Lodzia Makówkówna – Rozdział III (cz. 11)

– No proszę, Lodźka, jaki sukces! – zaśmiała się Julka, odkładając na biurko zeszyt do historii, z którego powtarzały z Lodzią materiał do sprawdzianu. – Twoja mama pierwszy raz w życiu puszcza cię wieczorem na miasto. I to na dyskotekę!

– Gdybym nie miała skończonych osiemnastu lat i nie szła tam z Karolem, to pewnie by się nie złamała – uśmiechnęła się Lodzia. – One mają fioła na punkcie przyzwoitości. Ale muszę zacząć przyzwyczajać je powoli do tego, że nie jestem już dzieckiem. Przecież na studiach nawet głupio mi będzie unikać wyjść na miasto wieczorami, muszę wreszcie zacząć żyć jak człowiek. Ty zresztą też.

– Moja mama nie czepia się o wieczorne wyjścia – zaznaczyła Julka. – To ja sama jakoś nigdy nie miałam melodii do biegania po nocnych imprezach, tym bardziej, że ty nie mogłaś nigdzie ze mną iść. Mela, Monia czy chłopaki z naszej klasy ciągle się włóczą po miasteczku akademickim, Monia tam spotkała tego swojego Jacka… Tylko my we dwie jesteśmy takie zacofane. I chyba czas coś z tym zrobić. Zwłaszcza ty powinnaś zaszaleć i poznać nowych ludzi, pobawić się trochę, zanim mama wyda cię za mąż!

– Przecież idę na tę dyskotekę z przyszłym mężem – zauważyła wesoło Lodzia. – A ty może też… kto wie? – zaśmiała się, mrugając do Julki, która natychmiast zrobiła obrażoną minę. – No, nie fukaj się, Jula, żartowałam. Ale masz rację, my naprawdę jesteśmy niedzisiejsze, pierwszy raz w życiu idziemy na miasto z chłopakami. Gdybyśmy powiedziały to dziewczynom z klasy, to czujesz, jak by się z nas nabijały?

– Nie uwierzyłyby – pokręciła głową Julka. – One myślą, że od dawna szalejemy na własną rękę i wyrywamy przystojnych studentów, przecież oficjalnie masz nawet narzeczonego na stosunkach międzynarodowych. Grzelo już paznokcie przez to poobgryzał z nerwów… A my nic, zero doświadczenia. Ty zresztą jesteś jeszcze lepsza ode mnie, ani razu nawet się nie zakochałaś!

– I póki co nie mam takiego zamiaru – zapewniła ją beztrosko Lodzia. – Mama, ciocia i babcia chyba mnie na to uodporniły tym ględzeniem o małżeństwie. To znakomity przykład, jak można osiągnąć odwrotny skutek!

– Twarda jesteś – przyznała Julka. – Ja już tyle razy padłam… Ale w sumie nigdy z tego nie było nic poważnego, nawet z nikim się jeszcze nie całowałam. A tak w ogóle to powiedz mi, Lodźka – zniżyła poufnie głos. – Ale bądź szczera. Już dawno chciałam cię o to zapytać. Wiem, że to dla ciebie na razie tylko teoria, ale gdybyś się zakochała, zaczęła spotykać się z chłopakiem i byłabyś pewna, że to ten… to poszłabyś od razu na całość, tak jak to standardowo robią wszyscy dookoła?

Lodzia uśmiechnęła się lekko i w zamyśleniu zapatrzyła się w okno.

– Nie, Jula – odparła spokojnie. – To nie mój styl.

– Mój też nie – szepnęła Julka.

– Obie jesteśmy zacofane i staroświeckie – pokiwała głową Lodzia. – Ale mnie to nie obchodzi, wręcz dobrze mi z tym… Bo widzisz, Jula – dodała ciszej. – Powiem ci. Ja sobie już dawno obiecałam, że nie zakocham się w byle kim, nie będę się z nikim spotykać na poważnie i nikomu nie dam się nawet pocałować, dopóki nie będę pewna, że to ten jedyny. Choćbym miała czekać nie wiem ile lat. Wiem, że to średniowiecze, trudno, tak już mam. Może to wpływ mojego purytańskiego wychowania? Mama i babcia skutecznie mi to wszczepiły w podświadomość… Ale chyba też po prostu taka jestem z natury. Może to śmieszne i niepostępowe, ale chciałabym kiedyś móc powiedzieć komuś, kogo naprawdę pokocham… i za kogo potem wyjdę za mąż… że należę i zawsze należałam tylko do niego. Tak na sto procent.

– Aha – skinęła głową Julka. – I najlepiej, żeby on mógł ci powiedzieć to samo?

– Właśnie – uśmiechnęła się Lodzia. – Żeby od początku do końca był tylko mój. To moje ciche marzenie, taki wierny Rycerz bez skazy. Ktoś, dla kogo będę pierwszą i jedyną kobietą, kto będzie mnie kochał jak jeszcze nigdy nikogo… i kto nie będzie się od razu pchał z łapami, tylko da mi tyle czasu, ile będę potrzebowała, żeby mu całkowicie zaufać. Bo ja nie zaufam byle komu… No, ale sama widzisz, że to nie jest takie proste! – dodała wesoło, widząc powątpiewającą minę Julki. – Takich egzemplarzy pewnie jest jak na lekarstwo, a mój wybranek musiałby do tego spełniać jeszcze mnóstwo innych warunków. A jak już jakimś cudem znajdę takiego, który je wszystkie spełni, to skąd mam mieć gwarancję, że on też się we mnie zakocha? Prawdopodobieństwo jest bardzo niewielkie. Dlatego chyba ku rozpaczy mamy i babci zostanę w końcu starą panną!

– Oj, Lodźka, aż tak to nie przeginaj! – zaśmiała się Julka. – Może od razu idź do klasztoru, co? Zobaczysz, jak cię kiedyś porządnie trzaśnie, to te idealistyczne wizje zaraz ci z głowy wyparują! Ale generalnie masz rację – przyznała, poważniejąc. – Ja też to czuję tak jak ty, tylko może jestem trochę mniej radykalna, bo nie upieram się, że pierwszy pocałunek musi być koniecznie z tym jedynym… Trzeba przecież mieć minimalne narzędzia do testowania materiału, nie? – mrugnęła okiem do Lodzi. – Ty też jeszcze z tego zejdziesz, zobaczysz.

– Nie zejdę – zapewniła ją Lodzia. – Ale na razie i tak nie ma o czym mówić. Póki co mam fajny układ z Karolem, to jest bardzo w porządku chłopak, jak na moje obecne potrzeby wręcz ideał. Przystojniak, dobrze wychowany, nic do mnie nie ma, nie przystawia się, świetnie tańczy… W dodatku mama, babcia i ciocia są zachwycone, że tak wspaniale rozkwita nasze uczucie – roześmiała się. – A ja na wszelki wypadek nie wyprowadzam ich z błędu.

– Ale powiedz, Lodźka, nie udawaj – pokręciła głową Julka, przyglądając się przyjaciółce z niedowierzaniem. – Na serio jeszcze nigdy nic do nikogo nie poczułaś? Ja od podstawówki to już się chyba ze dwanaście razy zakochałam! Fakt, że bez wzajemności, ale jednak… A ciebie żaden nigdy nie ruszył? Ani razu serce mocniej ci nie zabiło na widok faceta?

Lodzia drgnęła. Na króciutki jak błysk światła moment w jej pamięci mignęła ulica zasypana gęsto padającym śniegiem, spojrzenie ciemnych oczu i gwałtowne szarpnięcie w sercu. Natychmiast siłą woli wygasiła tę wizję.

– Jula, nie dopytuj milion razy o to samo – odparła wymijająco. – Jak mnie kiedyś złapie, to ci powiem… Zresztą sama pewnie zauważysz – uśmiechnęła się. – A teraz wracajmy do tej historii, bo ja nie chcę dostać pały na sam koniec semestru. O facetach zdążymy jeszcze nieraz pogadać, na razie klasówka ważniejsza.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz