Lodzia Makówkówna – Rozdział XIII (cz. 8)

– Bo wiesz, mnie nawet dzisiaj tak bardzo nie zdziwiło, że go znowu zobaczyłem – ciągnął ostrożnie Karol. – Chyba tylko my we dwoje widzieliśmy to aresztowanie, oprócz tamtych, co z nim wtedy byli oczywiście. A ten gliniarz… ja dopiero teraz skojarzyłem, że to był gliniarz… więc ten gliniarz najpierw gadał z tobą, to przecież ty mu go pokazałaś. Ty jesteś tą osobą, o której mówił Majk. Nie wiem, o co chodziło z tą szafą, co tam było wcześniej… Ale ja od razu miałem wrażenie, że to nie jest powierzchowny kontakt, widziałem, jak na siebie patrzyliście… Nie gniewaj się, że to mówię, Lodziu, po prostu chcę zrozumieć, o co chodzi. On był dzisiaj ewidentnie o mnie zazdrosny, chociaż zachowywał się bez zarzutu. A przed tobą to mało nie upadł na kolana!

Lodzia pokręciła głową z westchnieniem.

– Swoją drogą, jak pomyślę, że kazałaś policji aresztować takiego adwokata… – roześmiał się Karol. – Ciekaw jestem, jak ty to zrobiłaś, przecież tam cała ekipa przyjechała specjalnie po to, żeby go zwinąć! No, ale nie będę dopytywał, kiedyś mi może sama opowiesz… Ja już od jakiegoś czasu wiem, że na ciebie nie ma mocnych, ale tamto to musiały być wyjątkowe jaja. Już rozumiem, dlaczego Majk tak cię lubi… zresztą ten numer z whisky też był dzisiaj pierwszorzędny, ja sam dałem się nabrać.

– To Majk mnie sprowokował – uśmiechnęła się Lodzia. – Ciągle mi dokuczał, więc skoro chciał się powygłupiać, to bardzo proszę.

– Niezła z ciebie urwiska! – pokręcił głową Karol. – Niechby twoja mama dowiedziała się, co ty wyprawiasz po szkole! No, ale tak czy inaczej… – dodał, poważniejąc. – Wszyscy widzieli, jak ten adwokat cię traktuje, Majk wcale nie przesadził z tą królową. Patrzył na ciebie jak na jakieś bóstwo… Powiem szczerze, że nie bardzo rozumiem, gdzie tam jest jakaś gra.

Lodzia uśmiechnęła się lekko, bawiąc się końcówką warkocza.

– Może jesteś zbyt… uczciwy, żeby to rozumieć? – powiedziała cicho.

Karol przyglądał jej się przez chwilę z uwagą, jakby zaskoczony, po czym wyprostował się nieco na krześle i pokiwał głową.

– Okej, chyba wiem, o co chodzi – powiedział powoli. – Rozumiem, Lodziu. W porządku, będę już mniej więcej wiedział, jak z nim gadać.

– Tylko nie bądź dla niego niemiły – poprosiła, czując nagły, bolesny ścisk w sercu.

– No skąd! – uśmiechnął się. – Przeciwnie, będę bardzo miły i uprzejmy. Tylko już rozumiem, czego mam nie wychlapać. Ale powiedz… naprawdę nie masz dla mnie żadnych konkretniejszych wskazówek? Mam wobec ciebie dług wdzięczności, poza tym trzymamy wielką sztamę. Jeśli potrzebujesz przykrywki…

– Nie, Karol, ja nie chcę cię wciągać w żadne takie intrygi – zaprotestowała stanowczo Lodzia. – Poradzę sobie sama, nie martw się. Po prostu postaraj się być neutralny i nie mów mu o mnie za wiele… Jeśli będę chciała, żeby coś wiedział, sama mu to powiem.

– Jasne – kiwnął głową Karol. – Możesz na mnie liczyć. A co z tą sobotą?

– Jeśli się zgodzisz, to ja bym chciała, żebyśmy poszli – odparła Lodzia po krótkiej chwili zawahania. – I tak już tyle o mnie wiesz, że to chyba nie ma znaczenia… Wystarczy, że niczemu nie będziesz się dziwił i o nic mnie wypytywał. A korzyść będzie wymierna, nasze mamy będą miały z tego pożywkę na kolejne tygodnie. W końcu aż miło popatrzeć, jak kwitnie nasze romantyczne uczucie!

Roześmiali się oboje.

– W porządku, umowa stoi – zgodził się Karol. – Obiecuję, że niczemu nie będę się dziwił, zresztą mogę ci się nawet przydać w razie czego… Do zaręczyn możemy się przecież jeszcze trochę pozgrywać.

– A właśnie! – podchwyciła Lodzia. – Mamy już datę, wiesz? Ostatnia sobota kwietnia, dwudziesty ósmy. Już to podobno ustaliły z twoją mamą.

– Wariatki! – szepnął ze zgrozą Karol. – No, ale dobrze, lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć… I tak będą z tego jaja jak balony – machnął ręką. – A powiedz mi, bo już przez to wszystko zgłupiałem… co robimy z tym dzisiejszym kinem? Nadal chcesz iść z nimi na dziewiętnastą do „Bajki”?

– A czemu nie? – wzruszyła ramionami. – Przecież już to ustaliliśmy z twoimi kolegami. Oni nam się ciągle przyglądają, zerknij sobie dyskretnie… Pewnie dziwią się, że coś mało spektakularna ta twoja scena zazdrości. To jeszcze im dołóżmy i idźmy razem do kina, jak przystało na zgodną, zakochaną parę!

– Okej – roześmiał się Karol. – Wiesz co, Lodziu? Ja cię naprawdę bardzo lubię!

Uśmiechnęła się do niego promiennie.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XIII (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz