Lodzia Makówkówna – Rozdział XIV (cz. 4)

Przełknęła ostrożnie ślinę… gardło nadal mocno ją bolało. Rozejrzała się po sali, na której była ulokowana z dwiema starszymi pacjentkami – ich łóżka stały w drugim końcu pomieszczenia obok siebie, zaś jej własne znajdowało się pod oknem, nieco na uboczu. Pierwszy raz wylądowała w szpitalu, nigdy nie chorowała na tyle mocno, żeby znaleźć się na oddziale, choć niejednokrotnie przychodziła jako odwiedzająca do Babci, która na kilkudniowe szpitalne obserwacje zgłaszała się mniej więcej co rok. Babcia jednak jeździła do innego szpitala niż ten, Lodzia rozpoznała po napisach na szafce i pościeli, że odwieziono ją do placówki na ulicy Jaczewskiego, nie tylko znacznie odleglejszej od jej domu, ale wręcz znajdującej się w zupełnie innej części miasta.

„Może na Kraśnickiej nie było już miejsc?” – uznała po zastanowieniu. – „Muszę dowiedzieć się, jakie tu są zwyczaje, a zwłaszcza kiedy mama może przyjść i przynieść mi w końcu ten nieszczęsny telefon…”

Przed dziewiątą na oddziale wszczęły się nerwowe przygotowania do obchodu. Na salę Lodzi zajrzała mrukliwa salowa, umyła podłogę i zajęła się dyscyplinowaniem dwóch starszych pań spod ściany, na których łóżkach leżały niepotrzebne przedmioty. Wkrótce z korytarza dobiegły podniesione głosy, wizyta lekarska trwała już w innych salach, a pielęgniarki biegały w tę i z powrotem z rozwianym włosem, donosząc potrzebne dokumenty.

Wreszcie do sali, gdzie leżała Lodzia, wlał się spory tłum złożony z dwóch lekarzy, dwóch pielęgniarek i grupy młodych ludzi, których pielęgniarki określały jako studentów-praktykantów. Wszyscy podeszli najpierw do dwóch starszych pań, gdzie przez kilkanaście minut przeglądali dokumentację zawieszoną w nogach łóżek i prowadzili z pacjentkami rozmowę. Lodzia nawet nie starała się słuchać, o czym mówili, gdyż znów zaczęło robić jej się słabo; pomyślała, że najlepiej byłoby, gdyby już sobie poszli, aby mogła spokojnie zapaść w sen. Przymknęła oczy, czując, że kręci jej się w głowie.

– Pani Leokadia – usłyszała tuż obok siebie spokojny, męski głos.

Otworzyła z trudem oczy. Wokół jej łóżka tłoczyła się grupa ludzi, wśród których najważniejszy wydawał się wysoki lekarz w zielonym kitlu, ze stetoskopem wiszącym na szyi. Rozpoznała go – to był ten sam, który w nocy rozmawiał z Mamusią.

– I jak się teraz czujemy, pani Leokadio? – zapytał, spoglądając na nią uważnie. – Widzę, że gorączki już nie ma, leki podane… Zajrzymy do gardła, bo tam niewesoło było wczoraj.

Rozejrzał się po towarzyszących mu praktykantach.

– Proszę bardzo, kto się zgłasza? – rzucił do grupy. – Zaglądamy pacjentce do gardła. Angina, ostry przebieg z gorączką, trzeba sprawdzić migdałki.

Zgłosiła się ubrana w biały kitel ciemnowłosa dziewczyna. Dostała do rąk potrzebne przybory, delikatnymi ruchami przyjemnie chłodnych dłoni ustawiła Lodzi głowę do badania i poinstruowała ją, co ma robić. Lekarz nachylił się wraz z nią i zajrzał do gardła pacjentki.

– No, niestety, nadal nieciekawie – pokiwał głową. – Niech pani to opisze.

Padły specjalistyczne, w większości łacińskie terminy, których praktykanci wysłuchiwali w skupieniu, a badająca Lodzię ciemnowłosa studentka zapisywała skrupulatnie na jej karcie. Drugi lekarz, który dotąd milczał, przyglądał się pacjentce.

– Daj jej jeszcze kroplówkę – powiedział do kolegi. – Blada strasznie ta dziewczyna…

– A tak, zaordynujemy kroplóweczkę – podchwycił pierwszy. – Będzie problem z jedzeniem, z takim gardłem nic nie przełknie… Pani Asiu, proszę dopilnować, zaraz wypiszemy zlecenie.

Podał kartę Lodzi praktykantom, którzy stłoczyli się wokół dokumentacji, przekładając z uwagą kartki i wymieniając między sobą uwagi.

– Pani Leokadio – powiedział lekarz. – Proszę dużo odpoczywać, ja już schodzę z dyżuru, zostawię panią koledze… ale jutro do pani zajrzę. Proszę mi szybko zdrowieć! Tak się umawiamy, jasne?

– Jasne, panie doktorze – uśmiechnęła się blado Lodzia, czując, że powieki same jej się zamykają i znowu kręci jej się w głowie.

Nim ucichły kroki wychodzących praktykantów, zapadła w głęboki, ciężki sen.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XIV (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz