Lodzia Makówkówna – Rozdział II (cz. 3)

Rozterki złamanego serca przyjaciółki, a także pocieszanie jej i wspieranie na duchu na tyle zajęły Lodzię, że zupełnie zapomniała o własnych problemach z Grzelem. Wracając ze szkoły, rozmawiały głównie o Mateuszu.

– Wiesz, ja powinnam już dawno dać sobie z nim spokój – przyznała ponuro Julka, kiedy wysiadły z autobusu i wolnym krokiem zmierzały po chodniku w kierunku swojego osiedla. – To się nie mogło udać, takie rzeczy się instynktownie czuje…

– Ale nad tym chyba nie da się za bardzo panować, co? – zapytała Lodzia z dyskretnym zaciekawieniem.

Sama nie miała jeszcze w tej materii żadnych doświadczeń, ale podejrzewała, że jak ktoś już się zakocha, to trudno mu się tak po prostu odkochać. Mina Julki potwierdzała w pełni te przypuszczenia.

– Nie da się – westchnęła. – Ale przecież muszę się jakoś wziąć w garść. Już to przerabiałam kilka razy, więc dam radę, zresztą zdążyłam się przyzwyczaić, że nic mi nigdy nie wychodzi… Tak czy siak możesz już gadać z Karolem o tym kumplu dla mnie na studniówkę – dodała ze smutnym uśmiechem.

– Pogadam – obiecała Lodzia. – Może nie tak od razu, ale będę pamiętać o sprawie. W którymś momencie poproszę go o tę przysługę… jak się trochę lepiej poznamy.

– Kiedy masz go widzieć?

– Jutro. Jedziemy wieczorem do szkoły tańca, ma po mnie podjechać samochodem.

– Taki zmotoryzowany? – zdziwiła się Julka.

– Aha – uśmiechnęła się Lodzia, postanawiając ciągnąć temat, by odwrócić myśli przyjaciółki od Mateusza. – Rodzice niedawno kupili mu auto, chyba po to, żeby był bardziej niezależny, no i żeby miał czym przede mną zaszpanować… Zresztą powiem ci, że wbrew pozorom on ma jednak trochę jaj, wcale nie jest idealnym materiałem na pantoflarza. Mama i babcia na szczęście nie trafiły w dziesiątkę, tak im się tylko wydaje.

Julka roześmiała się.

– A widzisz! Mówiłam ci, że jest szansa, że okaże się normalny.

– No, tak prawie – zastrzegła Lodzia. – Gdyby jeszcze nie miał takiej słodkiej buzi…

– No co ty, nie lubisz przystojniaków? – zaśmiała się Julka, chyba rzeczywiście na chwilę zapominając o swoim sercowym problemie. – Pociągają cię brzydale?

– A, tego to nie wiem! – odparła wesoło Lodzia. – Jeszcze żadnego pociągającego nie spotkałam. Ale to nie o to chodzi, Jula. Jemu brakuje takiego, jak by to powiedzieć… męskiego pierwiastka. Dla mnie facet to musi być facet, a nie słodki chłopczyk. Zwłaszcza z charakteru, ale z wyglądu też. Zrób mentalne rozróżnienie między przystojniakiem a ładnym chłopcem i pomyśl, że Karol to jest ta druga kategoria. Widzisz to?

– Tak, wiem, o co ci chodzi – przyznała w zamyśleniu Julka. – On się na pewno jeszcze wyrobi, Lodźka, na razie jest młody, z wiekiem nabierze męskości… Ale rozumiem, że cię nie rusza, ty w ogóle jesteś na to odporna. No i skoro od razu nic nie zaiskrzyło…

Wbrew własnej woli Lodzia przypomniała sobie przenikliwe spojrzenie ciemnych oczu zalanego krwią bandziora. Wzdrygnęła się i natychmiast odepchnęła od siebie tę wizję.

– Nic a nic – odparła spokojnie. – Ale to tym lepiej, nie mam teraz czasu na myślenie o takich rzeczach. Poza tym ja nawet chętnie z nim pójdę na studniówkę, skoro umie tańczyć. Ostatnio strasznie mi się spodobało na tym kursie, tylko wiesz, wszyscy ci kursanci to takie patałachy, że tylko z instruktorem da się sensownie zatańczyć. A on z kolei ma całą grupę do pilnowania. Jak sobie przyprowadzę własnego partnera, to przynajmniej potańczymy jak ludzie…

Lodzia była zdecydowana gadać, co jej ślina na język przyniesie, byle tylko Julka nie myślała o Mateuszu. Jednak sukces okazał się chwilowy, czoło przyjaciółki znów zasnuła czarna chmura, widać było, że słucha tylko piąte przez dziesiąte.

– Jula, posłuchaj – westchnęła w końcu Lodzia, zerkając na nią ze współczuciem. – Wiem, że to niewypał z tym Matim, ale może tak właśnie miało być? Takie fatum. Przeznaczenie. Jak nic z tego ma nie wyjść, to nie wyjdzie i już.

– Wiem, przecież wiem – przytaknęła Julka. – Nie musisz mi tłumaczyć, Lodźka… Tylko jakie fatum, do diabła, kazało mi się w nim zakochać?

Lodzia pokręciła głową, nie znajdując odpowiedzi na to pytanie.

– No trudno – ucięła Julka. – Jakoś to przewalczę. Nie pierwszy raz… Wracajmy do domu, trzeba robić zadania z matmy.

Lodzia w duchu przyznała jej rację. Na jutro miały zadaną gigantyczną pracę domową z matematyki, a do tego istniało ryzyko, że jedna z nich może zostać przepytana, były bowiem w gronie osób, które jak na razie miały najmniej ocen. Z westchnieniem przyśpieszyła kroku.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział II (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz