Lodzia Makówkówna – Rozdział I (cz. 3)

„Niech im będzie” – pomyślała Lodzia, czesząc wieczorem włosy przed spaniem. – „To przecież tylko kolejne wygłupy w rąbniętej rodzinie Makówków. Jestem dorosła, do niczego mnie nie zmuszą, po co się wykłócać z mamą i zatruwać sobie krew? Wystarczy po prostu grać na zwłokę. Co prawda to będzie gra na parę lat, ale trudno… Na początek spławię jakoś po cichu tego kandydata, oczywiście dopiero po studniówce, jak już nie będzie mi potrzebny. Będą musiały szukać mi drugiego, to im zajmie trochę czasu, a ja tymczasem spokojnie sobie postudiuję. Po dwudziestych urodzinach powinny się odczepić, bo tradycja i tak weźmie w łeb, będą tylko jęczeć w kułak nad moim staropanieńskim losem, ale to się da wytrzymać… Jeśli dobrze rozegram sprawę, będę mieć względny spokój do końca studiów, a potem się pomyśli, co dalej… Może zresztą gdzieś po drodze spotkam mojego prawdziwego Rycerza?”

Lodzia nie robiła sobie złudzeń co do zalet delikwenta, którego wybrała dla niej trzyosobowa bojówka żeńska rodu Makówków. Wszak głównym kryterium było to, by dobrze nadawał się na pantoflarza… Ona tymczasem, sama obdarzona niezbyt mocnym charakterem, od lat czuła, że gdyby miała się z kimś związać, musiałby to być prawdziwy facet, silny, charakterny i mający swoje zdanie, o, taki choćby gość z jajami jak wuj Edward. Ktoś, na kim mogłaby się oprzeć, a nie kto bez przerwy opierałby się na niej…

Była to niemniej tylko jedna strona medalu. W cichych marzeniach Lodzi jej hipotetyczny przyszły wybranek tylko z zewnątrz miał być owym twardym wojownikiem o niezłomnym charakterze, bowiem pod tą maską powinien skrywać czułe, wierne serce, które odda jej w całości i na wieki, by następnie dokonywać dla niej mnóstwa wielkich czynów i poświęceń. Rycerz ów powinien być przy tym szlachetny, dobrze wychowany, szarmancki, czarujący, elokwentny, piekielnie inteligentny i oczywiście zabójczo przystojny, a do tego posiadać namiętną naturę, wyostrzone poczucie humoru i zdrowy dystans do absurdów tego świata. Lodzia zdawała sobie wprawdzie sprawę z tego, że wymagania te są zbyt wyśrubowane, by wszystkie naraz mogły znaleźć odzwierciedlenie w jakimkolwiek osobniku z krwi i kości, ale uznawała, że jest to po prostu ideał, który musi przecież istnieć w jej głowie jako punkt odniesienia, a w razie czego będzie mogła z czegoś tam zrezygnować.

Niestety, jak dotąd nie spotkała nikogo, kto choć częściowo przypominałby ten ideał, a jedynym jej zadeklarowanym wielbicielem był nieszczęsny Grzelo, którego umizgi coraz bardziej działały jej na nerwy. Pomysł Julki dotyczący wykorzystania tajemniczego kandydata na narzeczonego w funkcji parawanu zasłaniającego ją od Grzela był rozsądny i to właściwie rozwiało w duszy Lodzi główne wahania i rozterki. Czekała zatem na sobotni podwieczorek ze względnym spokojem i nawet lekkim zaciekawieniem, licząc na to, że może przynajmniej nie wpadnie z deszczu pod rynnę.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział I (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz