Lodzia Makówkówna – Rozdział XIV (cz. 10)

Niespokojny sen szarpie ją i dręczy, przed oczami przesuwają się męcząco sceny, które w taki czy inny sposób wyryły jej się w pamięci.

Awantura o dżinsy na początku liceum. Zawsze musicie ze mnie robić jakiegoś koczkodana! – to jej własny głos. – Nigdy nie mogę być normalna! Co za dom wariatów…

Potem postać Julki i biegnące za nią spojrzenie Szymona. Jula, przecież on się w tobie kocha! Nie zmarnuj tego… I rozmyty głos Julki. Lodźka, daj mi spokój… lepiej pomóż mi wpiąć tę różę

– Tak, śpi – rozlega się cichy głos pielęgniarki, Lodzia ma wrażenie, że czuje dotyk chłodnej dłoni na czole. – Ale coś mi się to nie podoba. Zmierzymy temperaturę.

Przed oczami staje jej Grzelo. Lodziu, ale wyglądasz!Połknąłbym cię bez popitki! Posłuchaj, muszę z tobą porozmawiać na osobności!…

– Nie – szepcze Lodzia. – Nie, nie… zostaw mnie…

Gęsta mgła przysłania wszystko i powoli wyłaniają się z niej ciemne, pełne cudownego światła oczy bandziora. Patrzy na nią poprzez gęsto padające płatki śniegu. Lea… – brzmi nisko jego cichy, ciepły głos. – Gwiazdeczko…

– Gwiazdeczko… moja maleńka…

Teraz knajpa Majka. Roześmiane twarze Kajtka, Asi, Maćka, Dominiki… Justyna wstająca z krzesła, by pokazać, jak plecie się warkocz. Ja będę czesał Roszpunkę!… Dotyk jego dłoni na jej włosach… Czuje go znów, czuje tak wyraźnie! Teraz już jej nie czesze, gładzi ją tylko delikatnie po włosach.

– Taka jest bledziutka…

Ten głos! Niski, ciepły, najdroższy, najukochańszy… głos, który działa jak narkotyk!

– Tak, prawie nic nie je od soboty, ma tylko kroplówki. Niech pan za długo nie zostaje, doktor nas prześwięci. Pana też.

– Przekupię go jakoś, niech się pani nie martwi.

– Jego nie da się przekupić.

– To go czymś zaszantażuję, wszystko jedno.

Śmiech, cichy śmiech. Tak, to znów knajpa Majka, wszyscy się śmieją… Leśniewski opowiedział mi o tobie – brzmi głos Wojtka. Potem inne głosy. Pablo w pełnej formie… ostatnio mu spadły statystyki… no, nadrabia już… ciągną cię takie brzytwy, co, stary?… Śmiech. Migające światła na parkiecie… Powłóczyste spojrzenie mocno umalowanej dziewczyny. Pozdrowienia dla naszego nadwornego przystojniaka!… I znów jego hipnotyzujące oczy. Nazwałbym to… poszukiwaniem…

– Nie… nie znajdziesz mnie… – broni się słabo Lodzia. – Nie znajdziesz…

– Znalazłem cię, kochanie – znów jego cichy, łagodny głos, przechodzący teraz w czuły szept. – Znalazłem cię, moja gwiazdeczko… Moja ty kochana… najdroższa…

Ach tak! Znowu będzie czarował, uwaga, trzeba zachować ostrożność! Blef, niebezpieczny blef! To tylko słowa… Sprawdź pesel, wiesz, co grozi za uwodzenie nieletnich

I znów te oczy, ciemne oczy pełne ognia, znów w nich huczy namiętny płomień! Ty mała figlarko… czas, żebyś przyznała mi jakiś awans… Ach, ten jego niski, zmysłowy ton!… Mam cię zapytać, gwiazdeczko?

– Nie… nie chcę…

– Proszę cię, nie bój się mnie, skarbie – szemrze jego cichy szept. – Obiecaj, że już nigdy więcej nie będziesz się mnie bać. Perełko ty moja… nie wolno bać się bandziora.

W jej uszach rozbrzmiewa szyderczy głos Grzela. Myślisz, że on cię bierze na poważnie? Nie żartujmy… Nakładają się na to odległym echem słowa Tatusia z taksówki. Tobie by się nie spodobał ktoś, kto by nie był ciebie wart

Jeszcze raz dotyk chłodnej dłoni na jej czole.

– Znowu ma gorączkę, ten lek coś słabo działa, doktor nie będzie zadowolony. Ale niechże pan już idzie, tak długo pan był… Przecież już prawie północ! I tak złamałyśmy przez pana regulamin.

– Regulaminy są od tego, żeby je łamać. Mówię to pani jako prawnik.

– Chyba będzie pan musiał wystawić nam taką opinię na piśmie. No, ale bez żartów, naprawdę, już musimy kończyć.

Cudowny dotyk jego ciepłej dłoni… ach, są znowu razem na ulicy! Pablo ujmuje jej dłoń, zamyka ją w swojej, powolutku splata palce z jej palcami… Gdyby to mogło trwać wiecznie! Gdyby dało się wypowiedzieć takie życzenie! Wystarczy, że je wypowiesz, maleńka… Twój dżinn tylko na to czeka

– Będę walczył i nikomu cię nie oddam. Nigdy nikomu, Lea.

Kancelaria… tak, to poczekalnia jego kancelarii. Pocałunek na jej dłoni, oszałamiający dotyk jego miękkich warg… I znów półmrok Anabelli, światło w jego oczach. Zobaczysz jeszcze… ja z tych kilku minut zrobię nieskończoność…

– Śpij, zdrowiej mi, kochanie.

– Proszę już iść, naprawdę. Trzeba podać pacjentce leki. Musimy zbić gorączkę.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XIV (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz