Lodzia Makówkówna – Rozdział VIII (cz. 4)

Nim zdążyła zebrać myśli, aby skonstruować jakąś inteligentną odpowiedź, poprowadził ją w stronę, gdzie znajdowała się konsola Majka. W istocie leżały tam przygotowane jej zaginione rękawiczki. Pablo podał jej je szarmanckim gestem.

– Bardzo proszę, zguba szanownej pani – powiedział z uśmiechem.

– Dziękuję panu – burknęła, biorąc je z jego ręki.

Sięgnęła do swej niewielkiej torebki, aby upchnąć tam rękawiczki z zamiarem przełożenia ich później do kieszeni płaszcza. Pablo tymczasem przechylił się mocno przez blat konsoli i niespodziewanie wyjął zza niej… wielki bukiet niezapominajek.

– I jeszcze bukiecik dla mojej gwiazdeczki – oznajmił uroczyście, wręczając go z zamaszystym ukłonem zaskoczonej dziewczynie. – To na przeprosiny za ten brzydki szantaż.

Lodzia odruchowo, na wpół automatycznym gestem przyjęła kwiaty z jego rąk.

– Niezapominajki! – wyszeptała, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. – W lutym! Skąd ty je wytrzasnąłeś?

Pablo wyraźnie rozkoszował się jej bezgranicznie zdumioną miną.

– Na wszystko są sposoby, kociaku – zapewnił ją wesoło. – Przyznaję, że z różami byłoby łatwiej, ale ty przecież nie lubisz róż, bo kłują cię w paluszki.

Lodzia patrzyła na niego oszołomiona i zaniepokojona.

– Chyba zwariowałeś! Te kwiatki nie kwitną normalnie o tej porze roku… Przecież musiałeś na to wydać fortunę!

– Czyżby raziło to pilną uczestniczkę przedmałżeńskiego kursu rozsądnego gospodarowania domowym budżetem? – wyrecytował rozbawiony.

– Owszem – odparła poważnie. – Coś takiego kwalifikuje się jako niepotrzebny wydatek… jako szaleństwo!

– A uczą cię tam, na tym kursie, że są rzeczy, za które warto dać każde pieniądze? – zapytał beztrosko. – Jeśli nie, to kurs jest niepełny i szkoda zawracać sobie nim głowę.

Zaskoczona zarówno tym szalonym gestem, jak i samym faktem, że Pablo tak dobrze zapamiętał uwagę Julki na temat niezapominajek, choć ta wspomniała o nich na studniówce tylko mimochodem, Lodzia powoli odzyskała równowagę.

„Twardy zawodnik” – pomyślała z uznaniem. – „Wie, jak brać pod włos, pewnie ćwiczy takie numery regularnie. Cóż, proszę pana, ze mną się nie uda. Ale tak czy inaczej podziękować trzeba…”

Zatopiła na chwilę zmieszaną twarz w kwiatach, po czym podniosła znad nich na niego oczy… lśniące oczy o tym samym co niezapominajki, intensywnie błękitnym kolorze.

– Dziękuję ci, Pablo – powiedziała cicho. – Przyjmuję przeprosiny za szantaż. Uwielbiam niezapominajki…

– Słyszałem o tym – uśmiechnął się, wpatrując się w nią wzrokiem, w którym znów zatlił się znajomy płomyczek. – Pasują ci do oczu. Sama jesteś jak niezapominajka, więc łatwo było skojarzyć i zapamiętać.

Lodzia zadrżała pod jego świdrującym spojrzeniem. Uznała, że musi bezwzględnie zachować zimną krew.

– Łatwiej niż zwykle? – zapytała z przekorą. – Niezapominajki są rzeczywiście dość oryginalne, zwykle pewnie oblatujesz temat różami, prawda? Zawsze tak inwestujesz w swoje potencjalne ofiary?

Drgnął lekko na te słowa, ale po chwili uśmiechnął się i pokręcił powoli głową, błyskając złowieszczo oczami.

– Nigdy, proszę pani. Od razu wysysam z nich krew i zjadam serce na surowo.

Rzuciła mu pobłażliwe spojrzenie.

– Smacznego – odparła uprzejmie. – Jednak ze mną panu nie radzę, jestem trująca.

– Jak każdy narkotyk na dłuższą metę – pokiwał głową. – Trucizna w odpowiedniej dawce smakuje najlepiej… Nigdy jeszcze nie byłem uzależniony, więc wreszcie raz w życiu sprawdzę, jak to jest. Podobno nie da się z tego wyjść, cug trwa do samego końca.

– Marnego końca – zaznaczyła wymownie.

– O, w to nie wątpię! – zaśmiał się. – Z tobą łatwo nie jest! Zamykasz w szafach, wbijasz nożyczki w serce, nasyłasz gliny i pakujesz do aresztu. To tak na początek. Nietrudno przewidzieć, że koniec musi być marny. Ale cóż… zaryzykuję.

„Ależ to jest blefiarz!” – pomyślała Lodzia. – „Ciekawe, ile czasu zajmuje mu średnio rozpracowanie tematu. Pewnie niedługo… Ma gadane jak rzadko kto, a pomysły takie, że mucha nie siada. Już nie wiem, który raz mnie tak zaskoczył! I te jego oczy… Hipnotyzuje nimi jak kobra!”

– No dobrze, chodź, Lea, zostawisz sobie te kwiatki u Basi i poznasz moją szajkę – powiedział Pablo, prowadząc ją w stronę baru, gdzie znajoma kelnerka mieszała jakieś drinki. – Basiu, przechowasz nam bukiecik? Trzeba by go wstawić do wody.

– Jasne, nie ma sprawy – skinęła głową Basia, uśmiechając się do Lodzi i biorąc niezapominajki z jej rąk.

– Dzięki, zgłosimy się po to przed wyjściem.

Odwrócili się od baru w stronę sali, gdzie czekało już na nich całe towarzystwo. Pablo pochylił się lekko ku Lodzi i popatrzył na nią oczami pełnymi iskierek.

– Chodź, moja mała niezapominajko – powiedział niskim, aksamitnym tonem, który przyjemnie zawibrował w jej uszach. – Idziemy zadać im szyku.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział VIII (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz