Gluś (cz. 50)

W piątkowe popołudnie świat Piotra, ten piękny, jasny gmach sięgający już samych progów raju, zachwiał się nagle i załamał, by z hukiem runąć w bezdenną czeluść cierpienia i najczarniejszej rozpaczy. Przypadek, prosty przypadek, który potrafi wynieść pod niebiosa, ale i strącić na dno piekła, odsłonił przed nim to, co dotychczas było zakryte i miało takim pozostać jeszcze przez jakiś czas, by mógł się tego dowiedzieć z innych ust i w zupełnie inny sposób.

Trwała przerwa po wu-efie, do weekendu pozostała już tylko ostatnia lekcja biologii. Piotr zbiegł do szatni, aby zostawić tam buty sportowe, które przeszkadzały mu w plecaku. Planował zabawić tam tylko ćwierć minuty i wrócić na górę, gdzie pod salę biologiczną miała przyjść z dziewczynami Basia. Kiedy odkładał worek z butami na górną półkę boksu czwartej C, do szatni czwartej A dwa boksy dalej weszło jakieś roześmiane towarzystwo. Piotr znieruchomiał z rękami w górze, gdyż usłyszał swoje przezwisko.

– No, ten Gluś, czy jak oni go tam nazywają – tłumaczył męski głos wśród śmiechów towarzystwa płci obojga. – One robią na nim eksperyment, znaczy ta jedna, Baśka. Wymyśliły to razem i umówiły się, która ma go podrywać. Perfidne bestyjki, co?

– Ale co to za eksperyment, co one chcą od niego? – zapytała jakaś dziewczyna.

– Chcą sprawdzić, czy da się uwieść, wiesz, tak dla zabawy… nudzą się chyba. Jak one to nazwały? Wkręcanie na zimno czy coś w ten deseń. Ta jedna ma go omotać, a sami wiecie, że Baśka jest bardzo ładna, więc chyba problemu z tym nie ma. No i mają taką kamerkę szpiegowską, jak on jej będzie wyznawał uczucia, to ona to nagra z ukrycia i wrzucą potem na neta czy coś takiego… tego akurat już do końca nie zrozumiałem.

– Ale to jest przecież okrutne! – zawołała inna dziewczyna. – Co to za pomysł, żeby tak się bawić czyimiś uczuciami i jeszcze wrzucać takie rzeczy na Internet!

– W ogóle nagrywać coś takiego… – odezwał się kolejny chłopak.

– No, nie wiem do końca, o co im chodzi – ciągnął pierwszy głos. – Ale tak to mniej więcej wygląda. Mnie też się to nie podoba. Tylko nikomu nie mówcie, bo jak się rozniesie, to masakra.

– Jasne, nie bój się.

Towarzystwo zebrało się już najwidoczniej do wyjścia, bo po kilku uwagach świadczących o poszukiwaniu jakiejś czapki, która w następnej chwili szczęśliwie się odnalazła, z głośnym szuraniem opuściło szatnię i zapadła cisza. Piotr, blady jak trup, opuścił bezszelestnie ręce i bezsilnie osunął się na ławkę pod ścianą.

To, co właśnie usłyszał, jeszcze do niego nie docierało, ale już wiedział, że właśnie zawaliło się wszystko, w co dotychczas wierzył i na czym budował swoje szczęście. Szok znieczulał go ciągle na tyle, że nie odczuwał bólu, jak żołnierz trafiony celną kulą prosto w serce. Przed oczami zrobiło mu się ciemno, jakby światło dnia bezpowrotnie zgasło. Siedział i patrzył przed siebie niewidzącymi oczami. Tu wisi kurtka Grześka, tam na dole stoją buty Brusa… Gdzieś w tle zadzwonił dzwonek na lekcję. Świat istniał sobie dalej, bezlitośnie, pozornie nic się nie zmieniło. Nikogo nie obchodziło, że on w środku umierał.

Po kilku długich minutach poruszył się wreszcie po raz pierwszy i ukrył twarz w drżących dłoniach. A więc to tak, więc jednak… Jak błysk wróciły do niego wątpliwości, które towarzyszyły mu w pierwszych dniach, u samego progu rodzącego się uczucia. Wróciło do niego tamto silne, głębokie przekonanie, że taka dziewczyna jak Basia nie może przecież zainteresować się poważnie kimś takim jak on, że to, w co wchodzi, jest światem niemożliwym, z którego powinien uciekać… Tak, powinien był uciekać, póki jeszcze był na to czas. Teraz już było za późno.

Pierwsza fala straszliwego bólu przeszyła mu serce. Gdyby nie siedział na ławce, chyba by upadł, zwalony z nóg tym nokautującym cierpieniem. A więc Basia, jego ukochana, najdroższa Basia, dziewczyna, dla której oddałby bez wahania ostatnią kroplę krwi, udawała tylko, przez cały czas grała! Nie obchodził jej zatem, nigdy go nie kochała, z zimną krwią, w porozumieniu z tamtymi przeprowadzała na nim tylko jakiś perfidny eksperyment! Miała go jedynie omotać, uwieść, „wkręcić na zimno”… i nagrać na ukrytą kamerkę chwilę, gdy będzie odkrywał przed nią całą swoją duszę! Powinien dziękować Bogu, że nie zdążył jej jeszcze nic powiedzieć… Tylko czy to miało jakiekolwiek znaczenie?

Drugi cios, który szarpnął mu sercem, był jeszcze boleśniejszy. Przed oczami stanęła mu Basia w pełni swojego uroku, tak nieziemsko piękna, tak ubóstwiana, jedyna na całym świecie. Jasnym, cudownym blaskiem zalśniły jej oczy koloru bursztynu na wskroś prześwietlonego słońcem. Oczy te wpatrywały się w niego tak czule, z taką tkliwością, tak słodko…

„Kłamstwo! Fałsz!” – krzyknęło coś w jego głowie. – „Wszystko to kłamstwo, jedno wielkie kłamstwo…”

A zatem grała od początku… Wszystko się zgadzało, niezrozumiałe dotąd elementy układanki wreszcie złożyły mu się w jedną całość. To dlatego ni stąd, ni zowąd zaczepiła go na szkolnym korytarzu, choć wcześniej, przez ponad dwa lata nie zwracała na niego najmniejszej uwagi… To dlatego tak głęboko zajrzała mu w oczy, oddając klasówkę z matematyki… To dlatego przesiadła się do niego, ta kłótnia z Anetą to oczywiście był tylko pretekst, grały wszystkie cztery… Inni nic nie wiedzieli, żartowali sobie, choć prawda, że potem dziwnie szybko przestali… Kto wie, może już cała klasa ma z tego niezły ubaw, a teraz wszyscy czekają na filmik, na ostateczne upokorzenie Glusia… Ale nie, niemożliwe, gdyby wszyscy wiedzieli, to i Artur by wiedział, a on by tego przed nim nie ukrywał… Więc one we cztery… Basia…

Piotr zagryzł z całych sił wargi, w których nie było ani kropli krwi. Niemożliwe było opanowanie tego bólu, miał ochotę rzucić się z krzykiem i jękiem na ziemię, tarzać się po podłodze i skręcać w paragraf, byle choć odrobinę uśmierzyć to straszliwe cierpienie, które rozdzierało mu duszę na strzępy. Nie poruszył się jednak, nadal siedział z pobladłą śmiertelnie twarzą ukrytą w dłoniach.

Przebłysk świadomości zasygnalizował mu, że dawno już wybrzmiał dzwonek na lekcję, że nie poszedł na biologię, że Basia będzie się zastanawiać, co się z nim stało. Lekcja pewnie niedługo się skończy, zejdą tu wszyscy, znajdą go… Ona go zobaczy. Nie, nie mógł jej teraz widzieć, czuł, że tego nie wytrzyma. Siłą woli oderwał dłonie od skamieniałej z bólu twarzy, podniósł się ciężko, ubrał i zarzuciwszy plecak na jedno ramię, z trudem, na chwiejących się nogach, wyszedł z szatni i opuścił budynek szkoły.

Poprzednie części:

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18) (19) (20) (21) (22) (23) (24) (25) (26) (27) (28) (29) (30) (31) (32) (33) (34) (35) (36) (37) (38) (39) (40) (41) (42) (43) (44) (45) (46) (47) (48) (49)

Dalsze części:

(51) (52) (53) (54) (55) (56) (57) (58) (59) (60) (61) (62)


Dodaj komentarz