Lodzia Makówkówna – Rozdział IX (cz. 1)

– Lodziu, w najbliższą sobotę powinnaś odwiedzić Karolka – oznajmiła stanowczym tonem Mamusia. – To już będą dwa tygodnie, odkąd skręcił nogę, a nie widzieliście się ani razu. W czwartek w dodatku poszłaś na miasto bez niego, no, ja rozumiem, że musicie sobie z Julcią odpocząć, skorzystać trochę z ferii… ale pomyśl, jak on się czuje? Siedzi ciągle zamknięty w domu i nawet nie może cię zobaczyć. To nie do pomyślenia.

– Ale mamo, mówiłam przecież, że ja nie wiem, czy on sobie w ogóle życzy, żebym go odwiedzała – jęknęła Lodzia. – Nie wypada mi się wpraszać na siłę…

– No jak to na siłę, drogie dziecko, co za pomysł! – oburzyła się Babcia. – Przecież on tam na pewno usycha z tęsknoty, a ty też swoje przeżyłaś, biedactwo… Ta studniówka to ci się pewnie do końca życia będzie śniła!

– To prawda – przyznała cicho Lodzia. – Co przeżyłam, to moje.

– Biedne dziecko! – westchnęła Ciotka Lucy, patrząc na nią ze współczuciem.

– Więc tym bardziej powinniście się zobaczyć – uznała kategorycznie Babcia. – Trzeba pielęgnować uczucie, cały czas je podsycać, żeby nie zagasło…

Lodzia pokiwała melancholijnie głową, myśląc tylko o tym, że od czwartku Pablo jeszcze nie zadzwonił. Podała swój numer przez Szymona, który zapewnił ją za pośrednictwem Julki, że mu go przekazał, weekend dawno minął, a on nadal się nie odzywał… Właściwie to powinna się z tego cieszyć, to jej oszczędzało kłopotów, prawdopodobnie atrakcyjny bandzior, będąc przecież implikowany w swoje pilne problemy w pracy, odpuścił sobie, uznawszy, że nie ma teraz czasu na słodkie podboje.

„Tym lepiej” – myślała z naburmuszoną miną. – „Będzie przynajmniej święty spokój. Ale tak się domagał tego numeru, a jak go dostał, to cisza… Ech, nie będę o tym myśleć!”

I myślała dalej.

– To chociaż zadzwoń do niego, Lodziu – powiedziała Mamusia, jakby czytając w jej myślach. – Masz przecież jego telefon, już się dobrze znacie… Czekaj, Lucy, ile to oni się znają?

– Pełne trzy miesiące! – odparła skwapliwie Ciotka Lucy. – Poznali się czwartego listopada, zapamiętałam datę naszego podwieczorku, bo ten policjant potem o to wypytywał, pamiętacie.

– Trzy miesiące – powtórzyła Mamusia, kiwając w zadumie głową. – Patrzcie, jak to szybko poleciało…

– I od razu takie wielkie uczucie, od pierwszego wejrzenia! – westchnęła wzruszona Babcia.

– A jak się pięknie dobrali! – zachwycała się Ciotka Lucy. – On taki przystojny, ona śliczna jak z obrazka, oboje jak stworzeni dla siebie… Nawet tańczyć świetnie potrafią!

– W tańcu uczucie bardzo szybko rozkwita – zauważyła ze znawstwem Babcia.

– I jak mu smakował mój makowiec! – dodała z satysfakcją Ciotka. – Na zaręczyny też taki upieczemy, Lodzia mi pomoże, prawda, Lodziu?

– Oczywiście, ciociu – odparła mechanicznie córa rodu Makówków, nie mając najbledszego pojęcia, o co ją zapytano.

Po imprezie w Anabelli nie mogła przestać myśleć o Pablu. Długie dni zimowych ferii, kiedy bezskutecznie próbowała skupić się na nauce do matury, niosły każdą jej myśl w jego stronę, czy tego chciała czy nie. Wiedziała, że ma urwanie głowy w pracy, że z całym zespołem siedzą po nocach w papierach, pamiętała, co mówili o nim Majk i Kajtek, był niezastąpiony, wszyscy na niego liczyli. To przecież w pełni usprawiedliwiało tę ciszę w eterze… Zresztą może właśnie lepiej, że nie dzwonił? Powinna wszak zerwać ten kontakt, rozsądek podpowiadał jej to jednoznacznie. Jednak bukiet niezapominajek, który ukryła przed Wielką Triadą w rogu okna za firanką, dręczył jej zmysły nasyconym błękitem, a wieczorami, gdy tylko gasiła światło i zamykała oczy, pod powiekami wyświetlała jej się wizja zawadiacko uśmiechniętej twarzy o ciemnych, roziskrzonych oczach.

Już wcześniej czuła, że to się tak skończy. Że zakocha się w bandziorze. Nie miała już wątpliwości… Stało się to, czego się obawiała i co sama sprowokowała, podtrzymując z nim kontakt wbrew zdrowemu rozsądkowi. Nim zdążyła przygotować się do obrony, poległa na całej linii i obdarzyła go swym pierwszym w życiu uczuciem, odkrywając w sobie pokłady nieznanej dotąd czułości i pragnienia, o jakich wcześniej nie miała pojęcia. Zmysłowy magnes, który od początku ciągnął ją do tego mężczyzny, działał z każdym dniem coraz silniej, obejmując swym potężnym wpływem kolejne terytoria jej duszy, umysłu i serca.

Miała przy tym świadomość, że wpakowała się w pułapkę bez wyjścia, że igrała z ogniem, który w ten czy inny sposób będzie musiał ją spalić, a na pewno porządnie poparzyć. Zakochała się jak głupia w kimś, od kogo właśnie powinna trzymać się jak najdalej! Zakochała się w poszukiwaczu przygód… w doświadczonym łowcy, który wybrał ją na swą kolejną słodką ofiarę… w facecie z innego świata, starszym od niej o kilkanaście lat… Gorzej chyba wpaść nie mogła!

„Przyznaj się, Lodziu, tęsknisz za tym szubrawcem” – myślała z niepokojem. – „Chcesz go zobaczyć, usłyszeć chociaż jego głos w telefonie… A przecież z tego i tak nigdy nic nie będzie! Po co więc to ciągnąć? Ciesz się raczej, że nie dzwoni i postaraj się zapomnieć, dopóki jeszcze nie wpadłaś w to bagno za głęboko!”

– A może porozmawiasz o tym z Emilią, Zosiu? – zaproponowała Babcia. – Wspomnisz, że Lodzia chętnie by go odwiedziła, ale się krępuje, wtedy sami ją zaproszą i będzie po kłopocie. Tak czy siak coś trzeba wymyślić, bo dziecina nam tu niedługo oszaleje z tęsknoty…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Dalsze części:

Rozdział IX (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz