Lodzia Makówkówna – Rozdział V (cz. 6)

– Więc na studniówkę idzie pani bez narzeczonego? – zagadnął wesoło bandzior, skręcając już w jej osiedle.

– A co mogę zrobić? – odparła równie beztroskim tonem. – Studniówka jest raz w życiu, mam z niej zrezygnować? On to rozumie, a w szkole zawsze będzie z kim się pobawić, to akurat nie problem. Dziwnie byłoby nie pójść na własną studniówkę… Wie pan co? – dodała niespokojnie. – Niech pan lepiej nie podjeżdża mi pod sam dom, będę musiała głupio się tłumaczyć. Tu już mogę wysiąść.

Posłusznie zatrzymał samochód na Jeżynowej, przecznicę przed jej domem, i wyskoczył z gołą głową, by otworzyć jej drzwi. Lodzia wysiadła powoli, uderzona nagłą, szaloną myślą, którą ciężko było jej odegnać.

„A gdybym tak… zaprosiła go na wieczór?” – pomyślała, sama oszołomiona swą brawurową wizją. – „Nawinął mi się dziś pod rękę jak na zawołanie! Jula miała rację, to chyba jakieś fatum… Ale nie, nie odważę się. Zresztą co on by sobie pomyślał? Jeszcze by sobie nawyobrażał nie wiadomo czego!”

Wysiłkiem woli odegnała tę kuszącą myśl. Czując wciąż oszałamiający wpływ, jaki wywierał na nią bandzior, starała się omijać wzrokiem jego oczy.

– Dziękuję panu – powiedziała grzecznie.

Założyła czapkę i poprawiła wystający spod niej warkocz. Bandzior obserwował z zainteresowaniem ten gest.

– Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy? – zagadnął, zatrzaskując za nią drzwi. – Dziś ma pani mało czasu, ale to nic straconego. Da mi pani numer telefonu?

„Aha!” – uśmiechnęła się do siebie w duchu. – „Zaczyna się. Klasyka gatunku.”

– Nie – odparła stanowczo. – Mam zasadę, że nie daję swojego numeru nieznajomym.

Bandzior roześmiał się na widok jej wyniosłej miny i rozłożył bezradnie ręce.

– W takim razie jak będę miał szansę, żeby awansować na znajomego? To niesprawiedliwe… Mamy przecież mnóstwo rzeczy do przedyskutowania. Powinniśmy jak najszybciej umówić się na jakąś kawę.

Na myśl o kawie z bandziorem, umówieniu się z nim na mieście i rozmowie w cztery oczy duszę Lodzi ogarnęło znów przyjemne ciepło… Jednak natychmiast odezwał się w jej głowie dzwonek alarmowy. Czegóż bowiem mógł chcieć od niej tak dużo starszy, pewny siebie, wygadany facet? Przecież nie chodziło mu o omówienie przygód ze schowkiem na szczotki i z policją, nie przesadzajmy, to był tylko pretekst… Gapił się tak jednoznacznie! Choć nigdy jeszcze nie znalazła się w podobnej sytuacji, intuicja podpowiadała jej, o co mu chodziło, po co tak się upierał, by nawiązać z nią bliższy kontakt, i jaki był wydźwięk tych jego wszystkich roziskrzonych spojrzeń i zaczepnych gestów.

„Nic z tego, cwaniaku” – pomyślała z politowaniem. – „Taki z ciebie szybki Bill? Zapomnij, nie ma takiej opcji. Jestem mniej naiwna, niż ci się wydaje, i zaraz ci to udowodnię.”

Spojrzała na niego z lekką kpiną.

– Bardzo standardowo pan działa – zauważyła.

– Tak pani uważa? – zapytał z rozbawieniem. – Sądziłem, że po tylu niestandardowych przygodach prosta, klasyczna kawa będzie w sam raz… ale widzę, że pani nie lubi klasyki.

– To zależy od okoliczności – odparła spokojnie.

– Rozumiem – kiwnął głową. – W takim razie proszę mi powiedzieć, czy istnieją okoliczności, które mogłyby panią skłonić do umówienia się ze mną na naszą zaległą rozmowę? Nie musimy spotykać się na kawie, może to być równie dobrze jakiś spacer, przejażdżka samochodem, frytki w galerii handlowej, piwo w dobrej knajpie…

– Nie piję piwa – wzruszyła ramionami Lodzia.

– Nie szkodzi – uśmiechnął się bandzior. – Ja mogę wypić dwa. A pani wybierze sobie jakiś sok, herbatę, wodę mineralną… cokolwiek. Możemy równie dobrze nie zamawiać nic. Możemy też pójść zupełnie gdzie indziej. Na przykład na łyżwy. Lubi pani łyżwy?

– Niekoniecznie – odparła, starannie tłumiąc uśmiech.

– To może kręgle?

– Też nie.

– A skoki na bungee?

– Ależ pan jest niemożliwy! – roześmiała się, nie mogąc już dłużej utrzymać powagi.

„Gdyby tak ze mną gadał na studniówce, mogłabym się znakomicie bawić” – przebiegło jej znów przez głowę. – „Jest wyszczekany i inteligentny, a to byłby przecież tylko jeden wieczór… niezobowiązująco!”

– W każdym razie sama pani rozumie, że nie warto tak się rozstać, nie ustaliwszy czasu i miejsca następnego spotkania – ciągnął bandzior, przyglądając jej się z uśmiechem. – Tak będzie po prostu najwygodniej, Lea.

Znów nazwał ją Leą… Serce mocniej jej zabiło.

– Najwygodniej? – powtórzyła.

– Przecież doskonale pani wie, że prędzej czy później i tak się spotkamy.

Lodzia przypomniała sobie natychmiast, co na ten temat mówiła Julka.

– E, nie przesadzajmy – odparła, wydymając lekko usta. – Kilka razy zdarzyło się przez przypadek… ale to nic nie znaczy.

Bandzior nie spuszczał z niej wzroku pełnego wesołych iskierek.

– Kilka razy to już sporo – zauważył. – Dlaczego nie mielibyśmy nieco pomóc kolejnemu przypadkowi? Dzięki temu zaoszczędzimy sobie niepotrzebnych kłopotów. Ja nie będę musiał wychodzić przez okno, pani nie będzie musiała wzywać policji…

– Dla mnie wezwanie policji to żaden kłopot – zapewniła go Lodzia. – Problem tylko w tym, że drugi raz już mi nie uwierzą.

– Więc wymyślimy coś innego, żeby się nie nudzić. Po tym, co już wykonaliśmy, możemy bez ograniczeń rozwinąć skrzydła.

– Wolałabym, żeby rozwijał je pan beze mnie – odparła zachowawczo.

– Bez pani to przecież nie to samo – pokręcił głową. – Ale możemy sobie darować te skrzydła, na początek wystarczy najzwyczajniej porozmawiać.

– Na początek? – spojrzała na niego z politowaniem. – A co dalej?

– Rzecz podlega negocjacji – uśmiechnął się czarująco. – Jestem otwarty na różne pomysły. W każdym razie proszę mi powiedzieć, kiedy znajdzie pani dla mnie godzinkę… albo dwie.

Lodzia pokręciła głową z uśmiechem.

– Ależ pan jest nieustępliwy i uparty! Zawsze pan taki jest?

– Nie zawsze – odparł, nieco poważniejąc. – Tylko kiedy na czymś bardzo mi zależy.

– Ach tak? – spojrzała na niego kpiąco, starając się za wszelką cenę ukryć wrażenie, jakie zrobiły na niej te słowa. – W takim razie przykro mi, ale… pudło.

– To się okaże – odpowiedział swobodnie. – Nie chcę się niepotrzebnie spierać. Na razie ustalmy po prostu, gdzie i kiedy widzimy się następnym razem.

– I czy w ogóle – zaznaczyła dla porządku Lodzia.

– Wydawało mi się, że to już rzecz ustalona.

– Doprawdy? – zdziwiła się uprzejmie. – Może panu tak się wydawało, ale ja… musiałabym się zastanowić.

– Cóż, proszę się zastanawiać, poczekam – uśmiechnął się bandzior.

Oparł się ramieniem o swój samochód, przybrał nonszalancką pozę i czekał w milczeniu, lekko uśmiechnięty, ogarniając całą jej sylwetkę uważnym, roziskrzonym wzrokiem. Lodzia również milczała, zupełnie nie patrząc na niego, walczyła bowiem w głębi serca z samą sobą i z tym, co miała zamiar zrobić.

„Koniecznie chce się ze mną umówić” – myślała w rozgorączkowaniu. – „Na głowie staje, żeby mnie przekonać. I, co gorsza, chyba jestem mu to winna po tym numerze z Leśniewskim… Wiadomo, o co mu tak naprawdę chodzi, gołym okiem widać, że to jakieś niezłe ziółko, oczy mu błyskają jak u drapieżnika! Ale przecież jest kulturalny, a ja nie jestem głupia. Na studniówce byłoby bezpiecznie, miałabym go na swoim terenie… i byłabym bardzo ostrożna…”

(c.d.n.)

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział V (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz