Lodzia Makówkówna – Rozdział VI (cz. 5)

Widząc, że sytuacja została opanowana, a nikt z nauczycieli niczego nie zauważył, Lodzia poczuła coś w rodzaju ulgi – ta jednak szybko ustąpiła miejsca palącemu wstydowi, który ogarnął ją bezlitośnie, podobnie jak niespełna dwa tygodnie wcześniej na komendzie u Leśniewskiego. Dręczona wyrzutami sumienia, z duszą na ramieniu podeszła do Pabla, gdy tylko Grzelo zniknął w tłumie pod salą gimnastyczną.

– Mocno cię uderzył? – zapytała z troską.

Śledzący jeszcze chmurnym wzrokiem oddalającego się Grzela, wciąż poirytowany bandzior drgnął na jej głos, odwrócił się i spojrzał we wzniesione ku niemu modre, przepełnione niepokojem oczy. Jego twarz natychmiast rozpogodziła się i rozjaśniła jak oświetlona wychodzącym nagle zza chmur słońcem.

– Nic takiego, kociaku – uśmiechnął się uspokajająco. – Sama wiesz, że bywało znacznie gorzej. Tym razem obędzie się bez opatrywania ran.

Zdruzgotana Lodzia pokręciła głową i postanowiła w duchu, że oprócz przeprosin, w ramach zadośćuczynienia, przymknie oko na tego bezczelnego „kociaka”.

– Bardzo cię przepraszam za tę scenę, Pablo – powiedziała ze skruchą.

Ciemne oczy bandziora rozbłysły.

– Ależ nie ma problemu – odparł spokojnie. – Rozszerza się tylko, jak widzę, zakres moich obowiązków. Nie sądziłem, że będę musiał walczyć dziś z rywalem o kobietę, która wkrótce wychodzi za mąż za kogoś jeszcze innego… Ale nie ma sprawy. Jeśli zajdzie taka potrzeba, mogę stanąć nawet do walki ze smokiem.

Lodzia uśmiechnęła się mimo woli.

– Nie planuję smoka – zapewniła go nieco pogodniejszym tonem. – To na pewno ci dzisiaj nie grozi. Ale i tak strasznie mi wstyd, że na każdym kroku pakuję cię w jakieś tarapaty. Sama nie rozumiem, jak to się dzieje…

– Od początku przecież brałem to ryzyko pod uwagę – zauważył żartobliwie. – Wiedziałem, że zadawanie się z tobą grozi poważnymi skutkami i świadomie wszedłem w ten układ, więc teraz muszę ponosić konsekwencje swojej decyzji. Co prawda nie powiem, żebym się spodziewał, że zostanę dziś zaatakowany przez zazdrosnego adoratora, ale czemu się dziwić? Trup gęsto się ściele wokół ciebie, Lea… No, przyznaj się, mała! Ile męskich serc już połamałaś w swoim krótkim życiu?

Lodzia spojrzała na niego z lekkim niesmakiem.

– Nie zajmuję się łamaniem męskich serc – odparła z godnością.

– Przecież dobrze wiem, za co miałem oberwać! – zaśmiał się bandzior. – Ten zakochany w tobie do nieprzytomności młodzian wziął mnie za twojego prawie-narzeczonego. Nie mam co prawda pełnych danych, ale jeśli dobrze liczę, jest nas już przynajmniej trzech.

Lodzia uśmiechnęła się lekko i zerknęła na niego spod oka.

– I tak wygrywa tylko jeden – zaznaczyła z przekorą.

– Więc dwóch już z góry przekreśliłaś?

– Całkowicie.

– Nierozsądna jesteś – pokręcił głową, przyglądając jej się z rozbawieniem. – Bierzesz z pierwszej półki, co podleci, nie oglądając konkurencyjnych produktów.

– Może nie są tego warte – odgryzła się, wzruszając ramionami.

– Nie sprawdzisz tego, z góry przekreślając dwie trzecie oferty – zauważył. – Kiedy wybiera się towar do dłuższego użytku, warto rozważyć wszystkie dostępne opcje.

– Owszem – przyznała, rzucając mu szydercze spojrzenie. – Ale można przynajmniej od razu wykluczyć te z krótkim terminem przydatności. Oraz produkty zastępcze.

Pablo roześmiał się serdecznie, patrząc na nią ze szczerym uznaniem.

– Łobuziara z ciebie! – powiedział wesoło.

W tym momencie podbiegła Julka, która cofnęła się po nich spod sali gimnastycznej.

– No chodźcie, nie gadajcie już! – zawołała. – Zaraz się zaczyna.

– Idziemy – skinął głową Pablo.

Julka spojrzała na niego z uśmiechem.

– Dobra robota – powiedziała z uznaniem. – Ustawiłeś przynajmniej raz a dobrze tego upierdliwca, będzie się teraz trzymał z daleka. Naprawdę masz coś z bandziora!

– Jula! – szepnęła Lodzia, rzucając jej mordercze spojrzenie.

– Co, nie powiedziałaś mu jeszcze, że jest bandziorem? – zaśmiała się złośliwie Julka, dostrzegając w tym nadarzającą się okazję do zemsty za scenę z różą.

Lodzia spłonęła rumieńcem wstydu. Ruszyli szybkim krokiem w stronę sali gimnastycznej, gdzie zwolnili, ustawiając się na końcu tłoczącej się przy drzwiach kolejki do wejścia. Pablo zerknął z uśmiechem na zmieszaną ciągle dziewczynę.

– Nie stresuj się, skarbie, przecież wiem doskonale, że jestem bandziorem – zapewnił ją wesoło. – Policja dawno mi to powiedziała, mieli to w twoich zeznaniach.

– Tak cię rzeczywiście nazywałam – odparła z rezygnacją. – No trudno. Zastanawiam się, co jeszcze powinnam ci od razu powiedzieć, żeby uniknąć kolejnych głupich sytuacji.

– Może coś o prawie-narzeczonym? – poddał natychmiast, przyglądając jej się uważnie. – Nie znam najważniejszej męskiej postaci w tym przedstawieniu, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że on też w którymś momencie będzie chciał mi dać w zęby. Opowiesz mi o nim coś więcej?

– Chyba nie ma takiej potrzeby – odparła ostrożnie. – Jego tu dziś nie ma.

– Ale jest przecież w twoim sercu – zauważył podstępnie, przepuszczając ją w drzwiach do sali. – Więc tak, jakby był…

Nie odpowiedziała.

(c.d.n.)

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział VI (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz