Lodzia Makówkówna – Rozdział III (cz. 4)

Kiedy komisarz Leśniewski opuścił dom rodzinny Makówków, nie odpowiadając na ani jedno podstępne pytanie Wielkiej Triady, a Lodzia wróciła na górę, podkreślając, że musi umyć się z kurzu i przebrać, Mamusia, Babcia i Ciotka Lucy, zaniepokojone tak długą rozmową dziewczyny na osobności z policjantem, zebrały się na tajną naradę w salonie. Przez cały wieczór nie były jednak w stanie ani niczego wydedukować, ani wyciągnąć nic z Lodzi, która uparcie odmawiała zeznań, choć jej zachowanie potwierdzało podejrzenia, że coś tu jest nie tak.

Tymczasem Lodzia cierpiała istne męki. Przez całą noc, leżąc w ciemnościach, niemal nie zmrużyła oka, zastanawiając się, czy na pewno dobrze zrobiła, że powiedziała komisarzowi o bandziorze. Wiadomo, zawsze lepiej być na czysto z prawem, ale przecież z reakcji policjanta jasno wynikało, że dotąd nic o tym nie wiedzieli – może niepotrzebnie wyrwała się przed orkiestrę? Uruchomiła przy tym prawdopodobnie jakąś kolejną lawinę, której nie da się już zatrzymać…

Bandzior nadal był na wolności, teraz to wiedziała na sto procent. A jeśli naprawdę ją obserwuje i dowie się o jej współpracy z policją? Jutro przecież umówiła się na komendzie! Gangster łatwo się domyśli, po co tam idzie, taki głupi nie jest, z tą kratą od dzikiego wina wykazał się sprytem i inteligencją… Przypomniała sobie jego swobodne zachowanie, kiedy przechodził przez parapet i zwieszał się po drugiej stronie okna. Znów ogarnęły ją wątpliwości. Czy tak mógł się zachowywać świeżo upieczony morderca?

„Albo ma taką silną psychę, albo jest niewinny” – pomyślała. – „No, ale nawet jeśli to nie on zamordował, to w bójce przecież brał udział, więc musi należeć do gangu narkotykowego, to akurat jest pewne. Już za samo to należy mu się paka. Powinnam się cieszyć, że przyczyniam się do oczyszczenia społeczeństwa…”

Jednak trudno było jej się cieszyć. Wielka Triada męczyła ją przez cały wieczór, usiłując wyciągnąć z niej szczegóły rozmowy z komisarzem, Lodzia pamiętała przy tym, że w kolejnych dniach mieli przyjechać zapowiedziani przez Leśniewskiego technicy policyjni. Zaczną grzebać w schowku na szczotki, a wszyscy w domu przecież łatwo skojarzą, że to musi mieć jakiś związek z jej długimi zeznaniami w salonie.

„Żyć mi nie dadzą tak czy inaczej” – westchnęła. – „Jutro ta komenda o szesnastej… Jedyne, czego dowiedziałam się na pewno, to, że bandzior żyje. Bardzo pocieszające!”

Kiedy na drugi dzień podczas pobytu Lodzi w szkole pod dom przy Czeremchowej osiem podjechał nieoznakowany samochód, z którego wysiadł komisarz Leśniewski w cywilu w towarzystwie kilku innych ludzi, zaintrygowanie Wielkiej Triady sięgnęło zenitu. Mamusia co prawda usiłowała dowodzić, że to jej dom i ma prawo wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi, ale kiedy policjant podstawił jej pod nos oficjalny nakaz rewizji, zamilkła i ograniczyła się do obserwacji poczynań przybyłej ekipy.

Ku niebotycznemu zdumieniu Wielkiej Triady, a zwłaszcza Ciotki Lucy, epicentrum zainteresowania policjantów w rękawiczkach stał się schowek na szczotki pod schodami, w którym długo szperali, przyświecając sobie mocnym, białym światłem, i z którego wyszli z satysfakcją na obliczach. Zabrali ze sobą kilka plastikowych woreczków z różnymi próbkami i przedmiotami, przy czym Ciotka dałaby głowę, że w jednym z nich znajdowała się jej szmata do podłogi…

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział III (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


2 komentarze

Dodaj komentarz