w tłumie. Ponieważ trudno jej było skupiać się jednocześnie na prowadzeniu rozmowy telefonicznej w języku obcym i zastanawianiu się nad tożsamością widzianego przelotnie chłopaka, zrezygnowała z tego drugiego zadania, uznając, że właściwie nie ma znaczenia, kogo jej przypominał. Tym bardziej, że to mogło być tylko jakieś luźne skojarzenie, nad którym nie było sensu się rozwodzić… Zwolniła zatem kroku, by uspokoić oddech.


* D’ac, potoczny skrót od d’accord (fr.) – Zgoda, w porządku.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Dalsze części:

Rozdział XXXVIII (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz