Lodzia Makówkówna – Rozdział IV (cz. 1)

Wieczorne wyjście na dyskotekę w rekomendowanym przez Karola klubie Anabella zostało ustalone na jedną z sobót w połowie stycznia. Kolejną zabawą, zaplanowaną dwa tygodnie później, miała być studniówka, zatem Lodzia oddychała już duchem karnawału, zamierzając dobrze się rozerwać, zanim trzeba będzie usiąść do nauki do matury. Mieszane towarzystwo licealno-studenckie spotkało się przy deptaku niedaleko szkoły, do której uczęszczali Lodzia, Julka i Szymon. Ten ostatni od ponad tygodnia chodził jak w transie, ogarnięty euforią, w jaką wprowadziło go zaproszenie na dyskotekę, na której miał być oficjalnym towarzyszem Julki. Byli również wstępnie umówieni na studniówkę, więc radosnego ducha karnawału szczęśliwy chłopak czuł chyba jeszcze mocniej niż Lodzia.

Karol przyprowadził ze sobą dwóch kolegów z dziewczynami, mieli więc bawić się w cztery pary, co tym bardziej zapowiadało szampańską imprezę. Jeden ze studentów, Kuba, znał dobrze właściciela Anabelli, który był jakimś dalszym kuzynem jego ojca.

– Przedstawię wam Majka, to jest super równy gość – powiedział, kiedy cała grupa zmierzała w stronę Zamkowej. – Ma już po trzydziestce, ale luzak całkowity, sam często robi za didżeja i kelnera w swojej knajpie. Lubię tam do niego chodzić, bo ma bardzo fajną muzę, taką normalną, wiecie, dużo kawałków z dwudziestego wieku… Ogólnie klimatycznie tam jest i fajnie się tańczy. Co nie, Asia? – uśmiechnął się do swojej dziewczyny, obejmując ją ramieniem.

– Racja – przyznała ochoczo. – No i sam Majk jest świetny, zobaczycie. Gada się z nim jak ze starym kumplem od pierwszej minuty. Przebojowy gość.

– Przebojowy – zgodził się Karol.

– I kelnerki w Anabelli też są fajne, w ogóle cały zespół – dodał drugi student, Janek. – Widać po nich, że lubią robić to, co robią.

Po tak entuzjastycznej reklamie lokalu Lodzia z tym większym zainteresowaniem zeszła po brukowanych schodkach do piwnicy jednej z kamienic, gdzie zorganizowana była obszerna, przyjemna restauracja, która wieczorami przemieniała się w dyskotekę. Na ten czas ściągano pod ściany część stolików, odsłaniając parkiet, na który rzucano kolorowe, migające światła, i włączano muzykę. Wszystko rzeczywiście nadzorował sam właściciel, sympatyczny, ubrany w dżins i skórę restaurator o ksywce Majk, którego charakterystyczna, rozczochrana fryzura z daleka przyciągała wzrok.

– Cześć i czołem, młody! – rzucił wesoło do Kuby, podając mu rękę. – Widzę, że tym razem większa brygada? Część już chyba znam – uśmiechnął się do Asi.

– Większość tak – odparł Kuba. – Pamiętasz, to moja Asia. Ewa, Janek, Karol… A to jest dziewczyna Karola, Lodzia.

– Lodzia! – zawołał rozbawiony Majk, ściskając rękę dziewczyny i przyglądając się z dyskretnym zainteresowaniem jej długiemu warkoczowi. – To zdrobnienie od czego?

– Od Leokadia – odparła wesoło, czując, że na tego człowieka nie można się gniewać nawet za tak znienawidzone pytanie.

– Leokadia, fajne imię – pokiwał głową. – Oryginalne.

– A to Julia i Szymon – dokończył prezentacji Kuba. – Są ze szkoły Lodzi.

– Ze szkoły? – zdziwił się Majk.

– Chodzą do liceum, w tym roku zdają maturę – wyjaśnił Kuba.

– E, skoro maturę, to znaczy, że to już dorosłe, pełnoletnie konie! Mogę im podać piwo – zażartował Majk, odgarniając ręką w tył swoją bujną, ciemnoblond czuprynę. – No to cóż, kochani… zapraszam w moje skromne progi, bawcie się jak u siebie w domu! Ja biegnę dopilnować muzyki, chcecie coś do picia?

– A, chętnie coś weźmiemy – kiwnął głową Janek.

– Basiu! – rzucił Majk do jednej z kelnerek, która akurat przechodziła koło nich, wracając z pustą tacą z sali. – Masz tu większe towarzystwo do obsługi, młode wilki chcą się czegoś napić!… Dobra, Kubuś, zostawiam was, sam mam dzisiaj gości, a do tego jak zwykle robota na głowie – rozłożył ręce. – Trzymajcie się, młodzi, i dobrej zabawy!

Po czym poszusował dziarsko do ustawionej w kącie konsoli i stolika z płytami, po drodze witając jakichś kolejnych gości, niewątpliwie stałych bywalców lokalu, gdyż z jego zachowania wynikało, że znają się jak łyse konie.

– Fajny facet – przyznał Szymon, pomagając Julce zdjąć kurtkę.

– Tu jest zawsze super atmosfera, zobaczycie – powiedział Kuba. – Ale dobra, chodźmy się rozebrać, bo gorąco się robi. Tam pod ścianą są wieszaki.

Kiedy zajęli dwa złączone stoliki w głębi sali, kelnerka podeszła do nich z tacą.

– Cześć, Kubulek – rzuciła wesoło do chłopaka. – To co sobie dzisiaj zażyczycie?

Koledzy Karola z dziewczynami oraz Szymon zamówili po piwie, Lodzia z Julką, które nie pijały alkoholu, zdecydowały się na sok pomarańczowy, zaś Karol, który prowadził samochód, ograniczył się do wody mineralnej.

– Basia, daj nam jeszcze jakieś chipsy i paluszki – poprosił Kuba.

– Jasna sprawa – uśmiechnęła się kelnerka. – Zaraz wam przyniosę. A potem lećcie na parkiet, szef już rozkręca imprezę!

Rzeczywiście, muzyka huczała już z głośników, a na pustawym jeszcze parkiecie wyginało się kilka osób, wśród których krążył roześmiany Majk, zagadując do nich i żartując. Zabawa szybko zaczęła się rozkręcać, gdyż ciągle przybywało osób, które coraz ściślej zapełniały kolejne stoliki w głębi sali, a następnie wysypywały się w parach lub w grupkach na parkiet.

– Ale mają tu imprezownię – powiedział z uznaniem Szymon. – Nie wiedziałem, że to taki fajny lokal. Przecież to dwa kroki od naszej szkoły, a przez tyle lat jeszcze tu nie trafiłem!

– Lodźka zrobiła niezłe odkrycie – uśmiechnęła się Julka.

– To propozycja Karola – sprostowała Lodzia, rzucając swojemu towarzyszowi porozumiewawcze spojrzenie.

Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi.

– No, ale skoro on jest jej prawie-narze… – zaczął Szymon.

Przestraszona Julka szybko zatkała mu ręką usta.

– Ciiii! – rzuciła, patrząc z niepokojem na Karola, a potem na Lodzię, która na ten widok z trudem wstrzymała śmiech i machnęła tylko lekceważąco ręką.

Szymon zamilkł i znieruchomiał pod niespodziewanym dotykiem dłoni Julki na swych ustach. Nie stracił jednak głowy, lecz natychmiast podniósł rękę i przytrzymał jej dłoń, składając na niej nieśmiały pocałunek. Lodzia uśmiechnęła się, doceniając tę przytomność zakochanego serca, i puściła do niego znaczące oko. Julka jednak w tej samej chwili wyrwała mu dłoń, cofnęła się o krok i spojrzała na niego chmurnie spod zmarszczonych brwi.

– No, młoda, nie strzelaj nam tu focha! – zaśmiał się Janek. – Idziemy tańczyć, a kto pierwszy padnie, stawia wszystkim piwo!

(c.d.n.)

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział IV (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz