Lodzia Makówkówna – Rozdział X (cz. 10)

– Kurczę, straszne to! – westchnęła Julka, przyglądając jej się z niedowierzaniem. – Tak to już z wierzchu zaczęło wyglądać… jak z bajki. Zamknęłaś w szafie bandziora, nasłałaś na niego policję, spotykaliście się co chwila przez przypadek, potem okazało się, że to nie żaden bandzior, tylko dziany adwokat z siecią kontaktów… normalnie jak współczesny książę na białym rumaku! W finale powinna wyjść z tego wielka miłość jak na filmie romantycznym…

Lodzia prychnęła kpiąco i popatrzyła na nią z politowaniem.

– On tak ci te włosy czesał, niezapominajki ci załatwił, potem przysłał ci te tulipany… – wyliczała Julka, kręcąc głową. – A na studniówce tańczyliście razem, jakbyście mieli jedną duszę… Wszyscy to widzieli!

Lodzia poczuła, jak ściska jej się serce.

– Gapi się na ciebie jak zaczarowany – ciągnęła w zamyśleniu Julka. – Szymka o ciebie wypytuje, załatwia mu różne rzeczy, a w zamian chce tylko wiadomości o tobie. I to wszystko byłoby wyłącznie po to, żeby zaliczyć kolejną sztukę? Straszne to, naprawdę… Ale ja ci wierzę, Lodźka – dodała, spoglądając na przyjaciółkę. – Okropnie to brzmi, ale ty na pewno wiesz, co mówisz, a ja byłabym ostatnią świnią, gdybym ci wmawiała, że jest inaczej.

– Jest, jak mówię – zapewniła ją Lodzia. – A poza tym wiesz, jaki ten skubaniec jest perfidny? Powiem ci do końca. Na studniówce mówiłam mu o Karolu, nawet był o to trochę zazdrosny…

– Aha, pamiętam – przyznała Julka.

– Ale potem zrobił sobie z tego sprytną gierkę i sam odgrywa przy każdej okazji mojego narzeczonego. Nawet sobie jaja robi przed kumplami.

– No, ale przecież na studniówce wszyscy właśnie tak myśleli – zauważyła Julka. – Prawie cała klasa dalej myśli, że to twój narzeczony…

– Tak, ale on to pociągnął po swojemu… tego się nie da opowiedzieć – pokręciła głową Lodzia. – Gdybym nie była od lat uodporniona na tematy matrymonialne i nie podchodziła do tego z humorem, to wiesz, jakie to by robiło na mnie wrażenie? Takiego cwaniaka jeszcze w życiu nie widziałam… Przejął moją własną broń i sam mnie nią atakuje. I to po mistrzowsku.

– Ale co on robi dokładnie? – zainteresowała się Julka.

– Najpierw mi się oświadczył…

– Co?! – wykrzyknęła Julka, wytrzeszczając na nią oczy.

– Spokojnie – uśmiechnęła się Lodzia, rozbawiona jej miną. – To był tylko taki żarcik. Sam się przyznał ostatnio, że tak tylko sobie gada. Wpadł na ten pomysł, bo mu ciągle nawijałam o Karolu, wiesz, chciałam mieć parawan… Więc wymyślił, jak obrócić to przeciwko mnie.

– Ale kiedy to było? – nie mogła wyjść z szoku Julka.

– Po studniówce, jak odwiózł mnie do domu – machnęła ręką Lodzia. – Ale to był tylko głupi żart, mówię ci przecież, nawet nie pytał mnie o zdanie, tak sobie po prostu chlapnął. No i teraz już przy każdej okazji blefuje na ten temat, jakieś aluzje robi, wiesz, wspólne życie planuje… Ostatnio nawet mnie w te żarty wciągnął. Zresztą zabawnie się z nim gada, byle trzymać dystans. A z drugiej strony przecież ja wiem, o co mu tak naprawdę chodzi – westchnęła. – Myślisz, Jula, że tego się nie czuje? Jakby Szymek raz tak na ciebie spojrzał, jak on się ciągle na mnie gapi, to byś mu od razu dała w pysk. No, przepraszam – zreflektowała się. – Przesadziłam, ich nie można nawet w teorii porównać, to jest zupełnie inna pneuma…

Julka przyglądała jej się przez chwilę w milczeniu.

– Szkoda mi cię, Lodźka, wiesz? – powiedziała poważnym tonem. – Ale ty sobie dasz radę, ja cię znam. Powiedz mi tylko… bo nie rozumiem. Skoro ty go tak dobrze prześwietlasz, widzisz te wszystkie jego gierki i wiesz, o co chodzi, to po jakiego diabła jeszcze to ciągniesz? Po co dalej się z nim spotykasz?

Lodzia westchnęła i nie odpowiedziała, wpatrując się w chodnik.

– Bo ja naprawdę nie rozumiem – ciągnęła Julka, rozkładając ręce. – Rozpracowałaś typa, jesteś o krok przed nim, nie dajesz się nabrać na te jego podchody… a rzeczywiście z wierzchu to wygląda imponująco. Taka twarda jesteś, że serio cię podziwiam. Ale po co ty z nim jeszcze trzymasz kontakt, przecież igrasz z ogniem!

– Wiem – odparła zgaszonym głosem Lodzia.

– Więc po co to robisz? – dziwiła się Julka. – Też ci się gierka spodobała, chcesz się pobawić z bandziorem w kotka i myszkę? Przecież to jest niebezpieczne!

– Wiem – powtórzyła Lodzia tym samym tonem.

– No to jak wszystko wiesz, to dlaczego dalej się wygłupiasz?

Lodzia popatrzyła na nią ze smutkiem.

– Bo ja go kocham, Jula – powiedziała cicho.

Julka spojrzała na nią ze zdumieniem i nagłym niepokojem. Na posmutniałej twarzy Lodzi odbijało się wzruszenie, jakiego przyjaciółka jeszcze nigdy u niej nie widziała…

– Cholera – powiedziała poważnie, przyglądając jej się ze współczuciem.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz