Lodzia Makówkówna – Rozdział III (cz. 8)

Wizyta na komendzie znacząco ją uspokoiła. Komisarz Leśniewski życzliwie zainteresował się nowymi informacjami na temat bandziora i obiecał, że postarają się z kolegami sprawdzić, co tylko mogą. Zalecił przy tym Lodzi ostrożność i czujność oraz nakazał natychmiastowy kontakt z nim w razie konieczności. Jako że podał jej numer swojej prywatnej komórki i zapewnił, że może dzwonić do niego w dzień i w nocy, dziewczyna poczuła się o wiele bezpieczniejsza, a do tego potraktowana poważnie i z szacunkiem. Niestety, w domu nadal nie dało się żyć…

– Lodziu, ale ja cię bardzo proszę, wytłumacz nam, o co tam chodziło z tym schowkiem na szczotki – indagowała zdenerwowana Mamusia. – Przecież oni czegoś tam szukali, a to było zaraz po tym, jak rozmawiałaś z panem komisarzem! Nie ukrywaj mi tu nic, dziecko, ja dobrze wiem, że ty coś wiesz!

– Przecież chcemy tylko twojego dobra, Lodzieńko – przekonywała ją Babcia. – Powiedz chociaż, czy to ma naprawdę jakiś związek z tym morderstwem na Wertera…

– Tylko co nasza szafa pod schodami może mieć wspólnego z morderstwem? – zastanawiała się przytomnie Mamusia. – Lucy, popraw tę firankę, jeśli możesz… o tak, dziękuję. No, to jak, Lodziu, powiesz nam w końcu, o czym rozmawiałaś z panem komisarzem?

– Mamo, daj spokój, to nie było nic ważnego – jęknęła Lodzia. – Pytał o podwieczorek zapoznawczy, myślał, że to były moje zaręczyny… a potem rozmawialiśmy o tym człowieku, co prosił mnie o chusteczkę. I nic więcej. Pogawędziliśmy sobie trochę, bardzo sympatyczny pan.

– Prawda – przyznała Babcia. – Taki miły ten policjant, jak się rzadko zdarza.

– I cierpliwy! – dodała z uznaniem Ciotka Lucy, którą komisarz Leśniewski również przesłuchał w dniu, kiedy zeznawała Lodzia. – Pytałam go o tyle rzeczy! Co prawda nie chciał nic powiedzieć, ale ani razu się nie zdenerwował, zupełnie jak nasz kochany pan mecenas…

Lodzia wywróciła oczami.

– A do tego jeszcze jak tu byli ci panowie… – ciągnęła w natchnieniu Ciotka – wtedy, co szukali czegoś pod schodami… to on sam pilnował, żeby mi podłogi nie brudzili. Osobiście buty kazał im wycierać!

– No tak, tak – pokiwała głową Mamusia. – Ale Lodzia z nim tak długo rozmawiała…

– Mamo, ja bym może jednak poszła się pouczyć? – zaproponowała wymijającym tonem Lodzia. – Pojutrze mam klasówkę, a jutro wieczorem idę przecież z Karolem na taniec.

– No dobrze, drogie dziecko – rozpogodziła się Mamusia, spoglądając na nią z żywą ciekawością. – A jak wam się razem tańczy, wszystko się układa?

– Wszystko na najlepszej drodze – zapewniła ją z powagą. – Nie spodziewałam się, że Karol tak świetnie tańczy, coraz lepiej się zgrywamy, aż nie mogę się doczekać tej studniówki… A właśnie! Dobrze, że sobie przypomniałam. Po świętach może poszlibyśmy gdzieś razem na miasto? Na jakąś dyskotekę, tak sobie potańczyć… Julę też bym wzięła. Chyba nie miałybyście nic przeciwko temu?

– Na dyskotekę? – skrzywiła się Mamusia.

– A dlaczego nie, Zosiu? – poparła Lodzię Ciotka Lucy. – Niech idzie, przecież wiadomo, że młodzi muszą się wyszaleć w karnawale.

– Ale te dzisiejsze dyskoteki… – pokręciła głową nieprzekonana Mamusia. – Bardzo złe rzeczy słyszałam o tych młodzieżowych zabawach i nie chciałabym, żeby moja córka…

– Zosiu, ale przecież ona pójdzie z Karolkiem – przypomniała jej znaczącym tonem Ciotka. – Wszystko jest dla ludzi. Za naszych czasów też były dyskoteki, może trochę spokojniejsze niż teraz, ale to przecież rozsądne dzieci. Skoro chcą sobie potańczyć na mieście, to dlaczego nie?

– No tak – zgodziła się ostrożnie Mamusia. – Może i masz rację, Lucy, gdzieś te umiejętności taneczne trzeba rozwijać, a studniówka to przecież tylko jeden wieczór…

– I w tańcu uczucia rozkwitają, Zosiu – szepnęła do niej konspiracyjnie Ciotka. – Ja coś o tym wiem, mój świętej pamięci Józuś właśnie w tańcu pierwszy raz mnie pocałował!

Lodzia spuściła szybko głowę, tłumiąc śmiech.

– Tylko do jakiegoś przyzwoitego miejsca pójdźcie – zaznaczyła Babcia, podnosząc w górę palec. – Żeby nikt się za was nie musiał wstydzić!

Lodzia z powagą pokiwała głową na znak, że zadba o spełnienie tego warunku.

– Co ty mówisz, ciociu, przecież Karolek nie zabierze jej byle gdzie! – obruszyła się Ciotka Lucy. – Taki ułożony chłopiec…

– Też tak myślę – przyznała Mamusia i spojrzała aprobująco na córkę. – No dobrze, Lodziu, skoro chcecie iść się pobawić, to cóż… Jesteś już dorosła, nie będziemy cię przecież zamykać w domu. A wracając do twojej rozmowy z panem komisarzem…

Lodzia cichaczem ewakuowała się na górę. Zamknąwszy się w pokoju, zapomniała natychmiast o nauce do klasówki i zatonęła w rozważaniu wydarzeń dzisiejszego dnia. Kolejny powrót bandziora, który jak widmo pojawił się dziś w galerii, mocno ją zaniepokoił. Śledził ją czy to znowu był tylko przypadek? Coś za dużo tych przypadków… Nie miała już wątpliwości, że tamtego dnia, kiedy czekała na przystanku i padał gęsty śnieg, widziała właśnie jego, był podobnie ubrany, w taki długi, elegancki płaszcz. Poza tym te oczy…

„Nie ma mowy, tu nie mogłam się pomylić” – pomyślała z dziwnym ściskiem w sercu. – „Takie oczy ma tylko jeden facet na świecie!”

Na wspomnienie hipnotyzującego spojrzenia owych ciemnych oczu Lodzię ogarnęło znajome już drżenie. Wiedziała doskonale, że to nie był strach.

„Ten bandzior coś podejrzanie mocno mnie elektryzuje” – pomyślała niespokojnie. – „Nie wiem, skąd to się bierze, ale coś w nim jest takiego, że wymiękam… A to przecież jakiś stary wapniak! I w dodatku gangster. Mam nadzieję, że Leśniewski go niedługo zapudłuje, będzie wreszcie spokój.”

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział III (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz