Lodzia Makówkówna – Rozdział VI (cz. 3)

Rozglądając się za swymi towarzyszami, dziewczyny weszły na hol, gdzie przywitały ich pełne uznania okrzyki koleżanek z klasy. Szczególną uwagę przyciągnęła róża Julki.

– Fajny pomysł z takim żywym kwiatkiem we włosach – przyznała Martyna. – Pasuje ci świetnie, Jula. W ogóle obie wyglądacie jak sto milionów, Lodzia wymiata tym kokiem! Ty to masz tych włosów na kilogramy, kobieto… I chyba pierwszy raz w życiu widzę cię bez warkocza!

– Gdzie nasi faceci? – zapytała Julka, rozglądając się na wszystkie strony.

Lodzia nie musiała o to pytać. Zauważyła Pabla od razu po wyjściu z sali, nawet na niego nie patrząc, pomimo tłumu, jak na wykrywaczu fal magnetycznych. Stali z Szymonem pod oknem, gadając tak swobodnie i z takim ożywieniem, jakby znali się od lat. Właśnie kończyli wymienianie się telefonami.

Elegancka sylwetka bandziora z proporcjonalną, męską linią ramion, na którą zwróciła uwagę już w Anabelli, wywołała mocniejsze bicie serca dziewczyny. Rzucał się w oczy na tle innych osób z racji różnicy wieku i specyficznej swobody w zachowaniu, jaka charakteryzuje ludzi pewnych siebie, posiadających na koncie lata życiowego doświadczenia. Nie umknęło jej uwadze, że o ile wielu chłopaków ze szkoły wydawało się czuć dość nieswojo w swych odświętnych strojach, o tyle Pablo nosił garnitur z taką swobodą, jakby codziennie chodził pod krawatem. Przypomniała sobie słowa Julki po spotkaniu z bandziorem w galerii handlowej. Tak się ubierają jacyś bankowcy, dyplomaci

„Nie wiem kim jesteś, skąd przybywasz i dokąd potem pójdziesz” – pomyślała z zafascynowaniem. – „Wiem tylko, że dziś wieczorem będę Leą z krainy czarów… A w skórę Lodzi Makówkówny wrócę sobie jutro, nic straconego. Jutro jest przecież jeszcze tak daleko!”

– Chodź, Jula, tam są – powiedziała najspokojniej w świecie, ciągnąc przyjaciółkę w ich stronę.

Szymon aż zachwiał się z wrażenia na widok swojej róży wpiętej w czarne włosy Julki.

– Połamałam twoją różę – oznajmiła mu bez cienia skruchy. – A Lodźka wpięła mi ją tutaj… może być?

Chłopak patrzył na nią z rozjaśnioną radością twarzą.

– Pewnie – odparł zachwycony. – To jest najlepsze, co mogło spotkać tego kwiatka!

– Prawda? – podchwyciła z entuzjazmem Lodzia. – Miałeś znakomity pomysł, Szymek, muszę ci to przyznać – pochwaliła go. – Pomijając sam fakt, że kobiecie zawsze miło jest dostać kwiaty, to jeszcze ta róża wpasowała się dzisiaj idealnie, akurat takiego dodatku Juli brakowało… No co, Jula, nie bzdycz się, prawdę mówię! – dodała wesoło na widok miny Julki, wyraźnie niezadowolonej z tych uwag.

Następnie zwróciła się do Pabla, który przyglądał się scenie z lekkim uśmiechem.

– Przepraszam, że musiałyśmy was zostawić, trochę to potrwało…

– Nic nie szkodzi, skarbie – odparł swobodnie. – Wcale się nie nudziłem. Poznałem bliżej sympatycznego kolegę, z którym, jak się okazało, mamy sporo wspólnych tematów i zainteresowań… i który, jak widzę, zna się też na kwiatach – tu mrugnął do Szymona.

„Teraz nazywa mnie przy wszystkich skarbem” – pomyślała Lodzia, rzucając mu urażone spojrzenie. – „Niby taki kulturalny, a cały czas bezczelnie się spoufala… o, i jeszcze się śmieje, że jestem o to zła, drażni się ze mną, łobuz!”

Rzeczywiście, na widok jej wyniosłej miny twarz Pabla natychmiast przybrała znany jej już zawadiacki wyraz, a w jego oczach rozbłysły wesołe iskierki.

– Przestańcie już z tymi kwiatkami! – fuknęła ze zniecierpliwieniem Julka.

– Dlaczego? – zapytała nie bez złośliwości Lodzia. – To jest przecież bardzo fajny temat. No, nie wykłócaj się już, Jula, ja to mówię serio. Do ciebie takie czerwone róże świetnie pasują, ta jest akurat w sam raz do twoich włosów i do sukienki.

– Oj, daj mi już spokój, Lodźka, taka róża pasuje do każdego – odparła z rosnącą irytacją Julka.

– Wcale nie – uśmiechnęła się Lodzia. – Do mnie na przykład by nie pasowała, czerwony to nie mój kolor. Poza tym wiesz doskonale, że ja nie lubię róż.

– No tak, zapomniałam, że masz hopla na punkcie tych twoich niezapominajek – pokiwała głową Julka. – Ty wiesz, że ona ma tego pół ogródka? – dodała, zwracając się do Szymona. – A róż nie lubi, bo kłują ją w paluszki… normalnie śpiąca królewna!

Szymon spojrzał na Lodzię z uśmiechem, który natychmiast mu odwzajemniła.

– Chodźmy, chyba otwierają już salę – zauważyła. – Nauczyciele wreszcie przyszli.

(c.d.n.)

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział VI (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz