Lodzia Makówkówna – Rozdział II (cz. 9)

W ciągu kolejnych kilku tygodni Lodzia znacznie się uspokoiła. Sprawa morderstwa na ulicy Wertera przycichła, policja jak dotąd nie zapukała do drzwi rodzinnego domu Makówków, a seria sprawdzianów w szkole skutecznie zajęła jej czas i uwagę. Raz w tygodniu jeździła z Karolem na lekcje tańca, gdzie coraz lepiej im szło synchronizowanie kroków, uczestniczyła też nadal w sąsiedzkich kursach gospodarskich, wykazując wobec nich coraz mniej niechęci. Kiedy nie zajmowała się nauką, skupiała się pocieszaniu Julki, której serce – i tak już złamane – łamało się jeszcze bardziej na widok Mateusza spędzającego na przerwach czas w towarzystwie Elizy z drugiej B. Jednocześnie zaindagowany przez Lodzię Karol obiecał zastanowić się, któremu ze swych kolegów ze studiów mógłby ewentualnie zaproponować pójście na studniówkę z Julką. Wraz ze śniegiem i mrozami wróciły względny spokój i rutyna.

Któregoś dnia w połowie grudnia Lodzia wyszła z Julką ze szkoły w bardzo złym humorze. Śnieg padał gęsto, na dworze było zimno i ponuro, a dzień krótki, więc po piętnastej zapadał już lekki zmrok. Do tego z daleka było widać, że ludzie tłoczą się niemiłosiernie na przystanku, a autobusy odjeżdżają zapakowane po korek, co zapowiadało podróż do domu w nieznośnym tłoku i ścisku.

– Żeby chociaż ten pajac przestał się przystawiać – denerwowała się Lodzia, zakładając na głowę kaptur zimowego płaszcza i próbując upchnąć pod niego swój długi warkocz. – Ja już nie wiem, co mam mu powiedzieć, żeby się odczepił, jestem tak nieuprzejma, jak tylko mogę, dlaczego on się tak uparł, żeby nie dać mi spokoju?

– Chyba naprawdę się zakochał! – Julka zaśmiała się na wspomnienie popołudniowej sceny, jaką Grzelo urządził na szkolnym korytarzu, po raz kolejny wyznając Lodzi publicznie swą namiętną miłość. – Zobacz, jaki wierny, ty go spławiasz, prawie plujesz mu w twarz, a on dalej swoje. Nawet ten narzeczony go nie odstrasza. Może jednak się do niego przekonasz?

– Jasne, Jula, bardzo śmieszne – mruknęła z irytacją Lodzia. – Dobrze, że to przynajmniej ostatni rok szkoły, jakoś muszę wytrzymać do wakacji. Boję się tylko, że on faktycznie zrobi jakiś numer, jak przyjdę z Karolem na studniówkę, ciągle ględzi o tym wyrywaniu flaków…

– Co chcesz, zazdrosny jest – zauważyła Julka. – To przecież normalne, że chce wyeliminować konkurenta, tylko nie rozumie, biedak, że to mu nic nie da. Może to po prostu taki gest rozpaczy? Biedny Grzelo… mnie go jest czasami nawet trochę szkoda.

– Jego ci szkoda! – wykrzyknęła z oburzeniem Lodzia. – A mnie to co?! Życie mi zatruwa, przez niego ostatnio nie da się wytrzymać w szkole! W domu też ciągle zawracają głowę, ja już po prostu nie mam gdzie odetchnąć! Tylko na tych tańcach jakaś chwila spokoju i przyjemności…

Dotarły właśnie na zatłoczony przystanek i z miejsca wpadły na Szymona z czwartej D, który musiał stać tam już dobrych kilka minut, bo cały był przysypany śniegiem.

– Cześć, dziewczyny!

– O, cześć, Szymek! – rzuciła Julka. – Nie poznałam cię, wyglądasz jak bałwan!

– Skoro tylko wyglądam, to pół biedy – zaśmiał się Szymon. – Straszny dzisiaj tłok, nie? I patrzcie, jak ciemno, a przecież dopiero dwadzieścia po trzeciej…

– Aha – przyznała Lodzia. – W grudniu tak zawsze, krótki dzień, ja od razu po tym rozpoznaję, że święta blisko. W sumie niedługo już koniec semestru, kto by pomyślał. Ale ten czas leci!

– I studniówka w końcu stycznia – zauważył Szymon. – Wybieracie się?

– Jasne – skinęła głową Julka. – Lodźka będzie nawet z narzeczonym.

– Serio?! – zdumiał się chłopak.

– Nie z narzeczonym, tylko z prawie-narzeczonym, bądź precyzyjna, Jula – zaśmiała się Lodzia. – „Prawie” robi wielką różnicę!

– Racja! – przyznał wesoło Szymon. – Ale to ktoś ze szkoły?

– Nie, student – wyjaśniła mu Julka. – Z trzeciego roku stosunków międzynarodowych.

– Aha – Szymon zerknął na Lodzię z zaciekawieniem. – Bo słyszałem, że ten wasz Grzesiek kocha się w tobie na zabój…

Lodzia zmroziła go spojrzeniem, na co Julka parsknęła śmiechem.

– Lepiej nic nie mów do niej na ten temat – ostrzegła go. – Ona za to zabija.

– Okej, w takim razie nie będę ryzykował. A ty, Jula? Też idziesz z prawie-narzeczonym?

– Niestety nie. Ja nie dysponuję takim arsenałem wielbicieli jak Lodźka, więc pójdę pewnie z kimś z łapanki.

– A gdzie i kiedy będzie ta łapanka? – zainteresował się chłopak.

– Gdzie i kiedy? – powtórzyła zdziwiona Julka.

– No tak – uśmiechnął się Szymon. – Chodzi mi o jakieś przybliżone parametry czasoprzestrzenne. Muszę przecież wiedzieć, gdzie i kiedy mam się znaleźć, żeby mieć choć minimalną szansę dać się złapać.

Julka spojrzała na niego w milczeniu, w jej czarnych oczach odmalowało się zaskoczenie. Lodzia uśmiechnęła się do siebie i odwróciła głowę, udając, że zainteresowało ją coś w głębi ulicy. Przypomniała sobie nagle te wszystkie, wielokrotnie już widziane dziwne spojrzenia Szymona, które biegły za Julką po szkolnym korytarzu, na ulicy, na przystanku, kiedy wsiadała do autobusu… Spojrzeń tych było bardzo wiele, Lodzia nieraz je widziała, choć rejestrowała je tylko podświadomie. Teraz nagle uzmysłowiła sobie, że przecież Szymon ciągle był gdzieś w tle, zawsze stał gdzieś w tłumie, kiedy rozmawiały pod salą, ileż razy natykały się na niego przypadkowo przy takiej czy innej okazji… Przypadkowo? Dopiero w tej chwili Lodzia doznała pełnego olśnienia.

„Przecież on się kocha w Juli!” – pomyślała zdumiona. – „No jasne, że też ja tego wcześniej nie zauważyłam! Ale ze mnie gapa!”

– Czekajcie, sprawdzę, o której mamy autobus – rzuciła od niechcenia, chcąc zostawić ich samych.

Nie protestowali. Lodzia podeszła do wywieszonego na ścianie kamienicy rozkładu jazdy i sprawdziła godzinę – autobus jej i Julki miał być dopiero za sześć minut.

„Jeszcze sporo” – westchnęła, zerkając ukradkiem w ich stronę.

Stali w tym samym miejscu zatopieni w rozmowie. Lodzia znów dyskretnie zwróciła wzrok w głąb ulicy. Ku swemu zaskoczeniu przed kamienicą po drugiej stronie placu dostrzegła znajomą, kobiecą postać, która właśnie wyszła zza rogu jednej z bocznych uliczek. Rozpoznała ją od razu pomimo gęsto padającego śniegu.

„Ciocia Lucy!” – zdziwiła się. – „A co ona się tak włóczy po centrum? Pewnie z Klocią znowu gdzieś była… I oczywiście będzie wracać z nami tym samym autobusem, nawet z Julą o Szymku nie pogadam, a niech to!”

(c.d.n.)

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział II (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz