Lodzia Makówkówna – Rozdział VI (cz. 1)

Budynek szkoły był dziś wyjątkowo mocno oświetlony i wokół panował nadzwyczajny ruch, przed wejściem stało sporo osób zbitych w większe lub mniejsze grupki, a do tego co chwila podjeżdżały samochody i taksówki, z których wysiadało rozgadane, obładowane niezbędnymi gadżetami towarzystwo. Pablo uśmiechnął się na ten widok.

– Proszę bardzo, jaki bal się szykuje – zauważył od niechcenia. – Impreza na całą dzielnicę. Prawie-narzeczony ma czego żałować.

– Owszem – przyznała spokojnie Lodzia. – Miał strasznego pecha, że akurat dzisiaj mu się to zdarzyło. Ale jakoś mu to wynagrodzę.

Zerknął na nią natychmiast z uwagą.

„Nie myśl sobie, bandziorze” – pomyślała z pobłażaniem. – „Nie dam ci ani na chwilę zapomnieć, że jesteś tylko na zastępstwie!”

Weszli do środka i od razu w głębi holu pod szatnią Lodzia zauważyła Julkę i Szymona. Chłopak wyglądał bardzo elegancko w swym granatowym garniturze, Julka zaś, ubrana w czarną sukienkę w stylu flamenco, która świetnie pasowała do jej typu urody, trzymała w ręku piękną, czerwoną różę na długiej łodydze.

– O, jesteś wreszcie! – ucieszyła się, dostrzegłszy podchodzącą do nich Lodzię.

Jednak natychmiast zamarła jak rażona gromem na widok idącego tuż za nią Pabla i spojrzała na przyjaciółkę niemal z przerażeniem. Lodzia roześmiała się na widok jej spłoszonej miny.

– Poznajcie się – powiedziała swobodnie. – To jest Jula… Szymek… A to jest Pablo.

Pablo skłonił się uprzejmie Julce.

– Miło mi – powiedział z uśmiechem. – Chyba znamy się trochę z widzenia. Zresztą podejrzewam, że kojarzysz mnie już całkiem nieźle z różnych strasznych opowieści.

Julka spojrzała z niepokojem na ubawioną jej zaskoczeniem Lodzię.

– Tak – odparła z lekkim onieśmieleniem. – Rzeczywiście…

– Pablo? – zdziwił się Szymon.

– To taka ksywka z lat młodzieńczych – uśmiechnął się beztrosko bandzior, odstawiając niesiony bagaż na ławkę przy ścianie, by uścisnąć mu dłoń. – Tak naprawdę mam na imię Paweł.

Julka patrzyła na Lodzię szeroko otwartymi oczami, w których zdumienie mieszało się z niepokojem, ale i z rodzajem uznania.

– Rozbierajcie się – powiedziała nieco nieprzytomnym głosem. – Lodźka, musimy szybko lecieć na górę pozakładać buty… Szymek, zostawiamy was na parę minut, poczekacie na nas na holu?

– Jasne – odparł Szymon, mierząc krytycznym wzrokiem leżące na ławce torby z ekwipunkiem obu dziewczyn. – Ale może najpierw pomożemy wam przenieść te toboły?

Spojrzał znacząco na Pabla, który odpowiedział mu rozbawionym uśmiechem, rozpinając i zdejmując swój długi, wełniany płaszcz. Lodzia natychmiast zwróciła uwagę, że pod spodem miał elegancki, grafitowy garnitur, białą koszulę i stonowany krawat. Z zadowoleniem oceniła, że prezentował się w tym stroju bez zarzutu. Przez głowę przebiegła jej ulotna myśl, jak skrajnie inaczej wyglądał dziś w porównaniu do listopadowego wieczoru, kiedy widziała go po raz pierwszy…

– Nie, dzięki, już same damy sobie radę – odparła stanowczo Julka, zbierając swoje rzeczy z ławki. – Lodźka, no rozbierajże się, na co czekasz?

Lodzia posłusznie zdjęła kaptur z głowy, starając się nie naruszyć fryzury. Pablo przyglądał się przez chwilę z uwagą jej ostrożnym gestom, po czym zerknął na Julkę i ruchem głowy wskazał na bagaże, które trzymała w rękach.

– Zaniesiemy wam to zaraz, gdzie trzeba – oznajmił jej spokojnie. – Nie ma się o co spierać, do tego przecież służą faceci… między innymi.

Lodzia stłumiła uśmiech, podczas gdy Julka zawahała się i znów spojrzała na nią w zdezorientowaniu. Pablo oddał swój płaszcz szatniarce i odwrócił się do Lodzi, która stała już teraz z odkrytą głową w swym imponującym koku z jasnych, lśniących włosów i rozpinała powoli zamek błyskawiczny. Uśmiechnął się lekko, oczy mu rozbłysły.

– Pozwól, kochanie – powiedział, pomagając jej szarmanckim gestem zdjąć płaszcz, który następnie z ukłonem przekazał szatniarce.

„Jaki rycerski!” – pomyślała z przyjemnością Lodzia. – „Wcale nie ustępuje w tych manierach Karolowi… I ubrał się przynajmniej jak człowiek, dużo lepiej, niż się spodziewałam. Tylko co to za zwracanie się do mnie per kochanie! I to przy ludziach! No, ale co tam, nie będę przecież robić scen…”

Pablo tymczasem ogarnął szybkim, pełnym iskierek spojrzeniem jej sylwetkę w czarnej, koronkowej sukni i schylił się po leżące wciąż na ławce brezentowe torby z jej akcesoriami balowymi.

– Gdzie z tym idziemy? – zapytał rzeczowo.

Szymon również sięgnął po rzeczy Julki, która tym razem oddała mu je bez oporu, patrząc wciąż na Lodzię na wpół błędnym wzrokiem. Obaj panowie stanęli obok siebie objuczeni jak dwa wielbłądy i wymienili żartobliwe spojrzenia.

– Weźcie to pod geograficzną, tam jest damska przebieralnia naszej klasy – powiedziała Julka nieco urażonym tonem. – I bez przesady, nie mamy tego wcale aż tak dużo.

– Skądże – odparł z powagą Szymon, po czym spojrzał znów na Pabla, który uśmiechnął się do niego porozumiewawczo.

Ruszyli po schodach. Lodzia i Julka poszły przodem, a ponieważ ich towarzysze żartowali sobie właśnie półgłosem z ilości niesionych bagaży, pozwoliło to dziewczynom zamienić spokojnie kilka słów.

– Lodźka, ty wariatko sześciokątna! – wyszeptała ze zgrozą Julka. – Skąd ty znowu wytrzasnęłaś bandziora?!

– Spotkałam go przypadkiem, jak wiozłam makowiec – odszepnęła beztrosko Lodzia. – Już nie chciałam ci zawracać głowy telefonem.

– Zabrałaś go na studniówkę za Karola?! – nie mogła uwierzyć Julka.

– No, a czemu nie? – zdziwiła się Lodzia. – Skoro już się napatoczył…

– Jesteś niemożliwa! – pokręciła głową Julka. – Po prostu nie do ogarnięcia! A swoją drogą… nie mówiłam ci, że znowu go spotkasz?

– Wiem, fatum, przeznaczenie – odparła stoicko Lodzia. – Mam to gdzieś. Chcę się dzisiaj tylko dobrze bawić. Skąd masz tę różę?

– Od Szymka – odparła Julka ledwo dosłyszalnym szeptem.

– I co? – zainteresowała się Lodzia.

– I nic – wzruszyła ramionami Julka.

Lodzia pokręciła głową z dezaprobatą, jednak nie zdążyła nic powiedzieć, bo właśnie dotarli pod salę. Dziewczyny przechwyciły swoje rzeczy z rąk towarzyszy.

– Dzięki – uśmiechnęła się Lodzia, przechylając głowę nieco na bok i spoglądając na bandziora spod oka. – To koniec zadania dla panów dżentelmenów, zostawimy sobie już te rzeczy w sali. Poczekajcie tu, zaraz wracamy, tylko zmienimy buty.

Na jej gest w oczach Pabla natychmiast zabłysł dyskretny płomyczek.

– Jak każesz, maleńka – skłonił jej się z zaczepnym półuśmiechem.

W odpowiedzi na ten zwrot Lodzia rzuciła mu urażone spojrzenie, jednak widząc, że zupełnie się tym nie przejął, a rozbawienie na jego twarzy wręcz się nasiliło, podniosła dumnie głowę, odwróciła oczy i skinęła na Julkę.

(c.d.n.)

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział VI (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz