Lodzia Makówkówna – Rozdział XIX (cz. 1)

Niedzielny obiad kończył się leniwie, sztućce poszczękiwały cicho o talerze, przez okno salonu wpadały wesołe promyki popołudniowego słońca. Lodzia siedziała dziś przy stole uśmiechnięta, z błyszczącymi oczami, a do tego jadła z wielkim apetytem, co nie umknęło uwadze rodziny spoglądającej na nią ze szczerym zadowoleniem.

– Widać, że nasza Lodzieńka już całkiem wyzdrowiała! – cieszyła się Ciotka Lucy. – Wreszcie ładnie je, nawet nabrała trochę rumieńców i już wygląda zupełnie inaczej niż w szpitalu!

– W sam raz na wyjazd w góry – przyznała Mamusia. – Pojedzie, rozerwie się trochę, pooddycha górskim powietrzem… Tylko pamiętaj, Lodziu, żeby się tam nie przemęczać! To by ci mogło zaszkodzić.

– Będę pamiętać, mamo – uśmiechnęła się ugodowo Lodzia, która na przestrzeni ostatniego tygodnia wysłuchiwała tej rady już po raz mniej więcej dwusetny i podchodziła do niej z iście anielską cierpliwością.

– I koniecznie zakładaj na noc ciepłe skarpetki! – dodała mentorskim tonem Babcia. – W górach jest zimno o tej porze, zwłaszcza w nocy, a nie wiadomo, jak tam będzie z ogrzewaniem w tym waszym pensjonacie.

– Będę dbać o siebie, nie martw się, babciu – zapewniła ją z powagą Lodzia.

Uśmiechnęła się przez stół do Tatusia, który odwzajemnił jej uśmiech znad świeżo napełnionej szklanki z kompotem jabłkowym.

Przepełnione radością oczy dziewczyny lśniły wewnętrznym blaskiem, jakby prześwietlało je od środka słońce. Za kilka godzin miała jechać z Karolem do Anabelli, gdzie wraz z Julką i Szymonem byli zaproszeni na spotkanie w gronie przyjaciół Pabla. Zobaczy go wreszcie po takiej długiej przerwie! Tak bardzo już za nim tęskniła… z taką niecierpliwością czekała na to spotkanie! Zadzwonił do niej w piątek z pytaniem o zdrowie, chciał się upewnić, jak mówił, że tym razem dotrze cała i zdrowa do Majka i że nie będzie musiał znów szukać jej nie wiadomo gdzie… Jego ciepły głos w telefonie, jego śmiech i niekończące się żarty były pokarmem jej duszy – do pełni szczęścia brakowało jej jeszcze jego widoku, gorącego spojrzenia jego oczu, jego uśmiechu i ciepła dłoni, w którą znów, jak zawsze, ujmie jej dłoń przy powitaniu… Nie mogła się już doczekać tej upragnionej chwili. Ach, czemuż ten czas tak wolno płynął?!…

– Lodziu, o której Karol ma po ciebie podjechać? – zagadnęła Mamusia.

Lodzia nie bez rozbawienia zauważyła, że od czasu, kiedy Karol podpadł Wielkiej Triadzie, przestały zdrabniać jego imię i już nie nazywały go czule Karolkiem, ale oficjalnie Karolem.

– Umówiliśmy się na osiemnastą trzydzieści – odparła grzecznie.

– Idziecie się pobawić z jego kolegami? – zapytała od niechcenia Mamusia.

– Ze wspólnymi znajomymi – odparła wymijająco. – Będą też Jula i Szymek.

– Szymek? – podchwyciła Babcia. – To ten kolega, z którym Julcia była na studniówce?

– Tak, teraz już jej oficjalny chłopak – wyjaśniła Lodzia, zbierając na widelec resztki surówki.

– A to oni już tak na poważnie się spotykają? – zainteresowała się Ciotka Lucy. – Ja widziałam raz przez okno tego kawalera, jak tu przyszedł po Julcię. Z wyglądu bardzo miły chłopiec… I tak kulturalnie się do niej odnosił, od razu wziął od niej plecak…

– Pozory często mylą, Lucy – zauważyła cierpko Babcia, rozgniatając starannie widelcem ziemniaki na talerzu. – Kto o tym wie lepiej niż my? Mam nadzieję, Lodziu, że Julcia jest ostrożna.

– Jest, babciu – uśmiechnęła się Lodzia, która odkrywała dziś w sobie niezmierzone pokłady świętej cierpliwości.

– I że ten chłopak jest uczciwy i przyzwoity – dodała znacząco Babcia. – I poważny.

– Taki właśnie jest, babciu – zapewniła ją z powagą. – Uczciwy, bardzo zdolny i poważny. Wie, czego chce. Po maturze wybiera się na studia na prawo, nawet już zdecydował się, jaką specjalizację wybrać. Interesuje go prawo karne. Jestem pewna, że daleko zajdzie, tym bardziej, że jest bardzo pracowity i obowiązkowy. Jula ma naprawdę wielkie szczęście.

– No… z tym to akurat nigdy nie wiadomo, jak mama słusznie powiedziała – pokiwała sceptycznie głową Mamusia. – Ale to dobrze, że Julcia zadaje się z takim rozsądnym chłopcem, a nie z jakimś nicponiem. W tych sprawach trzeba być bardzo roztropnym i ostrożnym… mieć oczy szeroko otwarte, bo łatwo się pomylić.

– Na prawo się wybiera? – zainteresowała się Babcia. – Hmm… Jadzi Kalinowskiej córka studiowała prawo, podobno nie jest wcale łatwo w tym zawodzie… trudno się przebić i w ogóle trzeba się bardzo napracować, żeby wyrobić sobie jakąś przyzwoitą pozycję w środowisku. Wiadomo, to też zależy od tego, czy pracuje się w budżetówce czy na wolnym rynku… Ale to i tak dużo lepiej niż polonistyka – dodała przekąsem, spoglądając krytycznym okiem na wnuczkę.

Lodzia zagryzła wargi i sięgnęła po szklankę z kompotem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Dalsze części:

Rozdział XIX (2) (3) (4) (5) (6) (7)


Dodaj komentarz