Lodzia Makówkówna – Rozdział VIII (cz. 2)

– Jula, ja ci przecież mówiłam, że on się w tobie od dawna kocha – powiedziała z uśmiechem Lodzia. – I sama widzisz, jaki to jest fajny, poważny chłopak!

Siedziały we dwie w pokoju u Julki, wspominając i obgadując na wszelkie strony wydarzenia ze studniówki.

– Niby tak – odparła cicho Julka. – Ale ja nie jestem wcale pewna tego, co sama czuję. A z drugiej strony jakoś tak… nie wiem… nie umiałabym go skrzywdzić czy nawet zasmucić.

– I to chyba jasny znak, że wszystko jest na jak najlepszej drodze – zauważyła Lodzia tonem orzekającym. – Za parę tygodni nie będziesz świata widziała poza nim, a ja będę musiała wracać do domu sama, żeby wam nie przeszkadzać.

– E, spokojnie! – zaśmiała się Julka, mrugając do niej złośliwie. – Poszkodowana przecież nie będziesz, pojeździsz sobie czarnym volkswagenem! Widzisz, ile ci wyszło ze spławiania bandziora? Wiedziałam, że on się nie da tak łatwo wyeliminować. A właśnie! Powiedz mi… czy on, jak cię odwoził… to coś próbował? Wiesz, w tę stronę, co mówiłaś?

– Nie – pokręciła głową. – Ale to nic nie znaczy, Jula. On jest sprytniejszy, niż myślałam.

– A może mylisz się co do niego? – poddała ostrożnie Julka. – Bo mnie się wydaje, że to się tak łatwo nie skończy… Może z Karolem nic nie zaiskrzyło, ale jednak tamten wasz podwieczorek w listopadzie nie był taki całkiem do kitu. Ja od samego początku podejrzewałam, że ten bandzior w szafie to nie jest po nic, tylko mi zamydliłaś oczy, że stary i nijaki… A wcale nie! Że stary, to nie przeczę, ale za to przebojowy i wygląda bardzo do rzeczy. Idziesz w czwartek do Anabelli?

– Nie – odparła stanowczo Lodzia. – Przemyślałam to i postanowiłam, że nie pójdę, tym bardziej, że wcale mu tego nie obiecywałam. A wy z Szymkiem idziecie?

– Idziemy. Pablo ma Szymkowi jakichś ludzi przedstawić i on mnie bardzo prosi, żebym z nim poszła, więc się zgodziłam. Ale ty się nie wygłupiaj, Lodźka… Na serio nie chcesz iść z nami?

Lodzia pokręciła głową.

– Nie, Jula – powiedziała spokojnie. – Opowiesz mi, jak było, a ja posiedzę w domu i pouczę się do matury. Wystarczy mi chwilowo tych rozrywek. Postanowiłam rozpisać sobie plan na ferie, żeby nie zostawiać wszystkiego na marzec i kwiecień. Sama wiesz, że drugi semestr będzie ciężki. Chyba zacznę już ćwiczyć matmę, po kolei wszystkie działy. A potem historia i angielski.

– Ja też muszę matmę – westchnęła Julka. – Może po feriach wpiszemy się na drugie fakultety? Mela chodzi od grudnia z czwartą B i mówi, że ten ich Robokop fajnie wszystko tłumaczy.

– Wpiszemy się – obiecała Lodzia. – Ja się w ogóle wpiszę na wszystko, na co tylko się da… Może dzięki temu w domu mnie zwolnią chociaż z jednego kursu gospodarskiego.

Zadzwonił telefon Julki. Wyjęła go szybko i zerknęła na wyświetlacz.

– Szymek – szepnęła do Lodzi, która natychmiast dyplomatycznie podniosła się z krzesła.

– Pogadajcie sobie spokojnie, a ja w tym czasie skoczę do łazienki – odszepnęła.

Julka kiwnęła głową i odebrała połączenie.

„Mam nadzieję, że coś z tego będzie” – myślała Lodzia w drodze do łazienki. – „Szymek jest w niej zakochany po uszy, to widać gołym okiem, nawet sam fakt, że przyniósł jej tę różę… Co za szarmancki gest, zupełnie bym się tego po nim nie spodziewała! Na Juli też to zrobiło wrażenie, przecież widziałam… W tych czasach chłopaki rzadko wyskakują do dziewczyny z kwiatkami, to zbyt staroświeckie, podrywa się przez smartfona albo przez Internet. A to przecież nie to samo!”

Specjalnie zabawiła w łazience dłużej, żeby nie przeszkadzać Julce w rozmowie z Szymonem. Była pewna, że i tak uwolniła ją od swego towarzystwa na zbyt krótko, jednak kiedy wróciła do pokoju, Julka już czekała na nią, siedząc jak na szpilkach.

– Ileż ty tam wysiadujesz! – zawołała ze zniecierpliwieniem. – Słuchaj, Szymek dzwonił w twojej sprawie, muszę ci to natychmiast powiedzieć!

– W jakiej mojej sprawie? – zdziwiła się Lodzia.

– Pablo prosił go, żeby coś ci przekazać – uśmiechnęła się Julka.

– Pablo? – serce Lodzi zabiło mocniej.

– Podobno znalazł twoje rękawiczki u siebie w samochodzie.

– Moje rękawiczki?… Ach, no tak! – szepnęła w nagłym olśnieniu.

Dopiero teraz przypomniała sobie, że kiedy wsiadła do samochodu Pabla w drodze na studniówkę, zdjęła rękawiczki i położyła je sobie na kolanach. Wysiadając, zapomniała o nich, więc musiały spaść na podłogę auta, a kiedy wracali z balu, po ciemku nie było ich widać.

– I powiedział, że odda ci je w czwartek u Majka – dokończyła Julka, puszczając do niej wesołe oko. – Coś mi się wydaje, że jednak będziesz musiała z nami pójść.

Lodzia uśmiechnęła się z politowaniem.

– Jasne, ale się wysilił – wzruszyła ramionami. – Co za przewrotna intryga… szał po prostu. Na pewno będę lecieć do Majka, żeby odzyskać jakieś głupie rękawiczki! Niech Szymek mu powie, żeby je sobie zatrzymał na pamiątkę – zakpiła.

– Ale to nie koniec! – parsknęła śmiechem Julka. – On jeszcze kazał ci powiedzieć, że jeśli nie przyjdziesz w czwartek po rękawiczki, to on je osobiście odwiezie do ciebie do domu i wytłumaczy twojej mamie, skąd je ma.

Lodzia aż skamieniała z oburzenia.

– A to bydlak! – zawołała zbulwersowana. – Jeszcze mnie będzie szantażował!

– No, ale sama przyznaj, jaki spryciarz! – śmiała się Julka. – Wyobrażasz sobie, jaką minę miałaby twoja mama? Oj, Lodźka, nie wydziwiaj, co ci szkodzi pójść z nami w czwartek do Majka? Fajnie będzie, a matmy jeszcze zdążysz się pouczyć.

– Przecież dobrze wiesz, że nie chodzi o matmę – mruknęła Lodzia.

– No wiem, ale przecież będziemy razem, co się przejmujesz? – machnęła ręką Julka. – Wolisz ryzykować, że twoja mama dowie się, co wykręciłaś na studniówce?

– To byłby koniec świata – przyznała ponuro. – I tak boję się, żeby coś do niej nie dotarło, nie wiem, co on tam nagadał Bufonowi. Całe szczęście, że teraz są ferie i w najbliższym czasie nie ma żadnej wywiadówki… A najgorzej, że ten oprych gotów jest naprawdę zrobić to, co mówi, dla niego to przecież bułka z masłem. Nie, nie wyobrażam sobie, ja bym się chyba pod ziemię zapadła! A niech go… Że też musiałam zgubić te cholerne rękawiczki!

– Więc na drugi raz po prostu ich nie gub i będziesz miała spokój – uśmiechnęła się podstępnie Julka. – Ale w czwartek idziesz z nami, co?

– A mam inne wyjście? – fuknęła z irytacją Lodzia.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1)

Dalsze części:

Rozdział VIII (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz