Lodzia Makówkówna – Rozdział VI (cz. 8)

Stali w milczeniu, oczekując na muzykę. Otaczający ją świat coraz bardziej bladł i rozmywał się pod płomiennym spojrzeniem jego ciemnych oczu. Na czas walca miały zniknąć wszelkie bariery, obawy, konwenanse… miał być tylko taniec. Przez tych kilka minut miała należeć tylko do niego, oddać się bezwarunkowo w jego ręce.

Wiedziała dobrze, że tak musiało być. Wziął na siebie odpowiedzialność za tego walca, miał ją poprowadzić, a ona miała mu się poddać w każdym geście, w każdym ruchu ciała. Jakże doskonale to rozumiał! Rzeczywiście musiał znać się na tańcu, skoro wiedział, że tylko w ten sposób będą mogli odnaleźć wspólny rytm, stając razem na parkiecie po raz pierwszy w życiu. Miała przecież teraz być z Karolem… ale była z nim. Z bandziorem o najcudowniejszych oczach świata… Jakiś szalony bieg wydarzeń doprowadził ich aż do tej chwili, połączył ich ścieżki tak, że oto bez uprzedzeń i bez strachu będzie mogła rzucić się na kilka minut w tę nieznaną i fascynującą przepaść – w przepaść jego ramion. Drżała na myśl o tym i ku własnemu zdumieniu czuła, że gorąco tego pragnie. Powoli ogarnęła ją łagodna, cicha radość, a wraz z nią głęboki spokój, dziwna, wewnętrzna harmonia, jakby w tej magicznej chwili wszystko we wszechświecie znalazło się idealnie na swoim miejscu… Wiedziała już, że zatańczą tego walca, jakby znali się od lat.

Rozległy się pierwsze takty muzyki. Ziemia zatrzęsła się od niewidzialnych iskier i piorunów, jakie trysnęły z nich, gdy połączyły się ich dłonie… Pablo przyciągnął ją do siebie i objął pewnym ruchem, zagarnął ją jak swą odwieczną własność, ona zaś, posłuszna tym rozkazom, wsparła się miękko na jego ramieniu i odchyliła w upojeniu głowę. Na ułamek sekundy zastygli jakby w niemym zachwycie, po czym ruszyli po parkiecie lekkim, zamaszystym krokiem, jak para motyli wirujących w słońcu, w pełnej harmonii dusz i ciał. Prowadził ją jak natchniony, bezbłędnie odnajdując wolną drogę pośród innych par, jakby byli tutaj sami, tylko we dwoje, w nieograniczonej przestrzeni wiodącej ich do gwiazd.

Muzyka niosła ich jak fala… Olśniona, bezwolna w jego rękach, odgadując instynktownie każdy jego ruch, Lodzia płynęła z nim w rytm walca jak po morzu rozświetlonym zachodzącym słońcem i odbijającym paletę najcudowniejszych barw. W tej żegludze poprzez otchłań czasu i przestrzeni nie liczyło się już nic, byli tylko oni i ich zgodny, oszałamiająco harmonijny taniec. Skupione z początku twarze obojga powoli zaczął rozjaśniać uśmiech, który rozkwitał z każdą sekundą coraz bardziej, aż wzbierająca w sercach radość ogarnęła ich jak jasny płomień. Frunęli teraz po parkiecie, nie myśląc już o krokach – roześmiani, upojeni, jak odwieczni, sięgający gwiazd poddani Terpsychory*, idealnie zjednoczeni w rytmie walca, który niósł ich Mleczną Drogą prosto w migający światełkami kosmos…

Oczarowana muzyką i tym zwiewnym, motylim tańcem, Lodzia podniosła wzrok i spojrzała odważnie w oczy Pabla, które na ten widok wypełniły się przedziwnym, niemal fosforyzującym światłem. Uśmiechnął się do niej porozumiewawczo, po czym objął ją oburącz w talii i uniósł w objęciach, na kilkadziesiąt długich sekund odrywając ją w powietrznym piruecie od podłogi. Oparta dłońmi na jego ramionach, dziewczyna odchyliła instynktownie głowę i przymknęła w niemym zachwyceniu oczy… Nie dotykając już stopami ziemi, poddana w pełni jego woli, na tych kilka chwil stała się jakby częścią niego, bezwolna i przepełniona po brzegi słodyczą, jaka niespodziewanie ogarnęła jej zmysły.

„Ach, niech to trwa!” – myślała z błogością. – „Niech trwa i nigdy się nie kończy!”

Lecz właśnie wtedy muzyka skończyła się, czar prysnął. Pablo postawił ją na podłodze, zatrzymali się i odsunęli się od siebie. Patrzył jednak na nią wciąż roziskrzonymi oczami.

– Co za taniec, Lea… – szepnął. – Nie zapomnę go do końca życia!

Rozkołysana wciąż jeszcze w środku, obezwładniona burzą zmysłów, Lodzia skupiła całą siłę woli, by nie pokazać po sobie tego, co działo się w jej duszy.

– Świetnie tańczysz – powiedziała z uznaniem, siląc się na neutralny ton. – Jesteś najlepszym partnerem, z jakim kiedykolwiek miałam przyjemność zatańczyć walca. Nikt się nie umywa.

– Nawet prawie-narzeczony? – uśmiechnął się podstępnie.

– Nikt – powtórzyła z powagą.

– Więc może nie przekreślisz mnie zupełnie mimo wszystko?

– Taniec już się skończył – odparła wymijająco. – Wróćmy do rzeczywistości, Pablo.

– Okrutne z ciebie stworzenie! – roześmiał się, kręcąc głową. – Ten twój kolega amant, który chciał mnie dzisiaj zabić, miał w tym względzie całkowitą rację!

Sala pustoszała tymczasem, gdyż wszyscy przechodzili na hol, gdzie były ustawione stoły z poczęstunkiem. Podbiegła do nich Julka.

– Ale genialnie tańczyliście! – zawołała, łapiąc przyjaciółkę za rękę. – Patrzyliśmy na was z Szymkiem i oczu nie mogliśmy oderwać!

– To on tak prowadził – odparła z uśmiechem Lodzia, wskazując na Pabla. – Chyba trafiłam niechcący na jakiegoś instruktora tańca w cywilu.

– Niestety nie – pokręcił głową. – Zawodowo zajmuję się znacznie prozaiczniejszymi sprawami. Ale fakt, że w młodości miałem mocne przeszkolenie, całe lata szkolne i studenckie przetańczyłem z moją siostrą. Pasjonowała się tańcem, a ja musiałem doszkolić się jako jej roboczy partner.

– To już chyba było bardzo dawno temu? – zauważyła z przekąsem Julka.

– O tak! – parsknął śmiechem. – Dla was prehistoria… Ale pewne umiejętności zostają na zawsze i nawet trudno przewidzieć, kiedy mogą się przydać. Poza tym rzadko trafia się taka znakomita partnerka – uśmiechnął się z szarmanckim ukłonem w stronę Lodzi.

Odwzajemniła mu uśmiech, przyjmując ten komplement z głęboką przyjemnością.

– Wiesz, co ci powiem, Lodźka? – zagadnęła Julka. – Ja to nigdy nie wiem, czy ty masz pecha czy szczęście. Co by nie mówić, tym razem naprawdę nic nie straciłaś na tym, że Karol skręcił nogę.

– Karol? – podchwycił natychmiast Pablo.

– Tak, jej narzeczony – wyjaśniła mu Julka. – Nie słyszałeś o nim?

– Owszem – odparł nieco chmurnie. – Ciągle o nim słyszę.

– Nie słyszałbyś tak często, gdybyś sam nie pytał – zauważyła kpiąco Lodzia.

– To naturalna strategia – uśmiechnął się lekko. – Staram się rozeznać teren i zebrać informacje o głównym przeciwniku.

Lodzia spojrzała na niego z politowaniem. Tymczasem podbiegł do nich Szymon.

– No kochani, idziemy jeść, zająłem nam już miejsca przy stole!

_______________________________________________________________________

* Terpsychora (gr. Τερψιχόρη Terpsichórē, łac. Terpsychore – kochająca taniec, radująca się tańcem) – w mitologii greckiej muza tańca (i radości z tańca).

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział VI (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz