Lodzia Makówkówna – Rozdział II (cz. 10)

Odwróciła się plecami do ulicy i czekała z rezygnacją na chwilę, kiedy Ciotka dojdzie do przystanku i ją zauważy. Może nie od razu, bo był tłum, ale w końcu na pewno… Tymczasem podjechał autobus Szymona, który rzuciwszy jeszcze kilka słów do Julki, kiwnął jej ręką na pożegnanie i wskoczył do środka. Julka rozejrzała się za przyjaciółką.

– Tu jestem – powiedziała Lodzia, podchodząc do niej.

Jednocześnie zerknęła dyskretnie, czy zbliża się już Ciotka Lucy, ta jednak, ku jej zdziwieniu, zniknęła teraz zupełnie z pola widzenia. Jeszcze jeden rzut okiem dookoła i… nagle serce zabiło jej jak stutonowy dzwon. Chodnikiem wiodącym w stronę przystanku, oddalony o zaledwie kilka metrów, szedł ubrany w długi, zimowy płaszcz mężczyzna; w ręku niósł jakąś niewielką torbę, coś w rodzaju teczki lub aktówki. W chwili, gdy Lodzia spojrzała w jego stronę, podniósł akurat głowę i na moment, poprzez gęsto padające płatki śniegu, spotkały się ich oczy. Przez ciało dziewczyny, niczym iskra elektryczna, przebiegł krótki, ciepły dreszcz.

„Bandzior!” – błysnęło jej w głowie.

Niewiele myśląc, zdjęta paniką, złapała Julkę za rękaw i siłą wepchnęła ją do pierwszego lepszego autobusu stojącego akurat na przystanku. Zaskoczona Julka zaczęła protestować dopiero, gdy znalazła się w środku.

– Lodźka, co ty wyprawiasz, przecież to nie nasz!

– Wiem – ucięła zdenerwowana Lodzia. – Cicho, zaraz ci powiem.

I tak było już za późno na reakcję, bo właśnie rozległ się dźwięk ostrzegawczego dzwonka, drzwi autobusu zamknęły się i pojazd ruszył z przystanku.

– Czyś ty zwariowała?! – piekliła się Julka, usiłując w tłoku znaleźć cokolwiek, czego mogłaby się przytrzymać. – Gdzie nas to teraz wywiezie, co ci znowu odwaliło?!

– Przestań, wysiądziemy na następnym – odparła cicho Lodzia, próbując ochłonąć z wrażenia.

Autobus skręcił na skrzyżowaniu w prawo, ale chwilę potem zatrzymał się na przystanku. Dziewczyny wysiadły i rozejrzały się w zdezorientowaniu.

– Czekaj, stąd jest niedaleko do przystanku przy Konopnickiej! – rzuciła Lodzia. – Chodźmy szybko, to jeszcze zdążymy na ten nasz, zanim tu dojedzie!

Pobiegły smagane śniegiem po twarzach.

– Oszalałaś?! – wydyszała Julka, kiedy wreszcie dobiły do właściwego przystanku. – Po jakiego diabła wsiadłaś w trójkę?!

– Tam był bandzior! – odparła Lodzia, również zadyszana.

– Co?!

– Bandzior tam był, no mówię ci przecież! Ten ze schowka na szczotki!

Julka popatrzyła na nią zaniepokojona.

– Serio? Widział cię?

– Nie wiem – pokręciła głową Lodzia, starając się uspokoić oddech. – Spojrzał na mnie, ale nie wiem, czy rozpoznał. Mam nadzieję, że nie. Na szczęście mam ten głupi kaptur, poza tym szybko mu zwiałyśmy, i to nie naszym autobusem.

– On i tak przecież wie, gdzie mieszkasz – przypomniała jej Julka. – Jakby chciał cię dorwać, to chyba już by to zrobił… Ale jesteś pewna, że to był on?

– On – odparła z przekonaniem Lodzia, po czym zawahała się. – Chociaż… czekaj. Może i nie on. Jakby się tak dobrze zastanowić…

– Przecież wtedy miał mocno obitą gębę, nie? – ciągnęła Julka, patrząc na nią jak na lekką wariatkę. – Sama mówiłaś, że nawet ciężko go było opisać z wyglądu, taki był spuchnięty. To skąd wiesz, jak wygląda naprawdę?

– No, faktycznie – przyznała niepewnie Lodzia, drżąc mimowolnie na wspomnienie krótkiego spojrzenia ciemnych oczu, które dosięgło ją przez płatki gęsto padającego śniegu. – Może to był rzeczywiście tylko ktoś podobny. Ale co chcesz, przestraszyłam się.

– Dobra, niech ci będzie – westchnęła Julka. – Ty masz już chyba jakąś manię prześladowczą… Na drugi raz panuj nad sobą, bo ja nie mam zamiaru tak biegać po przystankach w padającym śniegu, prawie mi buty przemokły przez to wszystko.

– Postaram się – mruknęła w zamyśleniu Lodzia, po czym nagle ocknęła się i spojrzała z uwagą na przyjaciółkę. – Ty, słuchaj, a co z tym Szymkiem?

Julka uśmiechnęła się.

– No, słyszałaś chyba – powiedziała swobodnie. – Chce iść ze mną na studniówkę.

– Zgodziłaś się?

– Nie.

– Nie? – Lodzia spojrzała na nią zaskoczona. – Dlaczego?

Julka wzruszyła ramionami.

– Jula, przecież on się w tobie kocha! Do mnie dopiero dzisiaj to dotarło, on już od dawna za tobą oczy wypatruje!… No i co robisz taką minę? Nie podoba ci się?

– Przestań, Lodźka, co to jest w ogóle za pytanie? – obruszyła się Julka. – Lubię go, fajny chłopak przecież… ale nic poza tym.

– No dobrze, ale skoro na studniówkę i tak nie masz z kim pójść, to nie możesz z nim? – upierała się Lodzia. – Ci kumple Karola ze stosunków mogą wcale nie być sensowniejsi.

– Wiem, no i co z tego?

– To, że Szymka przynajmniej znasz. A on marzy o studniówce z tobą.

– To tym gorzej. Nie chcę głupich sytuacji. Zresztą Grzelo też marzy o studniówce z tobą, więc niby dlaczego masz iść z Karolem?

– Jej, to nie to samo! – wykrzyknęła z oburzeniem Lodzia. – Nie porównuj Szymka do Grzela, co? To jest tendencyjne i niesprawiedliwe!

– Dobra, daj spokój – machnęła lekceważąco ręką Julka. – Zobacz, nasz autobus wreszcie jedzie.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział II (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz