Lodzia Makówkówna – Rozdział VIII (cz. 10)

Zawirowali w tańcu na przepełnionym parkiecie, kolorowe światełka migały im po twarzach, rozświetlały błyskami ciemne oczy Pabla. Lodzia bez trudu rozpoznała scenę ze swego styczniowego snu… scenę tańca z wyższym od niej o głowę, nieznajomym mężczyzną. Wtedy nie mogła na niego spojrzeć w męczącej, sennej niemocy, dziś jednak miała pewność, że to był on – zrozumiała to już zresztą dużo wcześniej, na studniówce. I oto znów tańczyła w jego objęciach, z włosami splecionymi jego rękami… znów czuła tamto zdumienie, że bandzior jest przy niej tak blisko, że znów może czuć aurę jego elektryzującej obecności… Choć robiła wszystko, by ukrywać swoje uczucia, w głębi duszy była bezgranicznie szczęśliwa, że przyszła dziś do Anabelli, gdzieś w podświadomości szemrała jej myśl, że bez względu na to, co będzie dalej, tych niezapomnianych chwil nikt jej już nie odbierze…

– Masz cudowne włosy, Lea – powiedział z podziwem Pablo, kiedy tańczyli przy jakimś spokojniejszym kawałku. – Pierwszy raz w życiu widziałem coś takiego.

– Chciałam je kiedyś obciąć – uśmiechnęła się Lodzia. – Ale mama mi nie pozwoliła.

– I miała rację – odparł z przekonaniem. – Dotknąć nożyczkami coś tak pięknego byłoby zbrodnią przeciwko ludzkości. Nie wyobrażam sobie takiego barbarzyństwa.

– A jednak w praktyce takie długie włosy wcale nie są wygodne – odparła z przekorą. – Ich pielęgnacja zajmuje sporo czasu i wysiłku… Kiedyś pewnie i tak je obetnę.

– Mama ci pozwoli? – zapytał z niedowierzaniem.

– Nie będę jej pytać o zdanie! – obruszyła się Lodzia. – To prawda, że kiedyś musiałam słuchać się jej we wszystkim, ale teraz już jestem pełnoletnia i sama podejmuję takie decyzje!

– W takim razie mąż ci nie pozwoli – oznajmił Pablo z zawadiackim błyskiem w oku. – Wprawdzie wiem, że ma być uległym pantoflarzem, ale przecież będziesz musiała chociaż trochę liczyć się z jego zdaniem.

– Niby dlaczego mój mąż miałby mi zabraniać obciąć włosy? – spojrzała na niego z pobłażaniem. – Co to go może obchodzić?

– Jak to co, gwiazdeczko? – odparł, zniżając głos. – A może chciałby co wieczór czesać swoją syrenkę? Nie możesz być taka samolubna… Powinnaś zadbać o faceta i podarować mu czasami taką drobną chwilę przyjemności.

– Myślę, że to by mu się bardzo szybko znudziło – zauważyła z przekąsem. – Moja babcia twierdzi, że mężczyźni są gatunkiem bardzo niestałym, a jedynym sposobem, żeby jakoś sobie z nimi poradzić, jest trzymanie ich twardo pod pantoflem.

Pablo roześmiał się serdecznie.

– Twoja babcia ma bardzo ciekawe poglądy – pokiwał głową z uznaniem. – Nie powiem, że nie doceniam. Jej koncepcja jest może zbyt uproszczona, ale trudno odmówić jej pewnej racji… Pod warunkiem, że odpowiednio zdefiniuje się kluczowe pojęcia.

– A jakie są kluczowe pojęcia? – zainteresowała się Lodzia.

– Przede wszystkim pojęcie… hmm… męskiej niestałości – odparł, poważniejąc. – Babcia wie, co mówi, ale ja bym to mimo wszystko nazwał inaczej…

Muzyka umilkła, zatrzymali się na środku parkietu. Jakieś dwie mocno umalowane dziewczyny, które od jakiegoś czasu krążyły wokół tańczących, zaczepiając różnych znajomych, podeszły teraz bliżej i uśmiechnęły się do Pabla.

– Cześć, Pablo! – zagadnęła jedna z nich, rzucając mu spod oka zalotne spojrzenie. – Pozdrowienia dla naszego nadwornego przystojniaka!

Pablo skłonił uprzejmie głowę na znak pozdrowienia, ale nie odpowiedział. Obie dziewczyny roześmiały się, wyraźnie rozbawione tą powściągliwą reakcją, zerknęły z wymownym uśmiechem na Lodzię i poszły dalej, żartując między sobą. Lodzia spoważniała, ów drobny incydent sprawił bowiem, że w sercu poczuła lekkie ukłucie i przez chwilę zrobiło jej się jakoś tak… nieprzyjemnie. Szybko jednak skomponowała twarz i uśmiechnęła się beztrosko.

– Jak byś to nazwał, bandziorku? – podjęła przerwany wątek.

Pablo przyglądał jej się przez moment, jakby sam się nad czymś zastanawiał.

– Nazwałbym to… poszukiwaniem – powiedział powoli, z namysłem. – Może brzmi to cynicznie, zdaję sobie z tego sprawę… ale taka jest prawda. To jest etap, przez który mężczyzna musi przejść i świadomie go zakończyć, żeby nie był potrzebny ten, powiedzmy… środek dyscyplinujący, który twoja babcia nazywa tak uroczo trzymaniem pod pantoflem.

„Poszukiwanie!” – pomyślała kpiąco Lodzia. – „Ach, doprawdy, jak ty to pięknie nazywasz! Filozof się znalazł… Nadworny przystojniak z filozoficzną duszą i statystykami poszukiwań!”

– To bardzo ciekawa koncepcja – przyznała, rzucając mu ironiczne spojrzenie.

Popatrzył na nią z uwagą i jakieś łagodne światło zapaliło się w jego oczach.

– Tak po prostu jest, kochanie – ciągnął poważnym tonem. – Poszukiwanie oczywiście może zakończyć się bardzo szybko, niektórzy mają to szczęście. Inni muszą niestety czekać dłużej, a jeszcze inni nie doczekają się nigdy. Jednak kiedy komuś to się uda – zniżył nagle głos – kiedy może powiedzieć jak Archimedes… eureka, znalazłem!… z taką całkowitą, niepodważalną pewnością… wtedy nie trzeba środków zaradczych ani dyscypliny z zewnątrz.

– I wszyscy żyją długo i szczęśliwie – dokończyła Lodzia tym samym kpiącym tonem. – Ależ ty masz terminologię, Pablo! Jestem pod wrażeniem. Ciekawe, ile razy już byłeś tym Archimedesem? Bo przecież co to za problem powiedzieć co jakiś czas… tak na przykład ze dwa razy w tygodniu… eureka! A potem można sobie poszukiwać dalej…

Pablo drgnął lekko i przez chwilę przyglądał jej się tym samym chmurnym wzrokiem, jaki już kilka razy widziała u niego na studniówce, gdy była mowa o Karolu. Ale trwało to tylko kilka sekund. Powoli jego twarz zaczęła się rozpogadzać, a oczy coraz bardziej się rozjaśniały, znów nabierały światła.

– Mylisz pojęcia, gwiazdeczko – powiedział w końcu ciepłym, żartobliwym głosem. – Ale muszę po raz kolejny przyznać, że twarda z ciebie sztuka i materiał na świetną polonistkę. Tak czy inaczej kiedyś wszystko sobie wyjaśnimy… zobaczysz.

Odwróciła wzrok, uznając, że lepiej nie ciągnąć już tego śliskiego tematu.

– Muzyka wraca – uśmiechnął się swobodnie Pablo. – Straszny ścisk na tym parkiecie, ale może jeszcze zatańczymy, co, kociaku?

– Chętnie, bandziorku – odparła tym samym tonem. – To nam wychodzi zdecydowanie najlepiej!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział VIII (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz