Lodzia Makówkówna – Rozdział III (cz. 9)

We wtorkowy wieczór jak zwykle udali się z Karolem do szkoły tańca. Miała to być ostatnia lekcja przed świętami, zatem w kącie stała już choinka, a nastrój był podniosły i jeszcze radośniejszy niż zwykle. Na Lodzię czekała jednak niespodzianka. Kiedy tylko weszli z Karolem na salę, instruktor podszedł do nich i poprosił dziewczynę o chwilę rozmowy, wskazując jej stojącego samotnie przy drzwiach chłopaka.

– Pani Lodziu – powiedział przyciszonym głosem. – Mamy dziś nowego kursanta, a pani Ali nie ma, pojechała już na święta do rodziny. Potrzebujemy dla niego dobrze tańczącej partnerki, żeby wprowadzić go w rytm i pokazać podstawowe kroki. Pomyślałem o pani, tańczy pani już najlepiej w grupie. Czy mógłbym na panią dzisiaj liczyć? Tylko dzisiaj, w wyjątkowym trybie pod nieobecność pani Ali… Byłbym bardzo wdzięczny.

Lodzia, choć jak zwykle miała ochotę porządnie potańczyć, poczuła się mimo wszystko doceniona i mile połechtana komplementem.

– A mój partner? – zapytała z wahaniem, zerkając w stronę Karola.

– Zaraz przydzielimy mu kogoś z tej wesołej piątki – uśmiechnął się instruktor, wskazując na stojące nieopodal towarzystwo roześmianych nastolatek. – On też dobrze tańczy, będzie mógł się wykazać, ucząc nieco słabszych. To co, zgoda?

– Dobrze, proszę pana, zapytam go i jeśli się zgodzi, to ja też – obiecała ostrożnie, po czym wróciła do Karola, by poinformować go o niespodziewanej zmianie planów.

– W porządku – odparł z uprzejmym uśmiechem. – Nie martw się o mnie, idź spokojnie robić karierę instruktorki, rzeczywiście świetnie tańczysz.

Lodzia została zatem przedstawiona nowemu kursantowi jako tymczasowa instruktorka i omal nie pękła z dumy. Odkąd zgłębiła na wyższym poziomie tajniki tańca, stał się on jej żywiołem, czerpała z niego ogromną przyjemność i podczas półtoragodzinnej sesji we wtorkowe wieczory ładowała akumulator na resztę tygodnia. Dziś poczuła się wyróżniona, w jakimś sensie przyjęta do elitarnego grona najlepszych uczniów. Jej nowy partner był studentem, miał na imię Bartek i okazał się bardzo sympatycznym młodym człowiekiem.

– Znowu cię nadepnąłem – westchnął. – Może teraz ty nadepnij mnie, żebyśmy byli kwita?

Lodzia roześmiała się.

– Nie mam w zwyczaju tak ordynarnie wyrównywać rachunków! A z ciebie jest materiał na niezłego tancerza, do wakacji będziesz wywijał, jak należy. No, teraz krok do tyłu… Powiedz mi, tak tylko z ciekawości pytam… dlaczego zapisałeś się na kurs?

– Dla dziewczyny – wyjaśnił z uśmiechem. – A właściwie narzeczonej. Kończę w tym roku studia i w wakacje bierzemy ślub, uznałem, że wypada mi przygotować się trochę tanecznie przed weselem, żeby nie przynieść wstydu pani mojego serca.

– Aha, przedślubny kurs walca? – pokiwała głową ze zrozumieniem. – Znam takie zwyczaje… Uwaga, lewa noga do przodu… A narzeczona nie chce z tobą chodzić?

– Nie może. Mieszka teraz w Warszawie i też kończy studia. Ona zresztą umie tańczyć, to tylko ze mnie taki ignorant towarzyski i kompletna noga stołowa. Więc chciałbym jej zrobić niespodziankę… Ups, przepraszam! Znów cię nadepnąłem.

– Musisz się tego oduczyć – oznajmiła mu stanowczo Lodzia. – Inaczej nici z niespodzianki. To zresztą dopiero pierwszy etap, bo facet ma nie tylko nie deptać partnerki po palcach, ale musi też umieć prowadzić. Kiedy już opanujesz kroki, będziesz musiał nabrać stanowczości w ruchach, poczuć się panem parkietu, partnerka ma ci ufać. W ogóle taniec to nie tylko mechaniczna umiejętność… to coś znacznie więcej – dodała z rozmarzeniem.

– Widzę, że znasz się na rzeczy – przyznał Bartek. – Twój partner chyba też dobrze tańczy?

– Znakomicie – odparła, rozglądając się odruchowo za Karolem. – Zaraz poproszę go na chwilę, to pokażemy ci, jak ma wyglądać prowadzenie w tańcu. Czekaj, gdzie on jest? Miał się gdzieś tu obracać z którąś z młodszych dziewczyn… Zaraz go znajdę.

Jednak Karola nigdzie nie było. Uznawszy, że pewnie wyszedł na chwilę, machnęła na to ręką i dalej szkoliła Bartka w podstawowych krokach walca angielskiego. Okazał się być bardzo pojętnym uczniem, więc czas płynął szybko, jednak kiedy lekcja dobiegała końca, Lodzia znów rozejrzała się za Karolem i znów nie dostrzegła go na horyzoncie.

„Gdzie on polazł?” – pomyślała z niepokojem. – „Żeby się tylko na mnie nie obraził…”

Po zakończeniu lekcji pożegnała pośpiesznie Bartka i wybiegła z sali, rozglądając się za Karolem. Wpadła na niego tuż za progiem – stał przy recepcji i spokojnie rozmawiał z Agatą.

– Jesteś! – zawołała z ulgą. – Już zaczynałam się stresować, nigdzie cię nie było. Nie tańczyłeś?

– Trochę tańczyłem – odparł stoicko. – Ale potem skończyły się wolne partnerki, więc wyszedłem, żeby nie przeszkadzać. Nic się nie martw, Lodziu, dobrze się bawiłem, a dzisiaj i tak jakoś nie bardzo chciało mi się tańczyć. A ty jak?

– Świetnie. Pierwszy raz byłam instruktorką, a jaki fajny partner mi się trafił!

– Czy powinienem być zazdrosny? – zapytał uprzejmie.

– Koniecznie! – roześmiała się Lodzia. – Przecież robiłam dzisiaj wszystko, żeby wpędzić cię w kompleksy i rozszarpać twoje serce na kawałki straszliwymi kleszczami zazdrości!

Widząc nieco zażenowaną minę Agaty, roześmiała się jeszcze bardziej.

– E, nie słuchaj nas! – rzuciła do niej lekkim tonem. – To tylko żarty! Ja nawet nie wiem, co to znaczy być o kogoś zazdrosną.

– Może nigdy nie miałaś powodu do zazdrości? – uśmiechnęła się Agata.

– Nie miałam – przyznała Lodzia. – I raczej mi to nie grozi… Dobra, czekajcie, lecę zmienić buty!

Kiedy po wyjściu ze szkoły tańca wsiadali do samochodu, podjęła temat planowanej dyskoteki. Karol wysłuchał spokojnie jej wywodu i kiwnął głową.

– W porządku. Jeśli sobie życzysz, to czemu nie? Mam o tym pogadać z kolegami z roku?

– Aha – podchwyciła skwapliwie Lodzia. – Przyprowadź ich jak najwięcej, a najlepiej, gdyby to były jakieś pary. Ja wezmę koleżankę z chłopakiem i pobawimy się w większym gronie. Nie wiem tylko, gdzie by warto pójść…

– To akurat nie problem – ożywił się Karol. – Znam fajny lokal w centrum, na Zamkowej, zresztą bardzo blisko waszej szkoły. Taki… w podziemiach kamienicy. Nazywa się Anabella. W dzień tam jest restauracja, a wieczorem kręcą dyskotekę. Byłem kilka razy z kumplami, fajnie, kulturalnie, bez żulerni. Kumpel zna właściciela, zagadam z nim o tym.

– Super – uśmiechnęła się Lodzia.

– Ale to już po Nowym Roku – zastrzegł Karol. – Teraz święta, ludzie się porozjeżdżali.

– Jasna sprawa – odparła swobodnie, rozsiadając się w fotelu pasażera.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział III (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz