Lodzia Makówkówna – Rozdział II (cz. 6)

Lodzia przebudziła się we wtorek rano w całkowicie ciemnym pokoju, gdyż szafa zastawiająca okno skutecznie uniemożliwiała dostęp nawet tym kilku marnym lumenom, jakie niesie ze sobą ponury, listopadowy poranek.

„Kompletnie mi odbiło” – pomyślała z niezadowoleniem. – „Co mi da ta szafa? Jak mam zginąć, to i tak zginę, przecież muszę wychodzić z domu. Zresztą, może przesadzam? Skoro go ścigają, to nie będzie jeszcze latał za mną, musi myśleć o sobie. Poza tym niewykluczone, że to jego tam utłukli, czym ja się przejmuję?”

Postanowiła, że po powrocie ze szkoły przetaszczy szafę z powrotem na dawne miejsce pod ścianą. Przytomność umysłu wróciła jej od wczoraj i Lodzia uznała, że zdecydowanie przesadziła z tą paniką. Owszem, istniało ogromne prawdopodobieństwo, że ranny gangster, którego w sobotę zamknęła w schowku na szczotki, był jakoś zamieszany w to, co zdarzyło się tego samego wieczoru w sąsiedniej dzielnicy. Jednak panika i nieskoordynowane działania z niej wynikające w żadnym razie nie były wskazane, mogły wręcz niepotrzebnie wywołać podejrzenia, zwrócić na nią uwagę. Doszła do wniosku, że musi zachowywać się normalnie. Przede wszystkim uprzedzić Julkę, żeby nikomu nic nie wygadała, a potem postarać się dyskretnie dowiedzieć jak najwięcej o ofierze morderstwa. Może w szkole tańca będą coś wiedzieli, skoro to było tuż obok? Może mają jakieś przecieki od policji? Tu Lodzia przypomniała sobie o Agacie, niewiele starszej od niej córce instruktora tańca, która często otwierała jej drzwi (szkoła mieściła się w ich prywatnym domu) i z którą znały się już na tyle dobrze, że mogłaby ją zapytać w zaufaniu, co wie o tej sprawie. Oby tylko była dziś wieczorem w domu…

Julka, której blado-szara twarz zdradzała przeżyte w nocy cierpienia złamanego serca, ożywiła się od razu na wieść o morderstwie na Wertera i domniemanych powiązaniach z nim bandziora.

– Jasne, nie puszczę pary z ust, ani mru-mru – obiecała skwapliwie. – Zresztą sama nie chcę się w to mieszać, jeszcze mi tego brakowało… Ale rzeczywiście nie wygląda to wesoło. Jesteś pewna, że tak ci się wtedy uważnie przyglądał?

– Przecież ci mówię – odparła ponuro Lodzia. – Myślałam, że to przez ten głupi wygląd, wiesz, jak mnie ubrały. Kiecka jak z balu u królowej Anglii, do tego dobierany warkocz, ciocia jeszcze powpinała w niego jakieś sztuczne kwiatki… Takich egzemplarzy nie ogląda się na co dzień, więc miał prawo być zdziwiony. Ale teraz obawiam się, że to nie o to chodziło… On się tak gapił, bo chciał mnie sobie dokładnie zapamiętać.

– I tak wie, gdzie mieszkasz – przypomniała jej Julka. – Ale myślę, że nie będzie tam podłaził, przecież musi się ukrywać.

– Właśnie na to liczę – westchnęła Lodzia. – Co nie zmienia faktu, że po zmroku nawet nosa nie wystawię za drzwi, chyba że z kimś. W sumie dobrze mi się trafił ten Karol, będę mieć obstawę. Lekcji tańca sobie nie daruję, to moja jedyna przyjemność, a przy okazji może czegoś się dowiem, to było tylko kilka domów dalej… No i jeszcze jest ta opcja, że mój bandzior jednak był ofiarą.

– Tak chyba byłoby lepiej dla ciebie, nie? – zauważyła Julka.

– Sama nie wiem, raczej tak – odparła Lodzia, mimowolnie przypominając sobie znowu oczy bandziora. – Tyle że wtedy policja na pewno się zainteresuje, kto mu przed śmiercią opatrywał ranę. Pewnie i tak mnie w końcu dopadną, to tylko kwestia czasu.

– To może lepiej sama się zgłoś? – zastanowiła się Julka, patrząc na nią ze współczuciem.

– A jeśli to on jest mordercą? – popukała się po głowie Lodzia. – Dowie się i utłucze mnie za to, że go wsypałam!

– Może zdążą go wcześniej złapać?

– A jak nie zdążą?

– No, faktycznie, ciężka sprawa – pokręciła głową Julka. – Nie zazdroszczę ci, serio…

– Najgorsza jest ta niepewność – westchnęła znowu Lodzia. – Gdybym chociaż wiedziała, czy to jego tam zaciukali… Poza tym jakoś sobie nie wyobrażam, że idę na policję i opowiadam im, jak to zamknęłam zalanego krwią bandytę na pół godziny w szafie na szczotki. Ty widzisz miny tych policjantów? Przecież ja się tam ze wstydu spalę!

– Fakt – przyznała Julka. – Widzisz, mówiłam ci, że niepotrzebnie go pakowałaś pod te schody. Trzeba było od razu się wydzierać.

– Przecież wiem, Jula – odparła ze zniecierpliwieniem. – Pożałowałam tego już dwie sekundy potem. Naprawdę nie rozumiem, co mi odbiło, przecież od razu czułam, że z tego wyjdą jakieś kłopoty. Co prawda nie sądziłam, że aż takie…

Po przedyskutowaniu sprawy obie zgodnie uznały, że jedyne, co można teraz zrobić, to cierpliwie czekać na rozwój wypadków, ewentualnie wieczorem spróbować się dowiedzieć od Agaty jakichś szczegółów na temat tego morderstwa. Opcja zgłoszenia się na policję przynajmniej na razie odpadała, w Lodzi zresztą odezwał się głęboko skryty w jej naturze tchórz, wolała jeszcze poczekać, po co robić aferę, w domu jej żyć nie dadzą, zresztą może sprawa jakoś rozejdzie się po kościach?

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział II (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz