Lodzia Makówkówna – Rozdział IV (cz. 3)

Jak w transie sięgnęła do kieszeni żakietu i wyjęła telefon. Starając się nie zwracać na siebie uwagi (co było o tyle łatwiejsze, że właśnie Kuba, witany jak wybawiciel, wrócił do stolika z wodą), wyszukała prywatny numer komisarza Leśniewskiego i wklepała szybko smsa: Jestem na dyskotece w restauracji „Anabella” przy Zamkowej 6. Jest tu bandzior ze schowka na szczotki. Nie zauważył mnie jeszcze. Proszę coś zrobić. Leokadia Makówka.

Wysławszy smsa, schowała telefon do kieszeni i jak gdyby nigdy nic zabrała się za popijanie przydzielonej jej wody, zerkając spod oka na bandziora. Jego towarzystwo opuściło właśnie Majka i zajęło jeden ze stolików blisko baru. Było ich siedmioro czy ośmioro, więc stłoczyli się przy blacie, dostawiając krzesła. Bandzior, którego widziała teraz z profilu, wydawał się być w znakomitym humorze, śmiał się niemal bez przerwy i przekrzykiwał z kolegami, raz wychylając się mocno do tyłu razem z krzesłem, a raz pochylając nad stolikiem, by pociągnąć łyk piwa ze stojącego tam kufla.

„Jaki rozrywkowy” – pomyślała zaintrygowana Lodzia. – „Imprezowicz pełną gębą, nic dodać, nic ująć. Całkiem przystojny zresztą… ma bardzo męską linię ramion. Ale taki stary, a huśta się na krześle jak uczniak z podstawówki!”

W tym momencie usłyszała cichy sygnał przychodzącego smsa. Komisarz Leśniewski pisał: W porządku, już do pani jedziemy. Proszę określić dokładniej, gdzie pani szukać w tej restauracji. Lodzia odpisała: Siedzę przy stoliku pod ścianą po lewej stronie, patrząc od wejścia. Mam kremową sukienkę i biały żakiet. Za chwilę przyszła odpowiedź: Dobrze, proszę czekać.

– No, zaczyna się muzyka! – zawołał Janek, zrywając się od stolika. – Nie wiem jak wy, ale my lecimy poskakać, co nie, Ewcia?

– Jasne! – zaśmiała się dziewczyna i oboje przecisnęli się w stronę parkietu.

Majk rzeczywiście znów objął swoje stanowisko i puścił kolejny utwór, coraz liczniejsze pary zaczynały zatem wracać do tańca.

– Idziemy? – zapytał Karol.

– Jeszcze chwilkę – odpowiedziała Lodzia, siląc się na wesoły ton. – Muszę skończyć wodę i jeszcze odrobinę odsapnąć. Jak chcesz, to idź na razie sam.

– W porządku, zostanę z tobą – odparł stoicko, sięgając po szklankę.

Julka i Szymon spojrzeli po sobie, podnieśli się i podążyli za Jankiem i Ewą. Za chwilę to samo zrobili Kuba z Asią. Lodzia siedziała jak na szpilkach, z maksymalnie wytężoną uwagą. Ani na chwilę nie spuszczała oka z bandziora, czasami tylko zerkając w stronę drzwi, przez które, jak się spodziewała, powinien niedługo wejść komisarz Leśniewski. Gorączkowo kalkulowała, ile może zająć im dojazd – pewnie z kwadrans minimum…

„Najgorzej będzie, jeśli on stąd wyjdzie. Albo nawet pójdzie tańczyć” – myślała z niepokojem. – „Zniknie mi gdzieś z oczu i będzie wielka wtopa…”

Bandzior jednak najwyraźniej nie miał zamiaru ani wychodzić, ani tańczyć. Siedział dalej w tym samym miejscu beztrosko zatopiony w wesołej pogawędce. Wreszcie po dwudziestu minutach, które Lodzi dłużyły się, jakby każda z nich trwała co najmniej rok, na progu sali pojawiła się znajoma sylwetka komisarza Leśniewskiego w towarzystwie dwóch postawnych mężczyzn. Wszyscy trzej byli w cywilnych ubraniach.

Leśniewski dyskretnie rozejrzał się po sali, bezbłędnie kierując wzrok w stronę wskazaną w smsie. Jeszcze kilka sekund i zauważył ją, kiwnął głową i przecisnął się ku niej wraz z towarzyszącymi mu osiłkami. Karol podniósł głowę znad szklanki i popatrzył zdziwiony na Lodzię, nad którą pochylił się nieznajomy, starszy mężczyzna.

– Dobrze, pani Leokadio – powiedział ściszonym głosem policjant. – Proszę mi teraz dyskretnie powiedzieć, który to jest. Tylko bez wskazywania palcami.

– Tam, przy stoliku koło baru – odpowiedziała równie cicho Lodzia. – Po lewej, tam, gdzie siedzą tacy stłoczeni.

– Aha – kiwnął głową. – Który z nich?

– Ten w jasnej kurtce dżinsowej. Czarna koszulka… o, widzi pan? Buja się na krześle.

– Dobrze – odparł komisarz Leśniewski. – Jest pani pewna, że to on?

– Na sto procent.

– W porządku – powiedział spokojnie policjant. – Proszę posłuchać. Zatrzymamy go do wyjaśnienia, a pani zaraz potem spróbuje jak najszybciej stąd wyjść. Rozumiemy się?

Lodzia kiwnęła głową.

– Świetnie. Niech pani stara się nie zwracać na siebie uwagi. Nie wiemy, kto tu jeszcze może być. W razie czego proszę natychmiast do mnie dzwonić.

– Dobrze – przytaknęła cicho.

Leśniewski wyprostował się i przez chwilę tłumaczył coś swym towarzyszom, dyskretnie wskazując wzrokiem bandziora. Pokiwali głowami i wszyscy trzej ruszyli w jego stronę.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział IV (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz