Lodzia Makówkówna – Rozdział XIII (cz. 10)

– No nie, ja się tej matmy nigdy nie nauczę! – oznajmiła Julka, rzucając zeszyt na biurko Lodzi. – Kiedy już mi się wydaje, że rozumiem, za chwilę okazuje się, że coś robię nie tak. Albo jakiś głupi błąd się wkradnie. Na maturze to cud będzie, jak ja przez to przejdę…

– Przejdziesz, Jula, nie martw się – zapewniła ją uspokajająco Lodzia.

Sięgnęła po szklankę z wodą i upiła łapczywie kilka łyków, gdyż dziś ciągle było jej dziwnie sucho w gardle. Siedziały obie w jej pokoju i usiłowały powtarzać matematykę, rozwiązując zadania na czas. Był piątkowy wieczór, nad zadaniami spędziły całe popołudnie, a o osiemnastej po Julkę miał zajrzeć Szymon, więc właściwie czekały już tylko na jego smsa.

– No nic, dajmy już spokój tej matmie – westchnęła Julka. – Nie mam do tego głowy.

– Gdzie idziecie z Szymkiem? – zagadnęła Lodzia.

– Na miasto coś zjeść, a potem do kina. Coś fajnego podobno grają, chociaż ja się boję, że jeśli wszystkim film się podoba, to mnie się nie spodoba na pewno. Zawsze tak jest.

– Ej, no przecież nie idziesz do kina na film! – zaśmiała się przekornie Lodzia.– Gdybyś szła sama albo ze mną, to co innego, ale to jest w końcu randka, więc czy to ważne, na co idziecie?

– Lodźka, nie czaruj – uśmiechnęła się Julka. – Ty lepiej pilnuj siebie, co? Ja się cały czas zastanawiam, jakie jaja jutro będą z Karolem, przecież Majk na nim suchej nitki nie zostawi… A Pablo też głupi nie jest, po coś go przecież tam zaprosił.

– Uknują coś na pewno – przyznała spokojnie Lodzia. – Ale ja się tym nie przejmuję, oni nie mają pojęcia, jaki mam układ z Karolem. Damy sobie radę, nie bój się.

– O to akurat najmniej się boję – zapewniła ją Julka. – Ty jesteś lepszym komandosem niż niejeden facet! O, czekaj… jest sms od Szymka! Lecę, Lodźka!

Lodzia odprowadziła przyjaciółkę pod furtkę, przywitała się z Szymonem, ustalili jeszcze kilka szczegółów co do jutrzejszego wyjścia (Szymon z Julką mieli jechać wcześniej do centrum, żeby pochodzić razem po sklepach, zaś Lodzia miała dojechać z Karolem bezpośrednio do Anabelli), po czym wróciła do domu, czując, że zaczyna ją boleć głowa.

– Lodziu, może byś coś zjadła? – zapytała życzliwie Ciotka Lucy, zatrzymując ją przy schodach. – Chodź na kolację, drogie dziecko, akurat Mareczek przyszedł, siądziesz sobie z nim w kuchni i zjecie razem.

Lodzia pomyślała, że może rzeczywiście głowa pobolewa ją z głodu, uśmiechnęła się więc i przyjęła propozycję. Zasiadła w kuchni naprzeciwko Tatusia, jak zwykle wymieniając z nim serdeczny, porozumiewawczy uśmiech.

– Siadaj, Lodzieńko – powiedziała Ciotka, stawiając przed nią talerz i kubek. – Bierz sobie chlebek, tu jest masło, co ci nalać do picia?

– Ciociu, ja się chyba tylko wody napiję – odparła niepewnie Lodzia. – Jakoś tak mi sucho w gardle…

– Za dużo gadałyście z Julką – zauważył Tatuś. – Trajkoczecie bez przerwy jak dwie sroczki, każdemu by od tego w gardle zaschło.

– Ta twoja Julcia spotyka się z jakimś kawalerem – zauważyła Ciotka, siadając na krześle obok Lodzi. – Widziałam przez okno… przypadkiem oczywiście… że przyszedł po nią jakiś chłopiec. To z waszej szkoły?

– Aha – uśmiechnęła się Lodzia, popijając wodę. – Z sąsiedniej klasy, ma na imię Szymek.

– Z wyglądu bardzo miły się wydaje – orzekła Ciotka Lucy. – Prawie jak nasz Karolek…

Do kuchni dziarsko wkroczyła Mamusia.

– Mareczku, po kolacji zajrzyj jeszcze do ogródka, jedno drzewko się nadłamało, coś z tym trzeba zrobić – powiedziała do Tatusia, który pokiwał posłusznie głową na znak, że wykona polecenie. – Wiatr dzisiaj taki od rana, że wyjść z domu się nie da. Widzicie, taka to wiosna… Lodziu, ty strasznie blada ostatnio jesteś, zjadłaś coś, dziecko?

– Znowu nic nie je – westchnęła Ciotka. – Ale co się dziwisz, Zosiu, zakochani żyją samym powietrzem, tak to już jest w tym stanie… I tyle nowych wrażeń jeszcze ją czeka!

– O, to prawda – przyznała Mamusia, siadając przy stole i sięgając po pieczywo. – Sprawy się krystalizują, musimy jeszcze tylko porozmawiać konkretniej o warunkach. Ja już zapowiedziałam Emilii, że młodzi po ślubie zamieszkają u nas, trzeba tylko dograć do końca sprawy finansowe.

Lodzia spojrzała na nią z politowaniem, ale nic nie powiedziała, nalała sobie tylko wody do szklanki i znów pociągnęła łyka, starając się ugasić dręczący ogień w gardle.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XIII (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz