Lodzia Makówkówna – Rozdział VIII (cz. 13)

Lodzia ukradkiem obserwowała Pabla. Jego zachowanie zmieniło się teraz całkowicie, swobodny wygląd i beztroski uśmiech znikły gdzieś bez śladu, a twarz przybrała wyraz najwyższego skupienia. Piotrek i Anita zachowywali się podobnie. Wszyscy troje z wytężoną uwagą przekładali powoli dokumenty, wczytywali się w niektóre fragmenty i wymieniali uwagami, kręcąc głowami z rosnącym niezadowoleniem. Wreszcie Piotrek zebrał z powrotem papiery do swojej teczki, po czym cała trójka zgodnie wstała od stolika i podeszła do przyjaciół.

– Niestety, musimy was opuścić – rozłożyła ręce Anita. – Lecimy na górę grzebać w paragrafach. Życzcie nam szczęścia, bo przy takim terminie trzeba nam go więcej niż rozumu…

– Jasne, lećcie – odparła uspokajająco Justyna. – Rozumiemy i trzymamy za was kciuki. Pablo, nic się nie martw, my już poodwozimy młodzież do domu, bierzemy to na siebie.

– Dzięki – rzucił krótko Pablo.

Zwrócił się następnie do Piotrka, coś do niego powiedział, ten zaś kiwnął tylko głową i wraz z Anitą ruszył śpiesznym krokiem w stronę wyjścia. Pablo podszedł do siedzącej wciąż na swoim miejscu Lodzi i nachylił się nad nią.

– Bardzo cię przepraszam, gwiazdeczko – powiedział cichym, poważnym tonem. – Kiepski ze mnie gospodarz, skoro muszę opuścić własnych gości, ale siła wyższa, nie mogę zostawić kolegów… Mamy cholernie ważną i pilną rzecz do rozwikłania.

– Oczywiście – odparła zdziwiona tym tłumaczeniem, podnosząc się odruchowo z krzesła. – Mną się nie przejmuj, bandziorku, jestem przecież z Julą i z Szymkiem. Biegnij do swoich ważnych spraw, nie musisz mi nic wyjaśniać…

– A numer telefonu? – przypomniał jej znacząco.

– Dam ci, przecież obiecałam. Tylko szkoda teraz czasu. Powiem Szymkowi, żeby ci podał, a on da mi twój, może tak być?

– Jasne – uśmiechnął się. – Co ja bym zrobił bez tego Szymka… Zadzwonię, Lea. Po weekendzie, jak już wyjdę z tego bagna i nabędę w pełni moje prawo dalszego znajomego do cotygodniowego telefonu.

– Okej – kiwnęła głową rozbawiona. – Ale leć już, Pablo, koledzy na ciebie czekają… Jeszcze raz dziękuję ci za te prześliczne niezapominajki.

– Nie ma za co, kochanie, to dla mnie sama przyjemność – odparł łagodnie, ujmując jej rękę i ściskając ją lekko – Trzymaj się, gwiazdeczko.

Mrugnął do niej porozumiewawczo, kiwnął ręką do siedzących przy stole kolegów i szybkim krokiem wyszedł z sali. Lodzia usiadła powoli z powrotem na swoim miejscu, po jego wyjściu czując dziwną pustkę… Majk tymczasem wrócił z piwem i słuchał relacji Justyny i Kajtka.

– No trudno – powiedział na koniec. – Każdy ma swoje sprawy. Zresztą Pabla zawsze mi stąd wyciągają, jak mają jakiś dym w robocie, to nie pierwszy raz. Piotrek twierdzi, że przy nagłych akcjach jest niezastąpiony.

– Ma czuja do kreatywnych rozwiązań – przyznał Kajtek. – Anitka też potrafi pogłówkować, o Jacku nie mówiąc. Dadzą radę we czworo. Mam nadzieję, że uda im się rozkminić sprawę przed terminem, ale i tak nockę mają w plecy.

– Zobaczcie, Pablo to ostatnio nigdy nie może z nami posiedzieć do końca – pokręciła głową Justyna. – Albo Piotrek wpadnie po niego, albo go policja zwinie…

Parsknęli śmiechem, spoglądając z sympatią na Lodzię, po czym Kajtek wrócił do rozmowy z Dominiką, Maćkiem i Asią, a Justyna dołączyła do Wojtka i wracających właśnie do stolika Szymona i Julki. Majk usiadł obok Lodzi na miejscu Pabla.

– No i widzisz, młoda, zostawił cię ten frajer – pokiwał głową. – Rzadko zdarza mu się porzucać w połowie partię ping-ponga, ale wygląda na to, że dzisiaj mają jakąś mocno awaryjną sytuację, więc musisz mu wybaczyć.

– Przecież nie przyszłam tu z nim – zauważyła stoicko Lodzia. – Jestem całkowicie niezależna, przyjechałam z Julą i z Szymkiem.

Majk nalał sobie piwa i zerknął na nią z uśmiechem.

– Ale bawiliście się dzisiaj razem. I słyszałem, że nawet na studniówkę go zabrałaś?

– Owszem – odparła beztrosko, bawiąc się końcówką warkocza. – To też była awaryjna sytuacja, tak się poukładały okoliczności… Karol skręcił tego dnia nogę i potrzebowałam kogoś na zastępstwo, a ponieważ akurat mieliśmy z Pablem kilka spraw do wyjaśnienia, zaprosiłam go, żeby mi towarzyszył przez ten jeden wieczór. Zresztą okazało się, że świetnie tańczy, więc tylko na tym zyskałam.

– Lubisz tańczyć? – zainteresował się Majk.

– Uwielbiam! Zwłaszcza walca. Mogłabym go tańczyć godzinami…

Majk drgnął na te słowa i jakiś przelotny cień przebiegł mu przez twarz. Dolał sobie jeszcze raz piwa do opróżnionego zaledwie w jednej trzeciej kufla i pociągnął z niego solidnego łyka. Po chwili znów uśmiechnął się z pełną swobodą.

– A powiedz mi, ten Karol… – zagadnął od niechcenia. – Tak się tylko zgrywacie, czy to na serio twój narzeczony?

Lodzia zerknęła na niego spod oka.

– Jeszcze nie całkiem, ale prawie – odparła z powagą. – Oficjalne zaręczyny mają być po mojej maturze i jego dyplomie, czyli pewnie w wakacje.

– Rozumiem – uśmiechnął się Majk. – To już bardzo niedługo. Co nie znaczy, że do tego czasu nie można sobie jeszcze trochę poszaleć, co? – mrugnął do niej znacząco.

Odpowiedziała mu kpiącym uśmiechem i wzruszyła lekko ramionami.

– Okej, nie wtrącam się w nieswoje ping-pongi – powiedział swobodnie. – Rozumiem, że sprawa jest jeszcze do dogrania. To powiedz mi w takim razie, gdzie wybierasz się na studia?

– Na polonistykę.

– No i super – pokiwał głową. – Bardzo wdzięczny kierunek.

– Tylko podobno niepraktyczny – uśmiechnęła się Lodzia.

– A czy życie składa się z samych praktycznych rzeczy? – zapytał filozoficznie Majk. – Każdy powinien robić to, w czym się dobrze czuje. Ja na przykład jestem wariat kwadratowy, a wiesz, co studiowałem? Nie zgadniesz. Praktyczny kierunek czyli ekonomię. Flaki mi się przewracały przez całe studia, teraz owszem, wiedza się przydaje, ale i tak pracuję po swojemu. Strugam głupa zawodowo i całkiem nieźle na tym wychodzę.

– Wszyscy mówią, że Anabella to jeden z najlepszych lokali gastronomiczno-rozrywkowych w mieście – przyznała z uśmiechem Lodzia. – Od razu widać, że to twoja pasja.

– Dzięki – odparł wesoło, odgarniając dłonią w tył swoją bujną czuprynę. – Rzeczywiście, to projekt mojego życia… Mam jeszcze kilka pomysłów na udoskonalenie firmy, ale na razie nie wyrabiam na zakrętach. Nie wiem, dlaczego doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, nie mogli dać trzydziestu dla równego rachunku?

Roześmiali się oboje. Majk jednym haustem dopił swoje piwo i wstał.

– Cóż, kochani, muszę lecieć – rozłożył ręce. – Czas zrobić kontrolę jakości na zapleczu.

– A my chyba też powoli już się ewakuujemy – powiedziała Justyna, podnosząc się od stołu. Pozostali również zaczęli się zbierać. – Dzięki, Majk, jesteśmy w kontakcie. To co, młodzieży, jedziecie z nami? Upakujecie się we trójkę z tyłu?

– Tak, chętnie – odparła grzecznie Lodzia. – Bardzo dziękujemy. Muszę tylko zabrać moje kwiaty…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz