Lodzia Makówkówna – Rozdział II (cz. 8)

Zastała Karola w tym samym miejscu, w którym go zostawiła, przebranego już i zajętego uprzejmą konwersacją z Agatą.

– Dobra, chodź, bo zaraz się zaczyna – rzuciła nieco nerwowo, łapiąc go za ramię.

Ukłonił się szarmancko swej rozmówczyni i posłusznie poszedł za Lodzią na salę.

– O, Lodziu, widzę, że masz nowego partnera! – zawołała jedna ze znajomych kursantek.

– A tak, to jest Karol – kiwnęła głową Lodzia. – Poznajcie się.

Karol ukłonił się uprzejmie nowym znajomym i rozpoczęła się rozmowa, jednak toczyła się ona bez udziału Lodzi, która znów bez reszty zatonęła w myślach.

A więc bandzior był dilerem narkotyków! Bił się w starciu gangów, stąd miał takie rany, zresztą wcale tak źle na tym nie wyszedł w porównaniu do tego, który zginął… Lodzia bowiem coraz bardziej skłaniała się do twierdzenia, że to nie on był śmiertelną ofiarą – jemu udało się uciec, dostał tylko niegroźnie po gębie. Raczej nie był też mordercą, przecież morderca nie pakowałby się do czyjegoś prywatnego domu, nie ma wszak lepszego sposobu, żeby dać się zapamiętać. Musiał być po prostu jednym z gangu, owszem, bił się, ale nic poza tym, zwiewał, ratując tylko własną skórę…

„Zaraz, zaraz” – oprzytomniała nagle. – „Czy ja go przypadkiem nie usprawiedliwiam? Bez przesady, Lodziu, bez przesady!”

Tak czy inaczej okoliczności, które udało jej się odkryć, rzucały sporo światła na sprawę bandziora, w logiczny sposób porządkowały fakty i wyglądały raczej uspokajająco. Jeśli jej sobotni, nieproszony gość nie był ani ofiarą morderstwa, ani mordercą, w znaczący sposób zmniejszało to również jej odpowiedzialność w świetle prawa. W tej sytuacji można było znowu mieć nadzieję, że uda jej się zachować te zdarzenia w tajemnicy, nie będzie musiała składać zeznań na policji, Mamusia się nie dowie… Z drugiej strony przecież to był gangster, handlarz narkotyków, jakiś niebezpieczny typ spod ciemnej gwiazdy!

„No, niestety, jednak z tą policją nic jeszcze nie jest przesądzone” – westchnęła w duchu. – „Pewnie prędzej czy później i tak go złapią, a on im opowie, co robił w sobotę wieczorem na Czeremchowej osiem. I do tego wprost ich poprosi, żeby mnie o to zapytali, to przecież jego alibi… A jak one się o tym dowiedzą, to mogiła. Zrobią mi szlaban na wszystko, na co tylko się da, i to do końca świata…”

– Zapraszam na parkiet! – donośny głos instruktora przerwał jej te niewesołe myśli.

Rozpoczęła się lekcja tańca i na całą godzinę Lodzia niemal zapomniała o swoich problemach z bandziorem. Muzyka uspokajała ją, a taniec sprawiał jej jak zawsze ogromną frajdę, tym bardziej, że Karol tańczył całkiem nieźle, może trochę sztywno, ale przecież zdążą się jeszcze zgrać… Ponieważ w związku ze zbliżającym się okresem studniówkowym jeszcze kilka innych osób było zainteresowanych przećwiczeniem poloneza, próby miały się odbywać regularnie pod koniec każdej lekcji. Lodzia była zachwycona majestatycznością korowodu, a dystynkcja i powaga jej partnera w pewnym sensie jej imponowały. W drodze do domu pomyślała nawet, że ta studniówka mimo wszystko ma szanse stać się prawdziwą przyjemnością.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział II (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz