Lodzia Makówkówna – Rozdział III (cz. 6)

Punktualnie o szesnastej stawiła się na komendzie. Komisarz Leśniewski wyszedł zza biurka, aby uścisnąć jej rękę.

– Pani Leokadia – skonstatował, zwracając się trochę do niej, a trochę do drugiego policjanta, który siedział przy sąsiednim biurku.

Ten zmierzył ją wzrokiem, w którym kryło się zaciekawienie i jakby rozbawienie.

„Jasne” – pomyślała z rezygnacją. – „Po całym komisariacie już pewnie krąży anegdotka, jak to Lodzia Makówkówna zamknęła groźnego przestępcę w schowku na szczotki. Pewnie wszyscy boki zrywają… Cóż, trudno, nawarzyłam piwa, to je teraz muszę wypić.”

Komisarz wrócił tymczasem do swojego biurka, wyciągnął z szuflady jakieś dokumenty i podał je Lodzi.

– Tu mamy pani wczorajsze zeznania – wyjaśnił. – Musimy uzupełnić jeszcze kilka szczegółów, a potem podpisze nam pani protokół, dziś mam to przekazać kolegom z prokuratury. Proszę to przeczytać.

Lodzia posłusznie wzięła do ręki plik kartek i zabrała się za czytanie własnych zeznań. Historia wizyty bandziora opisana czarno na białym na oficjalnym dokumencie policyjnym objawiła przed nią pełnię swej absurdalności. Do tego te wątki humorystyczne w postaci schowka na szczotki i drogi ewakuacyjnej po kracie od dzikiego wina…

„Dziwne, że mi w ogóle uwierzyli” – pomyślała z przekąsem. – „Przecież to wygląda jak jakiś kabaret!”

Po sprecyzowaniu kilku detali, o które prosił policjant, podpisała protokół i zrobiło jej się nieco lżej na duchu. Komisarz popatrzył na nią ze swym standardowym, życzliwym uśmiechem.

– No dobrze, pani Leokadio – powiedział, odkładając papiery na lewą stronę biurka. – A teraz niech nam pani jeszcze raz dokładnie opisze tego dżentelmena.

– Mówiłam panu, że był poobijany i zalany krwią – zastrzegła Lodzia. – Poza tym to już było półtora miesiąca temu, nie pamiętam szczegółów.

– Tak, rozumiem, oczywiście – skinął głową policjant. – Ale jednak spróbujmy. Może wygodniej będzie, jak ja będę zadawał pytania, a pani będzie odpowiadać?

– Dobry pomysł – zgodziła się Lodzia.

– W porządku. Może pani określić jego wiek?

– Stary – skrzywiła się. – Tak na oko między trzydzieści a czterdzieści.

Policjanci spojrzeli po sobie z nagłym rozbawieniem.

– Widzisz, Krzysiek? – pokiwał głową komisarz. – To co my mamy powiedzieć o sobie? Zwłaszcza ja już jestem poza skalą…

– Przepraszam, tak mi się powiedziało – zreflektowała się Lodzia. – Może pan ująć to inaczej. Powiedzmy, „względnie młody”.

– Między trzydzieści a czterdzieści, mówi pani? – upewnił się policjant, starając się zachować powagę. – Ale bliżej trzydziestu czy czterdziestu?

– Nie mam pojęcia – pokręciła głową. – Tak tylko na oko panu mówię, tyle bym mu dała. Czwarta dekada. Może miał trzydzieści trzy, a może trzydzieści osiem, nie powiem panu tego. Mogę ewentualnie powróżyć z tych fusów – dodała, wskazując na stojącą na biurku komisarza niedopitą kawę po turecku.

– W porządku – uśmiechnął się Leśniewski. – Idźmy dalej. Ile mógł mieć wzrostu? W przybliżeniu oczywiście.

– Wzrostu? – zastanowiła się Lodzia. – Był ode mnie sporo wyższy, tak mniej więcej o głowę. Ja mam metr pięćdziesiąt osiem, to on może miał… ja wiem?… jakiś metr osiemdziesiąt.

Dyktafon działał, ale dodatkowo policjant przy sąsiednim biurku notował w tempie błyskawicy. Miał przy tym minę, jakby znakomicie się bawił.

– Oczy, włosy? – rzucił komisarz.

– Ciemne – odparła bez wahania.

– Co znaczy: „ciemne”? – skrzywił się stenografujący policjant, podnosząc na chwilę głowę.

– Niech pani doprecyzuje – poprosił Leśniewski.

– Brunet, oczy ciemnobrązowe – odpowiedziała stanowczo.

– Jest pani pewna?

– Jak tego, że tu z panem siedzę. Przecież opatrywałam mu ranę, myłam mu tę obitą gębę…

Policjanci znów wymienili dyskretnie rozbawione spojrzenia.

– No dobrze – podjął komisarz zupełnie neutralnym tonem. – Fryzura?

– Krótko obcięty. Tak standardowo, nic specjalnego. Tak mniej więcej jak ten pan – tu Lodzia wskazała na notującego policjanta.

– Krzysiek, będziesz służył za wzornik – komisarz puścił oko do kolegi. – Czy miał jakieś znaki szczególne?

– Owszem, całą masę – przytaknęła nie bez złośliwości. – Przecież mówiłam. Jedno oko podbite i spuchnięte. Rozcięty łuk brwiowy, warga też, do tego zalany krwią i wytarzany w błocie.

– Nie o to chodzi – pokręcił głową Leśniewski.

– Wiem, o co panu chodzi – odparła z powagą. – Ale niech się pan zastanowi, jak ja w tym wszystkim miałam jeszcze zwracać uwagę na jakieś znaki szczególne?

– Rzeczywiście – przyznał policjant. – A ubranie?

– Aż tak się nie przyglądałam – zamyśliła się Lodzia. – Miał chyba dżinsy… tak, na pewno, takie zwykłe, granatowe dżinsy, przypominam sobie, że widziałam, kiedy wyłaził przez okno. No i jakąś taką ciemną kurtkę, niezbyt grubą, aż się dziwię, bo zimno już wtedy było… Nic szczególnego, ale raczej dobrej jakości, tylko wszystko sponiewierane.

– W porządku – kiwnął głową policjant. – Chyba portret pamięciowy nie ma sensu, nie, Krzysiek? Te urazy zniekształciły twarz, nic z tego nie wyjdzie. Pani Leokadio. Umówmy się jeszcze raz w poniedziałek, dobrze? Do tego czasu przeanalizujemy rzecz z kolegami z prokuratury i będę miał do pani jeszcze kilka pytań.

– Dobrze – odparła grzecznie Lodzia.

– Jeśli pani woli, mogę podjechać do pani do domu.

– Broń Boże! – zawołała z oburzeniem. – Niech pan nawet nie próbuje! Obiecał pan! Ja przyjadę tutaj. Tylko… czy może być dopiero na szesnastą trzydzieści? Zaraz po lekcjach umówiłam się z koleżanką na wyjście do sklepu…

– Jak pani sobie życzy – skłonił się komisarz. – Niech będzie szesnasta trzydzieści. A zatem bardzo dziękujemy i do zobaczenia.

Policjanci uścisnęli po kolei rękę Lodzi i poczekali, aż wyjdzie, po czym obaj parsknęli śmiechem i kręcąc głowami, wrócili za swoje biurka. Sprawa zabójstwa na ulicy Wertera prowadzona we współpracy z prokuraturą szła swoim torem, już wiedzieli, że rewelacje pani Leokadii niezbyt pasowały do układanki, ale kto wie? Trzeba było wszystko sprawdzić, odszukać tamtego człowieka, na razie poczekać na wyniki analizy próbek ze schowka na szczotki, laboratorium miało to zrobić na cito… Obydwaj jednak uznali zgodnie, że już dawno nie przesłuchiwali tak uroczego świadka i że ta historia na długo pozostanie im w pamięci.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział III (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz