Lodzia Makówkówna – Rozdział VII (cz. 8)

– Ale super impreza! – powiedziała z satysfakcją Julka. – Wyszalałam się dzisiaj jak nigdy, dosłownie nóg nie czuję… Szymek, mów Pablowi, gdzie jechać, do ciebie mamy najbliżej.

– Wszystko już wiem – odezwał się spokojnym głosem Pablo. – Jeden z moich kumpli tam mieszka, znam drogę.

– Widzę, że na każdym osiedlu mieszka jakiś twój kumpel – zauważyła Lodzia, zerkając na niego spod swojego wielkiego kaptura.

– Tak mniej więcej – kiwnął głową. – I jeszcze ze dwóch za miastem. Jak się ma tyle lat, to i kumpli już się trochę zebrało – dodał, mrugając do niej żartobliwie.

– I wypiło się już z nimi morze piwa? – uśmiechnęła się.

– Morze? To mało powiedziane. Oceany!

Julka i Szymon parsknęli śmiechem.

– Rewelacyjnie tańczyliście – zagadnęła z uznaniem Julka. – Tego rock’n’rolla to odstawiliście jak na pokazie tańca, połowa naszej klasy więcej się na was gapiła, niż sama tańczyła.

Pablo i Lodzia wymienili porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechy.

– Oni wszyscy myślą, Lodziu, że przyszłaś z narzeczonym – dodał Szymon. – Ciągle były z tym jakieś jaja, nie, Jula? Obgadywali was na wszystkie strony, a my tylko się z tego śmialiśmy i nic im nie tłumaczyliśmy, bo po co? Skoro sami się nie zorientowali, że to ściema, to ich problem, niech sobie tkwią w błędzie.

– No właśnie, Lodźka, może przynajmniej Grzelo odczepi się od ciebie raz na zawsze – podchwyciła Julka. – Wreszcie dostał nauczkę i nabrał respektu, chociaż nie dam głowy, czy nadal nie będzie ci wyznawał na korytarzu szczerych uczuć! – zaśmiała się. – Moim zdaniem, to jest przypadek nieuleczalny, ale teraz jest szansa, że chociaż z pozoru trochę wyluzuje…

– Dobra, nie mówmy już o nim, Jula – przerwała jej Lodzia, zerkając z niepokojem na Pabla.

Miał teraz nieprzenikniony wyraz twarzy, w skupieniu patrzył na drogę.

– Słuchaj, a Karol poważnie sobie załatwił tę nogę? – zmieniła posłusznie temat Julka.

– Skręcił, chyba dość mocno – westchnęła. – Założyli mu rano gips, podejrzewam, że chodzenie na dwa czy trzy tygodnie ma z głowy.

– Kurczę, szkoda chłopaka – pokręcił głową Szymon. – Fajny gość, już go zdążyłem polubić…

– Ale z drugiej strony gdyby nie to, nie poznalibyśmy Pabla – zauważyła dyplomatycznie Julka. – To był w ogóle numer sezonu, Lodźka, szczęka mi opadła na wasz widok, że lepiej nie trzeba… Szymek gadał już z kolegami, żeby się tobą zajęli, a tu nagle ni stąd, ni zowąd taka niespodzianka. Chociaż mnie to już nawet nie dziwi, ty przecież zawsze coś wymyślisz.

– Wcale nic nie wymyślałam, to był przypadek – zaprotestowała z urazą Lodzia. – Prawda, bandziorku?

– Prawda, kochanie – uśmiechnął się Pablo.

– Nie spodziewałeś się takiego zaproszenia w ostatniej chwili, co? – zwróciła się do niego Julka.

– W żadnym wypadku – pokręcił głową. – Wręcz dawno nic mnie tak nie zaskoczyło… Zwłaszcza że otrzymałem je na trzy godziny przed imprezą wraz z kategorycznym rozkazem doprowadzenia się przez ten czas do stanu reprezentatywności, żeby nie przynieść damie wstydu nieodpowiednim strojem.

Szymon i Julka roześmiali się.

– No i to jest właśnie cała Lodźka! – zawołała Julka. – Ale co się dziwisz, ona jest od dzieciństwa specjalnie szkolona do tego, żeby twardą ręką rządzić facetami!

– Jula, daj spokój – upomniała ją Lodzia, rzucając jej przez ramię zniesmaczone spojrzenie.

– No co, przecież to prawda, a poza tym to jest śmieszne! – ciągnęła wesoło Julka. – Te wasze rodzinne tradycje… Właśnie opowiadałam Szymkowi o twoich kursach gospodarskich i treningu asertywności, sama nie zaprzeczysz, że boki z tego można zrywać!

– Trening asertywności? – podchwycił zaciekawiony Pablo. – A to w jakim celu? Jeszcze o tym nie słyszałem…

– To jest jej potrzebne do skutecznego trzymania przyszłego męża pod pantoflem – wyjaśniła mu Julka.

– Ach! – roześmiał się. – Oczywiście, nie pomyślałem o tym!

– Jula, przestań mnie kompromitować – rzuciła uprzejmym tonem Lodzia. – Trening asertywności był już lata temu.

– Ale skutki, jak widać, zostały – zaśmiał się Szymon. – Pablo, ja już mogę gdzieś tu wysiąść, tamten blok jest mój.

Zatrzymali się w słabo oświetlonej uliczce pod uśpionym o tej porze wieżowcem. Szymon pożegnał się i wysiadł z samochodu.

– Momencik – rzucił Pablo.

Zaciągnął hamulec ręczny i wysiadł za Szymonem, zostawiając włączony silnik. Przez chwilę rozmawiali jeszcze z ożywieniem przy samochodzie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział VII (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz