Gluś (cz. 48)

Pierwsza próba poloneza odbyła się w połowie stycznia, na dwa i pół tygodnia przed studniówką, kiedy można było względnie odetchnąć po serii ostatnich klasówek i sprawdzianów semestralnych, a zająć się przyjemniejszymi sprawami. Wszystkie klasy miały wspólnie ćwiczyć taniec na sali gimnastycznej, pochodzący z młodszych klas partnerzy maturzystów (w tym Zuza z trzeciej A) dostali specjalny przywilej zwolnienia z lekcji na czas prób, a osoby, które planowały przyprowadzić towarzyszy z zewnątrz, miały chwilowo dobrać się w pary między sobą.

Michał z dumą stanął do poloneza z Zuzą, tuż za nimi miały tańczyć dwie oficjalne pary z czwartej C, potem Grzesiek, który na próbie roboczo towarzyszył Julce oraz Bartek i Brus również z tymczasowymi partnerkami z czwartej B. Natomiast mieszane towarzystwo biorące udział w programie współpracy międzyklasowej, z Emilką i Błażejem na czele, hałaśliwie ustawiało się z tyłu.

– To teraz zdecydujmy się, kto z kim w końcu tańczy – powiedziała Aneta, przyglądając się krytycznym wzrokiem Mariuszowi z mat-fizu, który wyraźnie manewrował w taki sposób, by wylądować w parze właśnie z nią.

Widząc, że nie uniknie jego towarzystwa, zrobiła minę cierpiącej bogini, która jednak dla dobra sprawy stara się pogodzić ze swoim losem. Magda stanęła w parze z Antkiem.

– Wszystko jedno – machnęła ręką. – I tak będziemy się zamieniać, przecież ustalaliśmy już to.

– No dobrze, ale do poloneza niech będzie jakiś oficjalny układ. Magda, stanęliście z Antkiem, to już tego się trzymaj, co?

– Ja nie mam nic przeciwko temu – zaznaczył Antek.

Magda uśmiechnęła się do niego.

– Ja też, skarbie – odparła słodko. – Ale pamiętaj, że to tylko polonez, a potem tańczę, z kim chcę. Żebyś mi się nie przyzwyczajał za bardzo. Justynko, twojego partnera też czasem porwę, zamawiam to sobie, pamiętaj! – tu puściła oko do Andrzeja, który miał tańczyć z Justyną.

– Ej, no, nie bądź taka zachłanna! – zaśmiała się Emilka.

– Właśnie, że będę, mam zamiar obtańcować pół szkoły i świetnie się przy tym bawić. Nawet z Brusem z raz sobie zatańczę, a co!

– Co za kobiety… – pokręcił głową Błażej.

– Czyżby coś szanownemu panu nie pasowało? – zapytała Emilka, unosząc brwi.

– Szanowny pan nie zgłasza uwag – zapewnił ją z uśmiechem.

– A gdzie Baśka? – przypomniała sobie Aneta, rozglądając się na boki.

– Czekaj – Emilka również się rozejrzała. – Nie widzę jej… A nie, zobacz, tam jest Gluś! Widać go z daleka, tam przy czwartej B, nie wiem czy z Basią, ale pewnie są razem.

– Chyba tak – przytaknęła Magda. – Weź no, Antoś, zobacz, czy tam jest Basia, jesteś wyższy ode mnie, lepiej widzisz.

– Aha, jest – pokiwał głową Antek, stanąwszy na chwilę na palcach. – Z tym wysokim, jak wy go tam nazywacie…

– Z Glusiem – odparła Emilka. – Tak, jak myślałam.

– Magda, może Glusia też obtańcujesz? – zaśmiała się złośliwie Aneta.

– A czemu nie? – wzruszyła ramionami Magda. – Bardzo chętnie, Gluś mi się ostatnio całkiem podoba. Lubię takich wysportowanych brzydali.

– No wiesz! – roześmiała się Emilka. – To może lepiej zajmij się Brusem, on też pasuje do tych kryteriów… Bo Baśka nie da ci Glusia nawet na minutę, o co zakład?

Para, o której była mowa, zwracała ogólną uwagę zarówno z racji ponadprzeciętnego wzrostu chłopaka, jak i zjawiskowej urody dziewczyny. Towarzystwo stojące przed Emilką również rozmawiało właśnie o nich.

– No, muszę powiedzieć, że Glucho wyjątkowo skutecznie zakręcił się przy Baśce – zauważył nie bez uznania Grzesiek. – A taka cicha woda, patrzcie no! Przecież oni ostatnio już w ogóle na nikogo poza sobą nie zwracają uwagi. Gluś to normalka, zawsze był odludkiem, ale żeby Baśkę tak przerobić… serio, niezły jest.

– Może czegoś jej dosypuje do kawy? – zaśmiał się Bartek.

– Zostaw go, co? – warknął do niego Byko. – Sam sobie dosyp, przydałoby ci się.

– Arcik, spokojnie – zainterweniowała Iza, kładąc mu na ramieniu swoją filigranową dłoń.

Zamilkł, objął ją i przytulił, ale na Bartka rzucił spojrzenie bazyliszka.

– I co się burzysz? – wzruszył ramionami Bartek.

– Ale powiem wam, że ja się cały czas zastanawiam, o co chodzi z tym Glusiem – odezwał się Maciek. – Tam jest jakaś gra, nie wiem, o co konkretnie biega, ale Basia ewidentnie coś kombinuje.

Byko spojrzał na niego uważnie.

– A tak, pamiętasz, Milka mówiła, że tam chodzi o coś innego, niż o to, o co myślimy, że chodzi – dodał dość mętnie Grzesiek. – No, ale o co w takim razie? Ja się już w tym gubię kompletnie.

– Basia wygląda na bardzo zakochaną – zauważyła cicho Natalka.

– Basia? Zakochana w Glusiu? – uśmiechnął się z niedowierzaniem Michał. – Nie, to niemożliwe.

– Ja tylko mówię, co myślę – zaprotestowała Natalka.

– To myśl, zanim powiesz – mruknął Grzesiek.

Maciek natychmiast skoczył do niego jak kogut.

– Hej, uważaj! – rzucił groźnie. – Obrażasz moją dziewczynę! Wiesz, co za to grozi?

– Matko! – jęknął Grzesiek. – Bartek, oni nas tu pozabijają, w ogóle nie da się nic powiedzieć… Ja już się boję nawet o Baśce gadać, bo jeszcze zarobię za to w zęby od Glusia!

– Przydałoby ci się – przyznał Byko. – I radziłbym ci nie podskakiwać, Piotrek ma mocną rękę.

– No, ma – przytaknął Brus. – Sprawdzaliśmy ostatnio.

– Ale ona naprawdę wygląda na zakochaną – upierała się Natalka, spoglądając na Basię, która właśnie wspięła się na palce, by szepnąć coś Piotrowi do ucha.

Pochylił się ku niej i słuchał z uśmiechem, potem coś jej odpowiedział i razem się roześmiali. Basia wyglądała prześlicznie, rzeczywiście wydawała się być bardzo szczęśliwa.

– Słonko, ja nie wiem, ale mnie to nie przekonuje – pokręcił głową Maciek. – One się specjalnie pożarły z Anetą, żeby Basia mogła usiąść w ławce z Glusiem, pogodziły się już, a ona dalej z nim siedzi. Ja wam mówię, że one w coś grają we cztery.

– Może wciągają w coś Glusia, używając do tego uroku osobistego Baśki? – zastanowił się Bartek. – Tylko w co?

Byko zagryzł wargi, przyglądając się z niepokojem na przemian jemu i Maćkowi.

– Jeśli one coś takiego robią… – zaczął i urwał. Przeniósł wzrok na Piotra i Basię i przyglądał im się przez chwilę, jakby uspokojony. – Nie wierzę – szepnął do siebie.

Tymczasem bohaterowie tych rozmów zupełnie nie zauważali zainteresowania, jakie budzili wśród kolegów. Dookolny świat mógł dla nich nie istnieć, ważne, że byli tu razem, we dwoje. Kiedy nauczycielom z Bęcem na czele udało się wreszcie poustawiać niesforne pary we względnie prosty korowód i zaczęła się próba, a wszyscy podali sobie ręce, Piotr wyczuł, że dłoń Basi drży. Drżenie to natychmiast przeniosło się na niego i ogarnęło go ciepłą iskrą po ostatni, najcieńszy nerw. Wiedział, że nadchodzi już czas, by postawić kropkę nad i, zaryzykować to jedno, najważniejsze pytanie, które miało zmienić jego życie, całkowicie i na zawsze. Postanowił od tej chwili poczekać tylko na dogodną okazję.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części: 

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18) (19) (20) (21) (22) (23) (24) (25) (26) (27) (28) (29) (30) (31) (32) (33) (34) (35) (36) (37) (38) (39) (40) (41) (42) (43) (44) (45) (46) (47)

Dalsze części:

(49) (50) (51) (52) (53) (54) (55) (56) (57) (58) (59) (60) (61) (62)


Dodaj komentarz