Lodzia Makówkówna – Rozdział XIX (cz. 11)

W międzyczasie rozmowa przy stole zmieniła tor i tym razem skupiła się wokół męża Anity, który pół życia spędzał w rozjazdach i rzadko bywał w domu.

– Wraca jutro nad ranem – mówiła Anita. – Ma zostać tylko do wtorku, wyśpi się i znowu będzie jechał, tym razem aż do Wrocławia. Jak zwykle wyjdzie nam tylko kilkanaście godzin widzenia aż do weekendu.

– Jak wy tak wytrzymujecie? – dziwiła się Ewa. – Przecież to nienormalne. Andrzej pół tygodnia w delegacjach, ty też zasuwasz do wieczora, kiedy wy w ogóle znajdziecie czas, żeby coś zrobić z życiem? Czas ci ucieka, powinnaś w końcu pomyśleć o rodzinie…

– Myślę – westchnęła Anita. – I bardzo bym chciała… ale ciągle nie ma jak. Praca to praca, do tego kredyt na głowie, trudno tak się wylogować na rok czy dwa. Choć prawda, że trzeba będzie w końcu podjąć jakąś decyzję…

Lodzia przyglądała jej się ze współczuciem.

„Oni wszyscy są strasznymi pracoholikami” – pomyślała smutno. – „Nie mają kiedy żyć, tylko praca i praca… batoniki z automatu i czasami piwo ze znajomymi. Anita ma męża, którego właściwie nie ma… Przynajmniej Piotrek i Jacek mają normalne rodziny, ale oni też przecież wysiadują do późna w robocie… Pablo to samo. Wszyscy tacy rozchwytywani adwokaci, a nawet nie mają kiedy zjeść porządnego obiadu!”

– Od jutra będą już u nas ci dwaj aplikanci – powiedział Piotrek, jakby w odpowiedzi na jej myśli. – Podszkolimy ich szybko i przejmą część papierów, powysyła się ich nawet czasem na rozprawy… Trochę cię zluzujemy, Anitko. A jeśli któryś się sprawdzi, to może po aplikacji przyjmiemy go do zespołu, bo coraz ciężej wyrobić się we czwórkę.

– Dobrze, że w końcu o tym myślisz, mistrzu – pokiwał głową Jacek. – U ciebie ostatnio nawet spokojnie rozchorować się nie można.

– Za często wraca ten kocioł – przyznał Piotrek. – Ja sam już wymiękam momentami. Ostatnio nawet Pablo zaczął mi się stawiać, a on przecież nigdy nie miał problemu, żeby więcej popracować… Muszę o was zadbać, żebyście w efekcie nie podziękowali mi za współpracę.

– Pablo to akurat nie ma nic do gadania, przecież odrabia awansem ten swój wrzesień – przypomniał mu Jacek. – I ty go teraz naprawdę nie oszczędzaj, Piter, korzystaj z okazji i dowal mu roboty, bo potem jak ci zniknie w alkowie, to go stamtąd końmi nie wyciągniesz!

– Jacek, moderuj się, co? – popukała się w czoło Ewa, zerkając ukradkiem na Lodzię.

– Lodziu, musisz mi w końcu podać przepis na ten przepyszny sernik z brzoskwiniami – zagadnęła Anita. – Poczekaj, mam tu jakieś kartki – dodała, sięgając do wiszącej na oparciu krzesła torebki. – Mój Andrzej przepada za sernikiem, upiekłabym mu na weekend według twojej receptury, już dawno się do tego zbieram. Mówiłam kiedyś Pablowi, miał ci przekazać…

– Przekazał – uśmiechnęła się Lodzia. – Tylko potem jakoś zapomnieliśmy o tym…

– Dasz radę z pamięci? – zapytała Anita, wyjmując z torebki również elegancki długopis.

– Jasne – skinęła głową.

Pochyliły się obie nad kartką, na której oprócz właściwego przepisu Anita notowała skrupulatnie pod dyktando Lodzi dodatkowe uwagi dotyczące tajników sztuki ciastkarskiej, stanowiące wynik wielopokoleniowego doświadczenia gospodyń w rodzinie Makówków. Tymczasem do ich stolików podszedł Majk, który wracał właśnie z doglądania pracy przy nagłośnieniu sali. Antek, jego prawa ręka od spraw technicznych, testował już głośniki, z których co jakiś czas wydobywał się nieznośny łomot i pisk. Szef lokalu, z twarzą pokrytą dziś mocnym, kilkudniowym zarostem, był ubrany w swoje standardowe, wytarte dżinsy i prostą, czarną koszulkę polo, tym razem jednak bez będącej jego znakiem rozpoznawczym skórzanej kurtki.

– No, jestem! – oznajmił wesoło. – Zaraz ruszamy z muzyką, Antek już powoli kończy… O, widzę, że dotarł Pablo ze swoją nieodłączną gwiazdeczką! – zaśmiał się, podając nad stołem rękę Pablowi i zerkając na Lodzię, która nadal tłumaczyła Anicie sekrety wykonania udanego sernika z brzoskwiniami. – Hej, Lodziu! – zawołał, podchodząc do niej. – Dawaj mi rękę, mała, nie udawaj, że mnie nie znasz, łobuziaro!

– Nie udaję! – uśmiechnęła się Lodzia, podając mu rękę. – Jak bym mogła się do ciebie nie przyznawać? Trochę się tylko zagapiłam, omawiamy właśnie przepis na sernik…

– Znowu coś pichcisz? – pokiwał głową. – Słuchaj jej wskazówek, Anita, to jest mistrzyni gara i patelni, wiem, co mówię, miałem ją raz u siebie w akcji. Lodziu, musimy jeszcze ponegocjować, może zdecydujesz się chociaż na pół etatu… Ale czekajcie, co wy tak się porozsiadaliście w małych grupkach? Zsuwać mi zaraz porządnie te stoliki, no już! Integracja!

Na to polecenie wszyscy zerwali się z krzeseł i posłusznie pozsuwali mocniej stoliki, przestawiając chwiejące się butelki, kufle i szklanki. Lodzia przesiadła się przy tej okazji z powrotem na miejsce obok Julki, mając teraz vis-à-vis Kajtka, Pabla oraz Majka, który przysunął sobie krzesło i usiadł obok nich.

– Gdzie ty się tyle podziewałeś, Majk? – zagadnęła go Dominika. – Antek przecież radzi sobie doskonale sam. Pewnie poszedłeś podrywać dziewczyny za naszymi plecami, co?

– Między innymi, ale nie tylko – odparł wesoło Majk, potrząsając swoją rozczochraną czupryną i patrząc szelmowsko na Lodzię. – Mam też inne obowiązki… A ty, Lodziu, gdzie podziałaś swojego poprzedniego faceta? Dałaś się jednak odbić narzeczonemu i zmieniłaś frajera? Ech, niestałe te kobiety! – westchnął komicznie, zwracając się do Pabla. – Ja ci mówię, stary, ty jeszcze przemyśl tego ping-ponga! Cały czas trzymałem za ciebie kciuki, ale ta mała jest naprawdę niebezpieczna, a ja muszę dbać o twoje dobro!

Lodzia wzruszyła ramionami, natychmiast poważniejąc. W głosie Majka wyczuła ton, który sprawił jej dziwną przykrość… Pablo, który odkąd usiadła naprzeciw niego, ani na moment nie odrywał od niej oczu, zerknął na kumpla z niezadowoleniem.

– Napij się czegoś, Majk – rzucił znacząco, podsuwając mu efektownym ślizgiem po stole kufel i posyłając w ślad za nim butelkę z piwem. – Widzę, że zaschło ci w gardle.

– Dobra, zrozumiałem! – zaśmiał się Majk. – Mam zamknąć ryja… Okej, nie bij, już schodzę z twojej gwiazdeczki, przerzucam się w takim razie na Dominikę!

– Na mnie? – zdumiała się Dominika.

– Na ciebie, na ciebie! – potwierdził wesoło. – Domyślasz się chyba, o co chcę zapytać! Przyznaj się publicznie, kotku, ile razy od ostatniej imprezy wysłałaś Kajtkowi samochód do lakiernika?

Towarzystwo wybuchło śmiechem.

– Złośliwy draniu! – zaśmiała się Dominika. – Tylko raz! I to było niewielkie otarcie!

– Tak, kochanie – pokiwał głową Kajtek. – Niewielkie otarcie, za to na całej długości boku… Ale ty się nie wtrącaj, Majk, my już mamy z żoneczką swoje sposoby, żeby się rozliczyć.

– W to nie wnikam – zapewnił go Majk. – Chociaż wszystkie te sposoby i tak sprowadzają się do jednego… góra dwóch! Żeby nie było!

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XIX (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz