Lodzia Makówkówna – Rozdział VI (cz. 10)

Tymczasem Pablo ukłonił się uprzejmie swojemu rozmówcy, obaj podali sobie zamaszystym gestem ręce i bandzior szybkim krokiem ruszył przez hol w jej stronę.

– Melduję się na posterunku, kochanie – powiedział wesoło, podchodząc do stojącej wciąż w tym samym składzie grupki i kłaniając się szarmancko Lodzi.

Spojrzała na niego z wyrzutem za ten kolejny zbyt poufały, a do tego publicznie wygłoszony zwrot, jednak znów zamiast spodziewanego efektu wywołała tym na jego twarzy jeszcze większą wesołość. Popatrzył po jej towarzyszach.

– Pablo – przedstawił się, podając rękę wszystkim po kolei i słuchając z uwagą imion, które przy tym wymieniali. – Jak rozumiem, jesteście z jednej klasy?

– Prawie – kiwnął głową Mateusz. – Magda, Monika, Rafał, Jula i ja chodzimy do klasy z Lodzią. Reszta jest spoza.

– Właśnie przyglądaliśmy się, jak luzacko dyskutujesz z Bufonem – dodał Rafał, wskazując ruchem podbródka na odchodzącego w głąb korytarza wicedyrektora. – Znasz go?

Pablo spojrzał na niego zaskoczony.

– Nazywacie go Bufonem? – prychnął śmiechem. – Ech!… a to dobre! Świetna ksywka, przyznaję, pasuje mu wyśmienicie!

– Tylko nie przekabluj mu przypadkiem! – zaniepokoiła się Magda.

– Skądże znowu! – zaśmiał się. – Czy ja wyglądam na podłego skarżypytę?

– Ale skąd znasz Bufona? – dopytywał z ciekawością Rafał.

– To powierzchowna znajomość ze sfery zawodowej – wyjaśnił mu Pablo. – Mieliśmy jakiś czas temu sprawę… Załatwiliśmy ją pozytywnie i od tamtej pory go nie widziałem, dzisiaj spotkaliśmy się przypadkowo. Cóż, świat jest mały – uśmiechnął się. – W każdym razie nie utrzymuję z waszym Bufonem bliższych kontaktów, więc niczego mu nie przekabluję, nie bójcie się.

Spojrzał na Lodzię, która stała obok z nieprzeniknionym wyrazem twarzy i przysłuchiwała się w milczeniu. Uśmiechnął się do niej promiennie.

– No, ale wybaczcie, przyjaciele – powiedział do reszty towarzystwa. – Obowiązki mnie wzywają, muszę zająć się moją damą. Nie mogę ryzykować utraty jej względów, przy tak silnej konkurencji łatwo mógłbym wypaść z gry, a na to w żadnym wypadku nie mogę sobie pozwolić.

Wszyscy zaśmiali się, patrząc na nich z sympatią. Lodzia rzuciła mu kpiące spojrzenie, ale nie odezwała się. Mrugnął do niej wesoło, ukłonił się towarzystwu i oboje odeszli w stronę stołu, odprowadzani zaintrygowanymi spojrzeniami kolegów.

– Chciałabyś jeszcze czegoś się napić, kochanie? – zapytał Pablo, wskazując jej uprzejmym gestem ręki, by przeszła przed nim między stolikami.

– Owszem, chętnie – skinęła głową. – Ale wiesz co, Pablo? Muszę ci powiedzieć, że jesteś strasznym farmazonem… i uzurpatorem. Wiem, że wpakowałam cię już parę razy w tarapaty i mam wobec ciebie dług moralny, ale jednak nie zapominaj, że jesteś tu tylko na zastępstwie.

Pablo popatrzył na nią oczami pełnymi zadziornych iskierek.

– Cały czas o tym pamiętam, Lea – zapewnił ją z uśmiechem. – Nie tylko o tym zresztą. Nauczyłem się na pamięć całego regulaminu.

– Jakiego regulaminu? – spojrzała na niego podejrzliwie.

– No jak to? – podniósł brwi ze zdziwieniem. – Tego, który dla mnie ustaliłaś.

– Ja?! – zdumiała się Lodzia.

Przystanęła, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Pablo także się zatrzymał.

– Oczywiście, że ty, kociaku – odparł rozbawiony jej zdezorientowaną miną. – Chyba muszę ci go wyrecytować, bo widzę, że sama nie pamiętasz, jakie zarządzenia wydajesz… Bardzo proszę. Punkt pierwszy, jestem tylko na zastępstwie. Punkt drugi, mam status nieznajomego. Punkt trzeci, nie dasz mi numeru telefonu. Punkt czwarty, nie pójdziesz ze mną na kawę. Punkt piąty, nie pójdziesz ze mną na piwo. Punkt szósty, nie pójdziesz ze mną na frytki. Punkt siódmy, nie pójdziesz ze mną na łyżwy. Punkt ósmy, nie pójdziesz ze mną na kręgle. Punkt dziewiąty…

– Przestań! – roześmiała się Lodzia, nie mogąc już dłużej utrzymać poważnej miny. – Jesteś niemożliwym bandziorem i krętaczem! Ale dobrze… skoro tak świetnie znasz regulamin, to dopisz do niego jeszcze jeden punkt.

– Mianowicie? – zapytał z uśmiechem.

– Mianowicie taki, że nie będziesz się do mnie zwracał per kochanie – oznajmiła, podnosząc dumnie głowę. – Ani nazywał mnie kociakiem.

Pablo rozłożył ręce w geście bezradności.

– Nic z tego, kociaku – odparł, uśmiechając się do niej czarująco. – Przeoczyłaś ten punkt, kiedy układałaś regulamin, zarządzenie weszło w życie i teraz już przepadło. Prawo nie działa wstecz, kochanie.

– Ach, ty drabie! – roześmiała się znowu. – Nie mogłam przecież w takim regulaminie wszystkiego przewidzieć z góry!

– I całe szczęście, Lea – odparł z powagą.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz