Lodzia Makówkówna – Rozdział XIII (cz. 7)

Wróciła do stolika witana zaintrygowanymi spojrzeniami czwórki kolegów Karola. Stojący ciągle w tym samym miejscu Majk uśmiechnął się do niej porozumiewawczo.

– To co, Lodziu, będziesz piła tę whisky, czy mam ją zabrać z powrotem?

– Zabieraj! – roześmiała się. – Ja tego świństwa i tak bym do ust nie wzięła!

Majk pokręcił głową ze śmiechem, postawił obok nienaruszonej whisky pusty talerz po obiedzie Lodzi, podniósł tacę i ukłonił się przed nią zamaszyście.

– Zgodnie z rozkazem, gwiazdeczko – powiedział, mrugając do niej wesoło. – Gdybyś życzyła sobie czegoś jeszcze, cała moja ekipa jest nieustannie i bezwarunkowo do twoich usług. No, trzymajcie się – dodał, podtrzymując tacę ramieniem, żeby podać rękę Kubie, a potem pozostałym. – Muszę biec na tę moją inspekcję, bo mi tam zaraz anarchia wybuchnie na zapleczu… Do następnego, Lodziu! Będziesz w sobotę?

Kiwnęła głową z uśmiechem.

– Świetnie! – zawołał. – No to czołem wszystkim!

I poszusował szybkim krokiem w stronę baru, unosząc ze sobą tacę.

Lodzia jak gdyby nigdy nic usiadła na swoim krześle, nalała sobie wody i podniosła szklankę do ust. Wszyscy przypatrywali jej się, jakby widzieli ją po raz pierwszy w życiu, jedynie na twarzy Karola figlował lekki uśmiech. Upłynęło kilkanaście sekund idealnego milczenia… Lodzia upiła dwa łyki wody, odstawiła szklankę na stolik i powiodła wzrokiem po swoich towarzyszach.

– I co się tak na mnie gapicie? – zapytała spokojnie. – Coś jest nie tak?

– Skąd znowu – uśmiechnął się Kuba. – Wszystko gra. Po prostu zaskoczyły nas dzisiaj twoje rozległe znajomości… i twoja niekwestionowana pozycja w środowisku.

Dziewczyny i Janek roześmiali się.

– Chyba będziecie mieć z Karolem do pogadania, co? – zauważył niewinnie Janek.

– Racja – przyznała Lodzia, spoglądając porozumiewawczo na Karola. – Bez tego się nie obędzie. Może zresztą od razu przesiądziemy się do innego stolika i pogadamy sobie na spokojnie? Co o tym myślisz?

Karol kiwnął akceptująco głową i oboje przenieśli się do zwolnionego właśnie stolika bliżej ściany. Kiedy tylko zajęli miejsca, chłopak z uśmiechem pochylił się w jej stronę.

– Widzę, Lodziu, że prowadzisz na boku bogate życie towarzyskie – zauważył żartobliwie. – W domu chyba nic o tym nie wiedzą, co?

– No coś ty! – roześmiała się. – Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby się dowiedziały? Murowana awantura na całą galaktykę!

– Nawet nie próbuję sobie tego wyobrażać – pokręcił głową, przyglądając jej się z zafascynowaniem. – Ale powiem ci, że cicha woda z ciebie… Nigdy bym się nie spodziewał, że potrafisz tak dawać czadu! Nie mówiąc już o tym, że nie miałem pojęcia, na co się narażam jako twój oficjalny towarzysz! – zaśmiał się lekko.

– Nic ci nie groziło – zapewniła go spokojnie.

– Raczej nie – przyznał. – Ale naprawdę był jeden moment, na samym początku, kiedy poczułem się niepewnie… Facet spojrzał na mnie takim wzrokiem, że bazyliszek to przy nim cienki Bolek. Jeszcze nigdy nie byłem tak blisko ryzyka, że zarobię w zęby. I to za niewinność…

– Co chciał od ciebie? – zapytała Lodzia, patrząc na niego uważnie.

– Nic takiego. Wymieniliśmy parę grzeczności, powiedział, że dziś nie ma czasu na dłuższą rozmowę i zaprosił mnie z tobą na sobotę na jakąś imprezę… tu, do Anabelli. Nic nie mówiłem przy wszystkich, zresztą nie wiem, czy w ogóle pójdę, najlepiej ty zadecyduj. W każdym razie pogadaliśmy na spokojnie i bez fajerwerków. To jakiś bardzo kulturalny facet.

Lodzia uśmiechnęła się z rodzajem dumy.

– Tylko chyba sporo od ciebie starszy, co? – mrugnął do niej.

– Jest w wieku Majka – wyjaśniła neutralnym tonem. – Miesiąc starszy. Mają po trzydzieści dwa.

– No, tyle bym mu dał mniej więcej. On też jest z branży gastronomiczno-rozrywkowej?

– Nie, z prawniczej. Jest adwokatem, mają tu na górze kancelarię.

– Aha – pokiwał powoli głową Karol. – Rozumiem. Rzeczywiście wygląda na kogoś takiego… Ale wiesz, co, Lodziu? – popatrzył na nią z zastanowieniem. – Nie pytałem cię nigdy o nic, bo nie wtrącam się w twoje sprawy, tak jak ty nie wtrącasz się w moje. Jednak chyba pewne rzeczy musisz mi powiedzieć… Tylko tyle, żebym wiedział, jak z nim gadać. Skoro ten Pablo… ciekawe imię swoją drogą… chce ze mną dłużej porozmawiać, to na pewno będzie wypytywał o ciebie. Masz dla mnie jakieś wskazówki, jak powinienem się zachować?

– Sama nie wiem – westchnęła. – Nie mam pojęcia, co on kombinuje. To bardzo mocny przeciwnik.

Karol spojrzał na nią z mieszaniną zdziwienia i zaciekawienia.

– Przeciwnik? – powtórzył z niedowierzaniem. – Czyli to jest jakaś walka? Nie gniewaj się, Lodziu, ale byłem przekonany, że grasz z nim w jednej drużynie…

Lodzia uśmiechnęła się smutno.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XIII (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz