Lodzia Makówkówna – Rozdział X (cz. 2)

Podbiegła do nich Magda.

– Lodziu, dobrze, że jesteś! – zawołała zdyszana. – Chodź na dół na chwilę, portier cię szuka, jakaś pilna sprawa! Chodził tu i pytał o ciebie, obiecałam, że cię zawołam.

– Ale o co biega? – zdziwiła się Lodzia, zawijając odruchowo w folię swą niedojedzoną kanapkę i podnosząc się z podłogi.

– Nie mam pojęcia, ale chodź szybko, bo nie zdążysz przed dzwonkiem!

– Czekaj –  zastanowiła się. – Wczoraj zostawiałam u niego na przechowanie takie pudełko… Ale przecież zabrałam je potem, czyżbym przypadkowo coś tam jeszcze zostawiła? Dzięki, Madziu, już idę. Jula, pójdziesz ze mną?

Julka podniosła się posłusznie, a za nią zerwał się natychmiast i Szymon.

– Pójdziemy razem – zaproponował. – Wstawaj, Arek, potowarzyszymy koleżankom.

Wszyscy czworo zbiegli po schodach na parter i udali się na portiernię, gdzie sympatyczny, starszy portier natychmiast rozpoznał Lodzię i uśmiechnął się do niej promiennie.

– Szukał mnie pan? – zapytała grzecznie. – Pewnie czegoś wczoraj zapomniałam?

– Nie, dziecinko – odparł serdecznie. – Ale mam tu dla ciebie przesyłkę… przed półgodziną przynieśli z poczty kwiatowej.

Mówiąc to, wskazał na stojący pod oknem i zajmujący niemal połowę przestrzeni jego niewielkiej służbówki ogromny kosz przepięknych, kolorowych tulipanów artystycznie przetkanych zielonymi liśćmi. Pod Lodzią ugięły się nogi.

„Pablo!” – domyśliła się natychmiast. – „Boże… teraz to naprawdę przegiął!”

Spojrzała ze zgrozą na równie zaskoczoną Julkę i podeszła do imponującej, kwiatowej kompozycji, w którą wetknięty był podpisany jej nazwiskiem bilecik w niewielkiej, białej kopercie. Rozerwała ją drżącą dłonią i przeczytała kilka słów nakreślonych odręcznym, atramentowym pismem: Jeszcze raz dziękuję za to przepyszne ciasto, Lea. Mam nadzieję, że lubisz tulipany? Pablo.

Podniosła powoli głowę z mocno bijącym sercem. Przed sobą zobaczyła szerokie uśmiechy portiera oraz Szymona, Arka i Julki.

– Pablo oczywiście? – mrugnęła do niej Julka.

– Tak… zwariował chyba – wyszeptała z przestrachem.

– Zwariował, ale na twoim punkcie! – zaśmiała się Julka. – Co nie, Szymek? Ja nie mogę, ale ten bandzior daje czadu! Przysłał ci chyba największy kosz kwiatów, jaki oferują na rynku. Lodźka, mów, co chcesz, ty go naprawdę nieźle załatwiłaś! – dodała półglosem, schylając się do ucha przyjaciółki.

– Przestań, Jula – odparła bezradnie Lodzia. – To wcale nie jest śmieszne… Co ja mam teraz z tym zrobić? Dobrze, że przynajmniej nie wpadł na pomysł, żeby mi to wysłać do domu!

– A nie, tego by ci przecież nie zrobił! – śmiała się dalej Julka, odwracając się do Szymona i Arka. – Widzicie, chłopaki? Dobrze, że tu z nami zeszliście, pomożecie nam to gdzieś przetaszczyć.

– Nie ma sprawy – odparł Szymon, mocno rozbawiony całym zamieszaniem.

– Lodźka, gdzie to zabieramy?

– Nie mam zielonego pojęcia – pokręciła głową blada ze zdenerwowania Lodzia, spoglądając na portiera wzrokiem błagającym o ratunek. – Do domu przecież tego nie wezmę, musi zostać w szkole. Ale panu tu na pewno będzie przeszkadzało…

– No, dziecino, ja się tu z takimi kwiatami za nic nie pomieszczę – powiedział życzliwie portier. – Ale jeśli chcesz zostawić je w szkole, to postaw je w górnym holu przy oknie, tam, gdzie stoi fikus. Nikomu tam nie będą przeszkadzały. Ale piękne te kwiatuszki, ci powiem… od razu człowiekowi wiosenniej się robi, jak na nie patrzy. To od jakiegoś wielbiciela, co?

Julka, Szymon i Arek parsknęli śmiechem. Lodzia uśmiechnęła się grzecznie do portiera, po czym znów spojrzała na Julkę z niepokojem.

– No co się tak na mnie gapisz, Lodźka? – zaśmiała się Julka. – Pan ma rację, zabieramy to na górę i postawimy przy fikusie. Jak masz lepszy pomysł, to mów.

Lodzia westchnęła i zaakceptowała pomysł, nie bardzo nawet zastanawiając się nad alternatywą. Kosz tulipanów, wtaszczony ofiarnie na górę przez Szymona i Arka tuż przed dzwonkiem na lekcję, stanął w holu obok fikusa, budząc zainteresowanie przechodzących uczniów. Na szczęście zaczęła się już lekcja i korytarz powoli opustoszał, jednak nim minął polski, informacja o tym, że Lodzia dostała do szkoły kwiaty od narzeczonego ze studniówki, obiegła już pocztą pantoflową całą klasę.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1)

Dalsze części:

Rozdział X (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz