Lodzia Makówkówna – Rozdział XII (cz. 2)

Plan rewizyty, ustalony już wcześniej przez telefon między dwiema kandydatkami na teściowe, zakładał wspólny podwieczorek, a następnie spokojną pogawędkę między starszymi przy lampce wina w salonie i pozostawienie młodych samych w przyległej jadalni. Podstępny ów projekt spotkał się z przychylnością zarówno Lodzi, jak i Karola, którzy ku radości swych swatek aż rwali się do tego, by porozmawiać ze sobą na osobności. W związku z tym uspokojona nieco po porannych wydarzeniach Wielka Triada zajęła się dystyngowaną konwersacją, od czasu do czasu rzucając tylko kontrolnie okiem w stronę jadalni, gdzie młoda para rozmawiała żywo, siedząc na wąskiej sofie pod ścianą.

Karol nie miał już gipsu na nodze, wyglądał zupełnie normalnie, choć jego twarz zdradzała nietypowe dla niego zamyślenie i rozkojarzenie. Lodzia przypomniała sobie, że podobnie roztargniony był już w styczniu, na ich ostatniej wspólnej lekcji tańca.

– Wiesz, Lodziu, bardzo chciałem z tobą porozmawiać – powiedział poważnie, kiedy zajęła miejsce obok niego i wymienili się standardowymi grzecznościami.

– Ja z tobą też – odparła równie poważnie.

– Już dawno się nie widzieliśmy, a przez telefon to jakoś tak nie bardzo – ciągnął Karol, przyglądając się jej badawczo. – Sama widzisz, co one nam tu smażą we cztery.

– Widzę – pokiwała głową, spoglądając na niego z filuternym uśmiechem. – Podejrzewam, że właśnie dyskutują nad datą naszego ślubu, bo termin zaręczyn już prawie ustaliły.

– No właśnie! – parsknął śmiechem Karol. – A co my na to?

– Nie wiem jeszcze. Ale oboje chyba rozumiemy… że najlepiej będzie, jeśli w tej kwestii będziemy działać w pełnym porozumieniu.

Karol pokiwał głową z satysfakcją.

– Też tak sądzę – powiedział z powagą. – I powiem ci, że to już przestaje być śmieszne… Na początku myślałem, że ten ich plan matrymonialny to był tylko taki żart, mamie bardzo zależało, żebyśmy się zapoznali, więc dla mnie żaden problem… zresztą nie żałuję, dużo fajnych rzeczy z tego wyszło. Ale nie sądziłem, że to pójdzie w taką stronę. I to w takim tempie! Nie chcę się kłócić z mamą, na razie staram się być dyplomatyczny, ale w końcu nie wytrzymam i pęknę. Odkąd zgadała się z twoją mamą, wiszą godzinami na telefonie i planują nam przyszłość, wiesz, o czym mówię… A ja w dodatku byłem uziemiony w tym nieszczęsnym gipsie, więc musiałem tylko w kółko o tym słuchać, nawet z domu wyjść się nie dało.

– Przegwizdane – przyznała ze współczuciem Lodzia.

Przez głowę przebiegła jej myśl o tym, w jak zupełnie inny sposób ona spędziła ten czas, kiedy on tkwił w domu ze skręconą nogą.

– Wiesz coś o tym, nie wątpię – uśmiechnął się Karol. – Masz ich w końcu na głowie aż trzy. I naprawdę cię podziwiam, nie wiem, jak ty to wytrzymujesz. Przecież taka normalna, równa z ciebie dziewczyna! Aż się dziwię, że zachowałaś zdrowy rozsądek w takiej zwariowanej rodzinie. No, ale powiedz mi, Lodziu… jak ty to widzisz generalnie?

Lodzia pokręciła głową w zamyśleniu.

– Nie mam żadnego naprawdę dobrego pomysłu. Jedyne, co mi przyszło na myśl, to zrobić przedstawienie. Wiesz, scena zerwania… potem rozpacz, foch, co tam wyjdzie. No, ale to by mogło zadziałać głównie z mojej strony, gdybyś ty ze mną zerwał. Dla ciebie to już by nie było takie wygodne, bo musiałbyś tłumaczyć się przed komisją ze swojego okrucieństwa.

– W ostateczności mogę się poświęcić – mruknął Karol, wzruszając ramionami. – I tak będą z tego cyrki, to pewne… Słuchaj, a może po prostu powiedzmy im, że nic z tego? Jak zrobimy to razem, bez scen, na spokojnie, to może jakoś rozejdzie się po kościach?

– Nie rozejdzie się – zapewniła go Lodzia. – Będzie mega awantura, że tak późno mówimy, że one zainwestowały tyle wysiłku, a my sobie jaja z nich robimy. Już chyba lepsza ta sfingowana kłótnia i dramatyczne zerwanie, to się przecież często zdarza w życiu.

– A jak będą chciały nas godzić? – zaniepokoił się Karol. – Podejmą się mediacji między skłóconymi zakochanymi i znowu będzie jazda…

Popatrzyli po sobie ze zgrozą i oboje prychnęli śmiechem.

– Coś trzeba w każdym razie postanowić – uznała stanowczo Lodzia. – Na razie mamy do wyboru albo załatwić sprawę od ręki i od razu wywołać awanturę, albo dalej strugać wariatów i mieć chwilowo święty spokój. Do końca kwietnia nie będą się przecież czepiały. Powiem ci szczerze, że ja osobiście wolałabym święty spokój. Mam dużo nauki do matury i jeszcze różne inne problemy… Awantury mi do szczęścia niepotrzebne.

– A wiesz, że ja chyba też wolę ten święty spokój? – zastanowił się Karol. – Mam teraz taką sytuację, że przyda mi się trochę oddechu od domowych scen. Muszę ponadrabiać zaległości na uczelni, przecież przez dwa tygodnie nie było mnie na zajęciach… A po świętach coś pomyślimy, jest jeszcze czas. Najważniejsze, że dogadaliśmy się między sobą.

– Dokładnie – uśmiechnęła się Lodzia. – To było kluczowe, z resztą sobie poradzimy.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1)

Dalsze części:

Rozdział XII (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz