Lodzia Makówkówna – Rozdział IV (cz. 10)

Przygotowania do studniówki, która miała odbyć się za dziesięć dni, były już na ukończeniu. Sukienki czekały w szafach, fryzury były obmyślone, należało tylko dopracować ostatnie szczegóły. Już wcześniej, po naradzie z Ciotką Lucy, Lodzia zgłosiła się jako jedna z dostawczyń domowego ciasta, które miało uświetnić imprezę. Oczywiście jako reprezentacyjny pokaz rodowych zdolności cukierniczych miał wystąpić specjał Ciotki czyli makowiec. Ciasto należało zawieźć do szkoły odpowiednio wcześniej, dlatego na studniówkową sobotę mieli ustalone z Karolem dwa kursy samochodem – jeden po południu z makowcem oraz drugi, wieczorny, już bezpośrednio na zabawę.

W szkole panowało radosne podniecenie związane ze zbliżającym się balem. Na kilka dni przed studniówką spokojniejszy ostatnimi czasy Grzelo znów doznał nagłego przypływu romantycznych uczuć do Lodzi i przez ponad kwadrans, wśród gromkich salw śmiechu kolegów, usiłował ją namówić na „rzucenie w diabły” narzeczonego i powtórne rozważenie jego propozycji. Dziewczyna nie widziała jednak takiej możliwości.

– Grzelu, daj jej już spokój! – śmiał się Rafał. – Mówią ci przecież, że ma chłopaka… Zapomniałeś, że nie rozbija się związków?

– Ja kochałem Lodzię dużo wcześniej! – zauważył z oburzeniem Grzelo.

– Ale ona cię nie kocha – przypomniała mu życzliwie Magda. – Nie zauważyłeś jeszcze tego? Co się tak uparłeś? Wiesz, że ma narzeczonego, odczepże się wreszcie.

– On i tak zginie z mojej ręki – obiecał zajadle. – Zabiję go jak psa! Flaki powyrywam!

– Mógłbyś skończyć już o flakach? – zapytała uprzejmie Julka. – Zauważ, że jem kanapkę.

– Zgniotę jak karalucha! – syknął nienawistnie Grzelo.

– Spróbuj tylko – ostrzegła go zimno Lodzia. – Zapowiadam, że jeśli zrobisz na studniówce jakiś głupi numer, to pożałujesz tego, aż ci w pięty pójdzie. Osobiście ci przyłożę w zęby własnym butem!

Groźba ta, zamiast wywrzeć zamierzony skutek, wprawiła Grzela w istny zachwyt.

– O tak, Lodziu, proszę, pobij mnie! – zawołał w ekstazie. – To dla mnie sama przyjemność… mogę nawet umrzeć z takiej rączki!

– Idiota – mruknęła Amelia.

Ogólnie jednak atmosfera była znakomita, wszyscy z niecierpliwością czekali na bal, bezpośrednio po którym miały przyjść upragnione ferie zimowe. Szkolne próby poloneza i walca, na których Lodzia skupiała się głównie na tym, by unikać narzucającego się jej bez ustanku Grzela, odbywały się już teraz prawie codziennie, we wtorek zaś dziewczyna pojechała z Karolem na ostatnią przedstudniówkową lekcję w szkole tańca.

Lekcja ta wyglądała jednak inaczej, niż się spodziewała. Miała zamiar potraktować ją jak próbę generalną i potańczyć na całego, poczuć przedsmak balu i jeszcze raz sprawdzić, jak zgrywają się z Karolem, ten jednak najwyraźniej nie był tego dnia w formie. Już w samochodzie wydał jej się dziwnie zamyślony, jakby coś go gryzło. Kilka razy miała ochotę zapytać go, o co chodzi, ale w końcu uznała, że nie będzie zawracać mu głowy. Wiedziała, że również na uczelni trwał gorączkowy okres końca semestru, może coś mu nie szło z zaliczeniami? Skoro sam nie chciał się zwierzać, ona nie będzie go nachalnie indagować, bez przesady…

W trakcie lekcji z niepokojem zauważyła, że z chłopakiem naprawdę dzieje się coś nietypowego. Znikł gdzieś jego stoicki spokój, wydawał się rozkojarzony i jakby zdenerwowany, ba, kilka razy nawet pomylił kroki, co zazwyczaj mu się nie zdarzało. Lodzia miała wrażenie, jakby w ogóle jej nie zauważał, równie dobrze mógłby obejmować w sztywnym tańcu kawał drewna albo kij od szczotki.

„Coś go gryzie” – pomyślała, przyglądając mu się ukradkiem. – „Oby mi nie przyniósł tych humorów na studniówkę…”

Konsekwentnie nie pytała jednak o nic. W drodze powrotnej Karol na szczęście jakby się uspokoił i z wrodzonym sobie spokojem ustalił z nią szczegóły planów na sobotę.

– Zadzwonię, jak już będę po ciebie wyjeżdżał – obiecał. – Możesz wyjść od razu z tym makowcem, obrócimy w jakieś pół godziny. To co, piętnasta?

– Tak, wystarczy – kiwnęła głową Lodzia. – A potem siedemnasta u mnie, jedziemy razem po Julę i Szymka, no i z nimi już do szkoły.

– W porządku – uśmiechnął się lekko. – Sobota o piętnastej.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz