Lodzia Makówkówna – Rozdział XI (cz. 11)

– Weźmiemy dwie taksówki – oznajmiła Mamusia. – Do jednej w piątkę się nie zmieścimy, poza tym musi być wygodnie, mama potrzebuje powietrza przy tym swoim sercu.

– I jeszcze makowiec przecież bierzemy – przypomniała Ciotka Lucy.

– No właśnie, jeszcze ciasto. Więc Lodzia pojedzie z Mareczkiem, a my we trzy.

Lodzia i Tatuś spojrzeli na siebie porozumiewawczo, zadowoleni z tak korzystnej dla nich decyzji wyższej instancji.

– Tylko nie bierzmy tych z zielonym logo! – ostrzegła Ciotka Lucy. – Jak wracałyśmy ostatnio z Klocią od pana mecenasa, to trafiłyśmy na takiego nieprzyjemnego kierowcę, że obiecałam sobie, że już nigdy więcej od nich nie zamówię taksówki. Wiecie, jaki gbur? Zwrócił uwagę Kloci, że mu zabłociła podłogę! I to jakim tonem! A taka była pogoda, że lepiej nie mówić…

Lodzia nadal smarowała kanapkę masłem, skrupulatnie niwelując nożem wszelkie nierówności na powierzchni chleba. Tatuś przyglądał jej się uważnie zza stołu.

– Ano cóż, Lucy, teraz takie czasy nastały, że ludzie zachowują się jak nieokrzesane prymitywy – pokiwała głową Babcia. – A zwłaszcza mężczyźni! Młodzi chłopcy szczególnie. Widziałam ostatnio taką grupkę w sklepie… jak to się zachowywało, mówię wam… straszne!

– Na szczęście Karolek taki nie jest – zauważyła z ulgą Ciotka. – Dobrze wychowany, kulturalny… Mamy wielkie szczęście, że znalazłyśmy dla Lodzi taki skarb.

– To prawda – przyznała Mamusia, mierząc krytycznym wzrokiem poczynania Lodzi. – Dziecko, zjedzże już tę kanapkę, co ją tak smarujesz i smarujesz?

– A, daj jej spokój, Zosiu – ujęła się za Lodzią Babcia. – Dziecina nie ma apetytu, nic dziwnego, takie są rozterki zakochanego serca. Może potem na obiad coś zje?

Dalsza część śniadania upłynęła na dyskusji o przygotowaniach do wieczornej rewizyty u Karola. Po omówieniu planowanego stroju Lodzi Wielka Triada przystąpiła do ustalania własnych kreacji i wybierania koloru krawata dla Tatusia, po czym śniadanie oficjalnie zakończono i Lodzia z ulgą zabrała się za pomoc przy sprzątaniu ze stołu. Kiedy góra naczyń wylądowała już w zlewie, zgłosiła się do ich pozmywania, aby zająć się czymś neutralnym.

– A czemu to pudełko tutaj leży? – zapytała z niezadowoleniem Mamusia.

Babcia i Ciotka Lucy jak na komendę utkwiły wzrok w dużym, plastikowym pudełku na żywność, w które Lodzia tydzień wcześniej zapakowała sernik z brzoskwiniami, a które wczoraj rzuciła niedbale na parapet w kuchni, zanim poszła do siebie na górę.

– To Lodzia chyba przyniosła – zauważyła Ciotka Lucy.

– Tak, to po tym cieście sprzed tygodnia – potwierdziła grzecznie Lodzia.

– No to przecież trzeba to przepłukać i odłożyć na miejsce! – poinstruowała ją surowym tonem Mamusia. – Jeszcze pewnie tam jakieś stare okruszki zostały…

Wzięła pudełko do ręki i energicznym gestem zdjęła pokrywkę. W tej sekundzie wszystkie cztery, łącznie z Lodzią, aż podskoczyły, z pudełka bowiem wysypały się na podłogę kolorowe, wiosenne kwiaty… różowo-żółte stokrotki, fioletowe i żółte krokusy, białe konwalie, dość mocno już podwiędłe fiołki, a między nimi… błękitne niezapominajki! Niezapominajki, które wciąż jeszcze nie kwitły o tej porze roku!

– A to co takiego? – zdumiała się Mamusia. – Skąd tu się wzięły te kwiatki?

Lodzia w milczeniu, blada z wrażenia, osunęła się na stojące w pobliżu krzesło i siedziała nieruchomo, wpatrując się w kwiatowy dywan rozpostarty u jej stóp na kuchennej podłodze. Wielka Triada patrzyła na nią w wyczekiwaniu.

– Lodziu?

Pokręciła tylko głową, czując, że nie wydusi z siebie ani słowa, bo znów, jak wczoraj, w gardle czuła ścisk, a do oczu zaczynały jej powoli napływać łzy.

– Ona sama chyba nie wie – szepnęła Ciotka Lucy.

– Musi mieć jakiegoś wielbiciela w szkole – odszepnęła jej konspiracyjnie Babcia. – Żeby tylko nam nie mieszał szyków!

Mamusia przyglądała się z niezadowoleniem zarówno leżącym na podłodze kwiatom, jak i córce, która nagle zerwała się z krzesła, podniosła szybkim ruchem z podłogi jedną niezapominajkę i wybiegła z kuchni, rzucając się po schodach na górę. Zaskoczona Wielka Triada usłyszała tylko dobiegające z piętra głośne trzaśnięcie drzwiami.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz