Lodzia Makówkówna – Rozdział XI (cz. 7)

– Wiesz, Pablo, super się gada, ale chyba powinniśmy już zwolnić stolik – zauważyła Lodzia, dopijając wodę z cytryną, którą zamówili sobie do pizzy. – Co chwila ktoś tu zagląda i szuka miejsca, a my już dawno skończyliśmy jeść… Wypadałoby się usunąć, jak myślisz?

– Tak, zbierzemy się powoli – przytaknął Pablo, dając kelnerce dyskretny znak, że prosi o rachunek. – Jak ci smakowało, kochanie?

– Było przepyszne. Rzadko miewam okazję pójść na pizzę, u mnie w domu jedzenie na mieście to zbrodnia. A przecież czasem fajnie jest skosztować czegoś innego…

– Będziemy tu czasami zaglądać – obiecał z powagą. – Sprawdzimy też inne rzeczy z karty na naszych kolejnych tajnych randkach. Karta jest długa, więc liczę na częste spotkania.

– Z dalszymi znajomymi nie spotykam się za często – odparła przekornie Lodzia. – To nielogiczne, ten status na to nie pozwala.

Kelnerka przyniosła rachunek w eleganckim etui, Pablo podziękował uprzejmym skinięciem głowy i przechylił się lekko przez stół w stronę dziewczyny.

– Więc chyba czas, żebyś przyznała mi jakiś awans – powiedział ze znaczącym uśmiechem. – Rozumiem, że kolejny etap to bliski znajomy. Wyłożysz mi jego prawa?

– Status bliskiego znajomego wymaga przede wszystkim znacznie dłuższego stażu – odparła spokojnie Lodzia. – Jeszcze trochę ci brakuje.

– I widzisz, znowu jesteś dla mnie niesprawiedliwa – pokiwał głową. – Mam przecież dokładnie taki sam staż jak mój rywal, a w porównaniu do niego tak drastycznie ograniczasz mi prawa. Czuję się sfrustrowany.

– Sprawiedliwość to przecież rzecz względna – zauważyła. – Jesteś ode mnie o tyle lat starszy, co drugi dzień bywasz w sądzie i jeszcze się tego nie nauczyłeś?

Pablo roześmiał się, odkładając na stół etui, w które włożył w międzyczasie pieniądze.

– Twardy z ciebie kociak – powiedział wesoło. – Nawet wzniosła idea sprawiedliwości nie robi na tobie wrażenia! Ale mój awans to tylko kwestia czasu, prawda?

– Tego nie wiem – odparła oględnie. – Nie zapominaj, że to działa w dwie strony, oprócz awansu możliwa jest też degradacja.

– No nie, gwiazdeczko! – zaprotestował żartobliwym tonem. – Po tym wszystkim, co przez ciebie wycierpiałem, miałabyś sumienie strącić mnie z powrotem na poziom nieznajomego?

Lodzia uśmiechnęła się z przekorą, odłożyła na stół serwetkę i podniosła się z krzesła.

– Chodźmy już, bandziorku. Dziękuję ci za zaproszenie, było naprawdę bardzo miło.

Pablo również poderwał się od stołu.

– Wieczór przecież jeszcze się nie kończy, Lea… – zauważył, poważniejąc.

Ubrali się i wyszli na ciemną ulicę. Wieczór był zadziwiająco ciepły jak na początek marca, zwłaszcza w porównaniu do niedawnych mrozów. Śnieg prawie już stopniał, w powietrzu czuło się wilgoć i nieuchwytną zmysłami atmosferę nadchodzącej wiosny.

– To co, zarezerwujesz sobie sobotę siedemnastego, kochanie? – zagadnął Pablo. – Majk skrzyknął już prawie wszystkich, a to nie jest wcale proste. Wreszcie będzie szansa spotkać się na piwku po tym kołowrocie, bardzo chciałbym, żebyś i ty była.

– Pomyślę, Pablo – odparła ostrożnie. – Może gdyby Jula i Szymek też szli… ale sama to nie wiem.

– Szymka zaproszę jutro – zapewnił ją szybko. – Akurat będę się z nim widział.

– Idziecie na siłownię? – uśmiechnęła się.

– Skąd wiesz, mówił ci?

– Jula mi mówiła.

– Tak, wybieramy się we dwóch, nie lubię chodzić sam – przyznał Pablo. – Czasami chodzę Majkiem albo z Maćkiem, bo tę siłownię prowadzi ich kumpel z liceum, ale jakoś ostatnio nie możemy się dograć. Za to w weekend udało nam się z Maćkiem posiedzieć trochę nad projektem – dodał, spoglądając na nią spod oka.

– Nad jakim projektem? – zdziwiła się uprzejmie.

– Nad naszym, skarbie – odparł z tajemniczym półuśmieszkiem. – Pokażę ci go, możemy na to zerknąć w każdej chwili, nawet dzisiaj. Muszę z tobą skonsultować kilka spraw, Maciek wszystko mi rozrysował i wyliczył, ale i tak mam jeszcze wątpliwości w paru miejscach. Podobno wydziwiam i czepiam się, ale muszę przecież wiedzieć, za co płacę.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi, podstępny szachraju – pokręciła głową Lodzia, mierząc go podejrzliwym wzrokiem.

– Zobaczysz. Musisz pomóc mi podjąć kilka decyzji, bo po pierwsze ja nie na wszystkim się znam, a po drugie chcę, żebyś była w pełni zadowolona.

Lodzia popatrzyła z uwagą na jego szalbierską minę.

– Widzę, że mojemu osobistemu wariatowi znowu się pogorszyło – pokiwała melancholijnie głową. – Pizza chyba też mu nie służy, tak jak te batoniki…

Pablo roześmiał się.

– Rzeczywiście, coraz gorzej z nim – przyznał. – Chyba już nie ma dla niego ratunku.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XI (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz