Lodzia Makówkówna – Rozdział VII (cz. 2)

– A wracając do tych twoich kursów – podjął neutralnym tonem Pablo. – Co tam jeszcze masz? Pierwsza pomoc, pieczenie z gotowaniem, taniec, przetwory domowe… o, to musi być naprawdę ciekawa umiejętność! I co jeszcze?

– Szycie i szydełkowanie – odparła spokojnie, bawiąc się leżącym na stole widelcem. – Oraz finansowy kurs oszczędnego gospodarowania budżetem domowym. Do tego oczywiście savoir-vivre, ale już bez kursu. Wystarczą ciągłe upomnienia.

– Niesłychane! – zaśmiał się. – I to wszystko w jednym czasie? Przecież masz maturę.

– Matura jest podobno mniej istotna – uśmiechnęła się Lodzia. – Najważniejsze, żebym umiała peklować ogórki, cerować skarpetki, planować wydatki i podejmować gości. Cała reszta to margines. Tak czy inaczej postawię na swoim i pójdę na studia, to się na szczęście nie wyklucza… No, ale mniejsza o to – ocknęła się. – O czym my w ogóle gadamy?

Pablo nie spuszczał z niej zafascynowanego wzroku.

– O tobie, Lea – powiedział, poważniejąc. – Z początku myślałem, że mnie nabierasz z tymi kursami, z narzeczonym… ale teraz wiem, że nie. Przynajmniej nie do końca.

– Skąd wiesz? – uśmiechnęła się z lekką kpiną.

– Nie znałabyś chociażby takich trików jak wpływ stopnia słodkości rodzynek na proporcje bakalii w cieście.

Roześmiała się.

– Takich trików są setki – zapewniła go wesoło. – Prowadzenie domu jest jak symfonia, oczywiście jeśli chce się to robić dobrze. Ale naprawdę, Pablo, nie marnujmy czasu na rozmowy o takich banialukach…

– To nie są banialuki – zaprzeczył stanowczo.

– A co w tym może być interesującego?

– Wszystko jest ciekawe – uśmiechnął się. – A najbardziej ta młoda gospodyni, która przygotowując się do matury, uczy się jednocześnie mnóstwa innych praktycznych rzeczy, aby wyjść za mąż już po pierwszym roku studiów.

– Nawet w trakcie – sprostowała spokojnie. – Albo przed.

– Jeszcze przed studiami? – zerknął na nią z niedowierzaniem.

W oczach Lodzi błysnęły przez krótką chwilę złośliwe iskierki.

– Na to wychodzi – odparła z powagą. – Dwudzieste urodziny mam w kwietniu przyszłego roku, ale to już byłby ostatni dzwonek, mama i babcia są zdania, że nie można tak ryzykować. Nie wiadomo, co się może wydarzyć. Babcia uważa poza tym, że śluby zimowe są niepraktyczne, zimno, goście marzną… więc na pewno będą chciały mieć to z głowy wcześniej.

– Wcześniej – powtórzył, nie spuszczając z niej podejrzliwego wzroku. – To znaczy?

– Myślę, że zaplanują to najpóźniej do końca września – odparła w zamyśleniu. – Niedługo zajmą się rezerwowaniem sali weselnej, co najmniej pół roku wcześniej trzeba przecież zamówić, bo potem jest z tym problem. Na szczęście to ma być kameralna uroczystość, więc nie trzeba zbyt dużej. No i poza tym kwestia kwiatów, jak wiadomo, sporo tego idzie na takie imprezy. W lecie i wczesną jesienią jest na nie sezon, więc trzeba z tego korzystać.

Teraz już z trudem powstrzymywała uśmiech na widok miny Pabla, który wobec tych konkretnych szczegółów najwyraźniej nie mógł się zdecydować, czy ma jej wierzyć czy nie. Rozwijanie tematu w stylu, w jakim rozmowy tego typu prowadzono u niej w domu, okazało się wyjątkowo zabawne, należało tylko za wszelką cenę zachować powagę.

– Poza tym podróż poślubna – ciągnęła beztrosko. – Dobrze by było mieć ładną pogodę, w zimie już nie jest tak fajnie, nie mówiąc o tym, że przecież będą studia i od października trudno nam będzie wyrwać się na dłużej.

– Dokąd ta podróż? – zapytał z zaciekawieniem.

Wzruszyła ramionami, nie patrząc na niego.

– Jeszcze nie wiadomo – odparła nonszalancko. – Ustalimy to dopiero po zaręczynach.

Pablo przyglądał jej się jeszcze przez chwilę podejrzliwie, jednak powoli na jego twarz wrócił wyraz rozbawienia. Uśmiechnął się lekko i sięgnął po szklankę.

– Ale hotel też trzeba przecież zamawiać odpowiednio wcześniej – zauważył od niechcenia, nalewając sobie wody. – Zwłaszcza w znanych kurortach zagranicznych. W sezonie może potem nie być miejsc albo zostaną same byle jakie, niegodne tak ważnego celu podróży.

Spojrzała na niego spod oka. Miał teraz najniewinniejszą minę na świecie.

„Aha, skubańcu” – pomyślała z uznaniem. – „Inteligentna bestio! Wchodzisz w moją grę, żeby wytrącić mi broń z ręki? Poczekaj no ty!”

– Zdążymy, te zaręczyny będą już niedługo – zapewniła go uspokajającym tonem. – I na pewno nie pojedziemy za granicę, wolę jakiś ładny, polski zakątek. Najchętniej pojechałabym w góry.

– Dobry pomysł – przyznał, pociągając łyka wody ze szklanki. – Byłaś w Bieszczadach?

– Nie, jeszcze nie – pokręciła głową. – W Tatrach już byłam, nawet dwa razy, a w tym roku jedziemy na wycieczkę klasową w Karkonosze. Ale Bieszczad jeszcze nie znam, rzeczywiście, to może być niezła myśl. Słyszałam, że tam jest ślicznie.

– To prawda – odparł z przekonaniem. – Zwłaszcza jesienią. Kolory jak w bajce… Warto pojechać właśnie we wrześniu, zwłaszcza że to już jest po sezonie i nie ma tłoku, a pogoda zazwyczaj jeszcze bardzo dobra.

– Widzę, że często jeździsz w góry? – uśmiechnęła się.

– Często. Praktycznie na każdy urlop. Uwielbiam włóczyć się po szlakach, można trafić na takie piękne miejsca, że aż się siada z wrażenia… Pokażę ci kilka takich.

– Dzięki za radę – odparła stoicko, ignorując jego ostatnią uwagę. – Coś wymyślimy, w końcu nie pojedziemy tam tylko po to, żeby włóczyć się po szlakach.

– Prawda – uśmiechnął się, błyskając oczami. – Dlatego dobry hotel z wygodnym łóżkiem to podstawa.

„Draniu jeden!” – pomyślała Lodzia, z trudem powstrzymując parsknięcie śmiechem.

– Masz rację – przyznała spokojnie. – Będę musiała porozmawiać z mamą o tej rezerwacji.

– Z mamą? – zdziwił się, zerkając na nią z rozbawieniem. – Powinien się tym zająć raczej narzeczony. Mama może przecież nie trafić w gusta młodej pary.

– Nie jestem wybredna – zapewniła go Lodzia. – Rzadko jeżdżę w dalsze podróże, więc to i tak będzie dla mnie wielka frajda, bez względu na miejsce i warunki hotelowe.

– Znam jeden rewelacyjny hotel w Bieszczadach – podjął w zamyśleniu Pablo. – Ale trzeba by go rezerwować już teraz i wpłacić zaliczkę. Odszukam do nich numer telefonu.

– Tak czy inaczej wrócę pewnie prosto na pierwsze wykłady – podsumowała Lodzia, nie zwracając uwagi na jego wypowiedź. – Oczywiście najpierw muszę zdać maturę.

(c.d.n.)

Bieszczady jesienią
Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1)

Dalsze części:

Rozdział VII (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz