Lodzia Makówkówna – Rozdział IV (cz. 5)

– Jesteś totalną wariatką, Lodźka – oznajmiła Julka, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Przecież to jest jakieś niewyobrażalne kretyństwo! Majk gadał z nami trochę pod koniec imprezy i opowiadał Kubie, że mu gliny kumpla przyskrzyniły… tyle że ja nie skojarzyłam, że mogło chodzić o bandziora i że to ty go tak załatwiłaś! Majk był w szoku, bo to jakiś z jego zaufanej paczki, chodził z nim do podstawówki…

– Może razem robią interesy – odparła stoicko Lodzia. – Z wierzchu Majk wygląda na dilera jeszcze bardziej niż ten bandzior.

Julka popukała się po głowie.

– Mówię ci, ty nie umrzesz własną śmiercią. Masz wybitny talent do ładowania się w kretyńskie kabały.

– Nie musisz mi tego mówić, przecież wiem – westchnęła Lodzia. – Mam to chyba w genach… No, ale co miałam zrobić? Taki był układ z Leśniewskim. Kazał mi dać znać jakby co.

– Jakby co! – prychnęła Julka. – Przecież ten facet nic ci nie zrobił, siedział sobie spokojnie i pił piwo z kumplami, nawet cię nie widział. Coś ty się uwzięła na człowieka?!

– Ja się uwzięłam, ja?! – zdenerwowała się nagle Lodzia. – Ty się, Jula, weź zastanów, zanim coś powiesz! Jak się jest dilerem, tłucze się po ulicach z gangsterami, a potem wpycha się ludziom do normalnego domu… no, może normalnego to przesadziłam… ale po prostu do czyjegoś prywatnego domu, to czego taki typ ma się spodziewać? Ja nie będę go ukrywać przed policją! Miałaś rację, wtedy popełniłam błąd, bo powinnam była od razu wrzeszczeć, zamiast chować go do szafy. Ale więcej takich błędów nie popełnię. Mów sobie, co chcesz, ja nie mam zamiaru narażać się prawu i wylądować w kiciu za krycie przestępców!

– No dobra, niech ci będzie – zgodziła się ostrożnie Julka. – Rzeczywiście namotałaś, że lepiej nie trzeba, sama nie wiem, jak bym się zachowywała na twoim miejscu… A swoją drogą, to kiedy wyście to zrobili, kiedy była ta policja? Ja nic nie widziałam!

– Nikt nic nie widział – wzruszyła ramionami Lodzia. – Albo prawie nikt. Tylko jego kumple ze stolika. Leśniewski załatwił to dyskretnie.

Było niedzielne popołudnie, siedziały u Julki w domu, gdyż Lodzia wolała odwiedzić przyjaciółkę i opowiedzieć jej wszystko w cztery oczy, zamiast rozmawiać przez telefon.

– Ale czekaj, ten policjant już się potem do ciebie nie odzywał? – zaciekawiła się Julka.

– Nie. Co miał się odzywać? Ja już nie mam tam nic do roboty. Może się odezwie, jak tamtego przemaglują, nie wiadomo, co im tam naściemnia… – machnęła ręką. – Dobra, dajmy już temu spokój, Jula. Lepiej powiedz, jak wygląda sprawa z Szymkiem.

– Nie wygląda – wzruszyła ramionami Julka, a jej twarz przybrała chmurny wyraz.

Lodzia westchnęła i pokręciła głową.

– No i mówisz mi, że ja wydziwiam. A ty co? Fajny facet z tego Szymka, świata za tobą nie widzi, a ty ciągle fochy przed nim strzelasz jak jakaś balerina. Ja przynajmniej grzecznie się obchodzę z moim Karolem, udajemy ładnie prawie-narzeczonych, nie gryziemy się, nie robimy scen, dzięki temu mam elegancko poukładane sprawy na studniówkę… Mam nadzieję, że go nie spławiłaś i pójdziecie razem?

– Pójdziemy – mruknęła niechętnie Julka. – Nie ma już czasu na zmiany planów.

– Ale coś średnio się dogadujecie?

– To nawet nie to – westchnęła Julka. – Super jest ten chłopak, bez dwóch zdań, ale… Widzisz, Lodźka, ja bym go nie chciała zranić, rozumiesz mnie?

– Może musisz dać sobie więcej czasu? – zauważyła łagodnie Lodzia. – Bardzo forsuje?

– Teraz już nie, oduczyłam go tego. Tylko że ja nie wiem, czy to w ogóle ma sens…

Lodzia pokiwała głową w zamyśleniu.

– Ale jakieś szanse są? – zapytała ostrożnie.

– W jakim sensie?

– No, w takim, że ja na przykład przy Karolu… mówiłam ci już to… od pierwszej sekundy wiedziałam, że nic z tego. Nic, kompletne zero.

– E, to nic nie znaczy – machnęła ręką Julka. – Ja przy Matim też na początku nic, zwróciłam na niego uwagę dopiero w trzeciej klasie. Myślisz, że w ogóle istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia?

– A skąd ja to mogę wiedzieć? – szepnęła Lodzia, blednąc, gdyż w tej samej sekundzie jak błysk poraziło ją wspomnienie oczu bandziora. Zadrżała jak liść osiki na wietrze. – Ja się na tym nie znam.

– Ja właśnie też nie – westchnęła Julka. – Ale boję się, że gdybym zaangażowała się z Szymkiem, a potem trafiła na kogoś… no wiesz, takiego, że od razu będę pewna, że to ten… to Szymkowi mogłabym zrobić jakąś straszną krzywdę. Wiesz, o co chodzi, nie?

– Aha, wiem – skinęła głową Lodzia. – Więc niczego nie rób póki co. Trzymaj go na dystans, ale go nie spławiaj, daj sobie czas. W nim jest coś takiego, że… no, nie wiem, jakoś mi do siebie pasujecie. A on przecież na ciebie poczeka. Tyle czekał, to co mu szkodzi jeszcze trochę?

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział IV (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz