Lodzia Makówkówna – Rozdział VI (cz. 4)

Zadowolona ze zmiany tematu Julka dała swojemu towarzyszowi znak i oboje poszli przodem. Lodzia zerknęła na bandziora, który w milczeniu przysłuchiwał się ich rozmowie.

– Wiesz, Pablo, muszę cię uprzedzić – powiedziała lojalnie, kiedy i oni ruszyli za Julką i Szymonem w stronę sali gimnastycznej. – Najpierw będzie część oficjalna, przemowa dyrektora, przedstawienie… W sumie takie trochę nudy.

– Jakie znowu nudy, Lea? – uśmiechnął się. – Mówiłem ci już przecież, że z tobą nie można się nudzić.

W tym momencie Lodzia stanęła jak wryta.

– A żebyś wiedział… – szepnęła zmrożona, czując, że ze zdenerwowania robi jej się słabo.

Niespodziewanie tuż przed nimi wyrosła bowiem jak spod ziemi wysoka sylwetka Grzela wystrojonego w ciemnogranatowy garnitur z wielką, aksamitną muchą. Lodzia zupełnie zapomniała o tym zagrożeniu i doskonale rozumiejąc, że teraz jest już za późno na dyskretną ewakuację, spojrzała na Julkę, która również zatrzymała się odruchowo, świadoma powagi sytuacji. Obie popatrzyły po sobie z zaniepokojeniem.

– Lodziu! – zawołał zachwycony Grzelo, chwytając dziewczynę za rękę, którą ta natychmiast wyszarpnęła mu z powrotem. – Szukałem cię po całej szkole! Ale wyglądasz!… mmmm… delicja! Połknąłbym cię bez popitki!

Zniesmaczona tym grubiańskim komplementem Lodzia przybrała minę milczącej wyniośle furii. Z kolei Julka uznała, że w tej delikatnej sytuacji najlepszym wyjściem będzie dyplomatycznymi środkami doprowadzić do szybkiego pozbycia się intruza.

– Grzesiu drogi – upomniała go uprzejmie. – Bardzo cię proszę, zachowuj się kulturalnie i bądź łaskaw zauważyć, że Lodzia jest w towarzystwie. Miarkuj się, waść, co?

– Nic mnie nie obchodzi wasze towarzystwo! – oburzył się Grzelo. – Nie wtrącaj się, ja rozmawiam z Lodzią! Lodziu, ja nie mogę, ale z ciebie ciacho!

– Grzesiek, proszę, daj mi spokój – odrzekła z niechęcią Lodzia. – Prosiłam cię przecież. Chociaż dzisiaj byś darował sobie te wygłupy…

Grzelo aż podskoczył.

– Wygłupy?! – wykrzyknął z wyrzutem. – Okrutna kobieto! Przecież ja cię kocham do szaleństwa! Tyle razy ci to mówię, mam powtórzyć jeszcze raz?

– Nie, dzięki – westchnęła z rezygnacją.

– Ale serio, słońce, wyglądasz bosko! – zapewnił ją żarliwie. – Drugiej takiej laski nie ma w całej szkole… co ja mówię, na całej planecie! Posłuchaj, mam do ciebie ważną sprawę. Zamienisz ze mną słówko na osobności?

– Nie – odparła krótko.

Postanowiła za dużo nie mówić, żeby nie sprowokować czegoś jeszcze gorszego. Starała się narzucić tę strategię też Julce, piorunując ją nakazującym spojrzeniem.

– Ale ja muszę z tobą pogadać! – zawołał płomiennie Grzelo, nie przejmując się zupełnie jej odmową i próbując znów chwycić ją za rękę, którą na ten widok dziewczyna szybko ukryła za plecami. – Muszę! Teraz, natychmiast, bo pęknę! Lodziu…

– Za przeproszeniem – wtrącił się nagle Pablo, który dotychczas patrzył na tę scenę w zdumionym milczeniu. Ukłonił się uprzejmie romantycznemu amantowi. – Ta młoda dama jest dziś ze mną i jeśli szanowny kolega życzy sobie z nią rozmawiać, proszę to robić w mojej obecności.

Jego niski, stanowczy głos zrobił wrażenie. Lodzia spojrzała na niego z niepokojem, Julka i Szymon wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Grzelo, który dopiero teraz zdał sobie sprawę z obecności rywala, skamieniał na moment i aż go zatkało. Pobladł, oczy zwęziły mu się w wąskie szparki, a dłonie ścisnęły się w pięści.

– Że co? – syknął przez zęby, patrząc na niego z zimną nienawiścią. – A więc to jest ten twój przydupas, Lodziu? Zabiję jak psa… flaki powyrywam!

I bez ostrzeżenia, zanim wystraszona nie na żarty Lodzia zdążyła zareagować, odwinął się w tył i rzucił się na Pabla z zamiarem wymierzenia mu potężnego ciosu pięścią w szczękę. Zaskoczony bandzior w ostatnim ułamku sekundy zdążył zrobić błyskawiczny unik całym ciałem, skutkiem czego cios Grzela trafił w próżnię, on sam zaś stracił równowagę i wyrżnął spektakularnego szczupaka na parkiecie holu, wpadając przy tym na kilka zmierzających na salę gimnastyczną par. Podniosły się zbulwersowane okrzyki i złorzeczenia pod adresem romantycznego wojownika, ten jednak, pozbierawszy się szybko, poderwał się i rzucił się z powrotem. Dysząc jak rozjuszony pitbull, z przekrzywioną aksamitną muchą, stanął na rozkraczonych nogach ze ściśniętymi pięściami i mierzył nienawistnym wzrokiem przeciwnika. Na ten widok na zaskoczonej wciąż twarzy Pabla pojawił się dyskretny wyraz rozbawienia, za którym jednak wyczuwało się najwyższe skupienie wszystkich zmysłów.

– Nie radzę – rzucił ostrzegawczym tonem. – Jeśli kolega sobie życzy, możemy umówić się kiedyś w dogodnym terminie i miejscu, ale dziś to chyba nie jest dobry pomysł. Nie lubię tego robić, kiedy jestem pod krawatem.

– Flaki… – wysyczał w odpowiedzi Grzelo.

Sytuacja zaczęła wyglądać dramatycznie. Na wpół przytomnej ze zdenerwowania Lodzi aż zakręciło się w głowie, gorączkowo zastanawiała się, jak zażegnać niebezpieczeństwo, zanim stanie się coś nieodwracalnego. Bójka na szkolnym holu mogła mieć bardzo poważne konsekwencje, łącznie z natychmiastowym usunięciem jej uczestników z imprezy, i to w atmosferze skandalu. Obie z Julką wymieniły wystraszone spojrzenia.

Szymon, uznawszy, że powinien wziąć na siebie rolę neutralnego negocjatora, podbiegł do Grzela, ale zanim zdążył się odezwać, został gwałtownie i brutalnie odepchnięty. W przypływie desperacji Lodzia zebrała całą odwagę, jaką w tych okolicznościach była w stanie z siebie wykrzesać, i osobiście stanęła między przeciwnikami.

– Przestań wreszcie, Grzesiek! – zawołała z oburzeniem. – Uspokój się, człowieku, czy ty już kompletnie zwariowałeś?! Prosiłam cię tyle razy!

– Lea, odsuń się, kochanie – powiedział łagodnie bandzior, nie spuszczając skupionego wzroku z Grzela. – Ten dżentelmen, jak mi się wydaje, jest nieobliczalny… Załatwimy to między sobą.

Stanowczym gestem ręki wskazał jej, aby wycofała się pod ścianę, co wykonała bez protestu, z bijącym mocno sercem. Myśl, że zaprosiła dziś bandziora na bal i z miejsca wpakowała go w kolejną niebezpieczną przygodę, była nie do zniesienia. Jeśli z tego wywiąże się prawdziwa bójka… Julka i Szymon również patrzyli na scenę w pełnym powagi skupieniu.

– Spokojnie – powiedział pojednawczo Pablo, podchodząc powoli do Grzela z wyciągniętą ręką, choć widać było, że z uwagą śledzi każdy ruch jego mięśni. – Dla dobra sprawy proponuję koledze zawieszenie broni.

Grzelo patrzył na niego z nienawiścią.

– Nie ma takiej opcji – wycedził przez zęby.

– Nie, to nie – odparł niedbale bandzior, cofając rękę. – Jednak uprzedzam, że nie będę tolerował takiego zachowania przy damach.

– Ty nie będziesz tolerował, ty?! – ryknął wyprowadzony z równowagi Grzelo, aż kilka mijających ich osób odwróciło się z niepokojem. – To ja nie będę tolerował ciebie!

I z wściekłością rzucił się na niego z pięściami. Lodzia wydała przerażony okrzyk, Julka w przestrachu złapała odruchowo za ramię Szymona. Jednak bandzior, tym razem gotowy na atak, nie dał się zaskoczyć. Uchylił szybko głowę tak, że pięść Grzela zdążyła trafić go tylko w ramię i ześlizgnęła się po nim, po czym chwycił go mocno za nadgarstek i wykręcił mu powoli rękę, sprowadzając go żelaznym uściskiem do parteru. Obaj znieruchomieli na kilka chwil w nienaturalnie wygiętej pozycji.

– Puszczaj! – jęknął Grzelo z wykrzywioną z bólu twarzą.

Bandzior pochylił się nad nim mocniej z poirytowaniem w oczach.

– Słuchaj, synu – rzucił twardo, nie zwalniając uścisku. – Ostrzegam cię ostatni raz. Jeszcze jeden taki numer i naprawdę będziesz miał kłopoty. Rozumiemy się?

Grzelo zagryzł wargi, patrząc na niego z wściekłością.

– Dobra, puść – wycedził.

– Rozumiemy się? – powtórzył Pablo.

Grzelo pokiwał niechętnie głową. Bandzior puścił go, wyprostował się i ostentacyjnie, z chmurną miną poprawił sobie krawat, nie odrywając od niego ostrzegawczego spojrzenia. Grzelo, który został pochylony nad podłogą, masując jak niepyszny nadgarstek i wykręcone ramię, mierzył go wzrokiem, który poprzysięgał krwawą zemstę… Po chwili on również podniósł się, rzucił strwożonej Lodzi pełne wyrzutu spojrzenie zranionego kochanka i odszedł w stronę sali gimnastycznej, która powoli wypełniała się balowiczami. Julka i Szymon patrzyli na Pabla z uznaniem.

(c.d.n.)

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział VI (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz