Lodzia Makówkówna – Rozdział VII (cz. 3)

Uśmiechnęła się leciutko, nadal bawiąc się leżącym na stole widelcem. Pablo przyglądał się przez kilka sekund w milczeniu jej delikatnemu półprofilowi oraz wdzięcznej linii szyi podkreślonej wysoko upiętą fryzurą i w jego oczach znów zapaliło się osobliwe światełko. Po chwili jednak ocknął się i jego twarz przybrała neutralny wyraz.

– A gdzie wybierasz się na studia? – zapytał, odchylając się w tył razem z krzesłem.

Od razu przypomniała sobie ten gest, na który zwróciła uwagę w Anabelli w pamiętny wieczór akcji z policją, kiedy obserwowała bawiącego się z kumplami bandziora.

– Uważaj, bo wywalisz się z tym krzesłem – ostrzegła go z powagą. – Strzelisz głową w kaloryfer i będę cię miała na sumieniu. Wybieram się na polonistykę.

Patrzył na nią z rozbawieniem, nie zmieniając pozycji.

– Bardzo dobry pomysł – ocenił. – Będzie z ciebie świetna polonistka.

– Nie powiesz mi, jak wszyscy, że to niepraktyczny kierunek? – zdziwiła się uprzejmie.

– Dlaczego niepraktyczny? Rzekoma praktyczność studiów nie zawsze przekłada się na udane życie zawodowe. Znam mnóstwo takich przypadków.

– No tak, masz już sporo życiowego doświadczenia – zauważyła ze złośliwą nutką w głosie. – O trzynaście lat więcej niż ja.

– Zgadza się – przyznał Pablo, wracając z krzesłem do normalnej pozycji. – I dlatego uważam, że polonistyka to fajny pomysł. Powinnaś studiować to, co lubisz, Lea.

– Moja rodzina jest innego zdania – westchnęła, przypominając sobie irytujące ją od dawna uwagi i obiekcje Wielkiej Triady.

– Nie podoba im się to?

Lodzia uśmiechnęła się.

– Mówiłam ci przecież, że im się w ogóle nie podoba sam pomysł mojego studiowania. Babcia zaakceptowałaby ewentualnie coś bardziej praktycznego, na przykład medycynę, ale polonistyka to dla niej strata czasu. A i tak najważniejsze, żebym była dobrą panią domu.

– Co do tego nie ma wątpliwości – zauważył, zerkając na nią porozumiewawczo. – Po tylu fachowych kursach nie może być inaczej. Ale przecież sama przed chwilą powiedziałaś, że jedno i drugie się nie wyklucza.

– Dla mnie nie, ale w ich przekonaniu owszem. Zbywają mnie za każdym razem, kiedy mówię o studiach. Jeden tata mnie rozumie, tylko że on niestety niewiele ma do powiedzenia.

– Poczekaj, Lea – powiedział łagodnie Pablo, pochylając się w jej stronę. – Przecież rodzina nie ma nic do tego. Wkrótce wychodzisz za mąż, więc życiowe sprawy, takie właśnie jak studia, będziesz omawiać z mężem, czyż nie?

Znów spokojnie sięgnął po szklankę i upił kolejnego łyka, zerkając na nią przy tym ukradkiem z łobuzerskim błyskiem w oku. Lodzia uśmiechnęła się lekko.

– Mąż nie będzie miał nic do gadania – oznajmiła, przybierając wyniosłą minę Mamusi. – Zgodnie z naszą rodzinną tradycją ma być uległym pantoflarzem.

Pablo parsknął śmiechem, krztusząc się przy tym lekko wodą, szybko odstawił szklankę na stół i popatrzył na nią z miną wyrażającą najwyższe rozbawienie.

– Uległym pantoflarzem! – powtórzył wesoło, sięgając po serwetkę. – Coraz lepiej. Dlaczego od razu nie powiedziałaś mi najważniejszego, mała intrygantko?

Lodzia spojrzała na niego z nieco urażoną miną.

– Wielu rzeczy ci nie powiedziałam i nie muszę – odparła, podnosząc dumnie głowę. – I nadal nie rozumiem, dlaczego mamy rozmawiać o tym na studniówce.

– Masz rację, może zatańczymy? – zaproponował swobodnie. – Zdaje się, że przegapiliśmy już ze dwa kawałki. Julia i Szymek już dawno tańczą.

– Dobry pomysł – podchwyciła, odkładając szybko swój widelec na stół.

Podnieśli się z krzeseł. Lodzia czuła, że Pablo nie spuszcza z niej zaintrygowanego wzroku. Parawan w postaci Karola jako narzeczonego działał wyśmienicie, uznała z satysfakcją, że na razie gra idzie jej perfekcyjnie, nic dodać, nic ująć, choć bandzior był bardzo mocnym i inteligentnym przeciwnikiem. Jednak czas był rzeczywiście na to, aby pójść potańczyć. Muzyka dudniła już rytmicznie na sali gimnastycznej, trzeba było korzystać z okazji, póki byli tu razem, jeszcze przez kilka godzin. Spojrzała na niego spod oka.

– To co, bandziorku? – zagadnęła wesoło. – Wywiniemy sobie rock’n’rolla?

– Jak każesz, gwiazdeczko – odparł z ukłonem. – Bandzior jest zawsze do twoich usług.

– No to na co czekasz? Ściągaj tę marynarę, gorąco ci będzie.

Posłusznie zdjął marynarkę i odwiesił ją na krzesło. Pozbył się też krawata, został tylko w białej koszuli, której kołnierzyk rozpiął sobie i rozluźnił pod szyją, po czym uśmiechnął się do Lodzi.

– No dobrze, kociaku – powiedział, patrząc na nią wzrokiem, który zawierał w sobie obietnicę lotu między planetami. – A teraz trzymaj się mocno, bo takiego rock’n’rolla jeszcze w swoim krótkim życiu nie widziałaś!

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział VII (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz