Lodzia Makówkówna – Rozdział XIX (cz. 12)

Rozmowa potoczyła się dalej, schodząc na inne tematy. Lodzia nalała sobie wody do szklanki i powoli upiła kilka łyków.

„Majk jest dzisiaj znowu złośliwy jak małpa” – pomyślała z mimowolną urazą. – „Lubię tego draba, nie powiem, imprezę potrafi rozkręcić jak nikt… ale jednak mógłby sobie darować takie uwagi. A Pablo ciągle się gapi… Uruchomiliby wreszcie tę dyskotekę, tak bym już chciała z nim potańczyć! Dwudziesta minęła, więc chyba…”

Przerwała myśl, gdyż do siedzącego w luźnej pozycji na krześle Majka podeszła jakaś nieznajoma dziewczyna. Była to bardzo ładna brunetka w wieku około dwudziestu pięciu lat, ubrana w czarną, obcisłą sukienkę, z twarzą pokrytą mocnym makijażem, w szczególności z podkreślonymi intensywnie na czerwono ustami.

– Hej, Majkuś! – zagadnęła wesoło, schylając się nad nim od tyłu, oplatając mu szyję ramionami i muskając nosem jego policzek. – Dopadłam cię wreszcie! Jak się masz, sierściuchu? Dawno cię nie widziałam! Dawaj no buziaka, stary łobuzie!

Majk odwrócił leniwie głowę w jej stronę i z błogą miną podał jej na chwilę usta.

– Cześć, Beciu – uśmiechnął się. – Co u ciebie? Nie zaglądałaś tu do mnie ostatnio, a przecież dobrze wiesz, gdzie można mnie znaleźć…

– Chyba faktycznie muszę to nadrobić! – zaśmiała się dziewczyna i poczochrała go ręką po włosach, zerkając po towarzystwie, które przyglądało im się z rozbawieniem. – Jejku… zapomniałam już, jaką ty masz fajną tę czuprynę, taką mięciutką i kudłatą… O, widzę, że Pablo też jest! – zawołała radośnie.

Oderwała się od Majka i przeniosła całą swoją uwagę na Pabla, który siedział obok nieruchomo i z poważną miną wpatrywał się w swój kufel. Podeszła do niego, przystanęła za jego krzesłem i z uśmiechem położyła mu obie dłonie na ramionach.

– Cześć, przystojniaku – zagadnęła słodkim tonem, nachylając się nad nim, zsuwając mu powoli dłonie po ramionach aż do łokci i przytulając pieszczotliwie policzek do jego policzka. – A ty gdzie się tak ostatnio ukrywałeś, co? Zadzwoniłbyś kiedyś… Moni dzisiaj nie ma, więc nie poszalejecie, ale może chociaż pozdrowisz ją szarmancko, hmm? Mogę przekazać jej całusa…

Zmrożona Lodzia odwróciła oczy, czując, że serce podchodzi jej do gardła. Cios był na tyle niespodziewany, że nie miała możliwości przygotować się na niego i zachować obojętnej miny. Twarz jej pobladła, przed oczami zrobiło jej się ciemno… Choć ze wszystkich sił próbowała zachować neutralny wygląd, miała świadomość, że niewiele wychodzi z jej starań, to zaś potęgowało nieprzyjemne uczucie, które ogarnęło ją aż po ostatni nerw, a które było jej już dobrze znane, gdyż to za nie spoliczkowała kiedyś Grzela… Było to uczucie upokorzenia.

Julka spojrzała na nią ze współczuciem i ścisnęła ją pod stołem za rękę. Pablo również rzucił na nią błyskawiczne, niespokojne spojrzenie i jego poważna twarz ścięła się jeszcze bardziej.

– Przekaż życzenia zdrowia – powiedział chłodno do pochylonej nad nim dziewczyny.

Odsunął się nieco w bok razem z krzesłem, tak, że musiała zdjąć dłonie z jego ramion, żeby nie stracić równowagi, po czym pochylił się w stronę stołu, sięgając po stojącą na środku butelkę. Poirytowanym gestem nalał sobie piwa do kufla i podniósł go do ust, patrząc nieruchomo gdzieś w przestrzeń. Zdezorientowana dziewczyna wyprostowała się i spojrzała niepewnie na Majka.

– A temu co się stało? – zdziwiła się. – Co on dzisiaj taki drętwy?

– Zostaw go, Bećka! – machnął lekceważąco ręką Majk. – Frajer już wypadł z obiegu!

Dziewczyna popatrzyła na niego jeszcze bardziej zdziwiona, przeniosła niedowierzający wzrok na Pabla, przyjrzała mu się przez chwilę i roześmiała się.

– E, nie wierzę! – zawołała. – Nasz zabójczy Romeo nigdy nie wypada z obiegu! A nawet jak chwilowo wypadł, to chyba jeszcze wróci, co, Pablo?

Pablo nie odpowiedział, zagryzł tylko wargi, wpatrując się znów w swój kufel. Zebrane przy stoliku towarzystwo spoważniało, Justyna, Dominika i Anita wymieniły znaczące, lekko zdegustowane spojrzenia.

– Zostaw go, kotku, mówię ci – powtórzył wesoło Majk. – Nie piłuj, przecież sama widzisz, że nic z niego nie będzie. Za to ja mogę się umówić z wami dwiema!

– Majk! – warknęła Justyna, piorunując go wzrokiem. – Może byś się przeniósł z tymi amorami na zaplecze, co? My tu chcemy sobie spokojnie posiedzieć w kulturalnym towarzystwie…

– Okej, już sobie idę – rzuciła urażonym tonem Becia.

Majk spojrzał z irytacją na Justynę i zerwał się z krzesła.

– No, Becia, nie gniewaj się – zagadnął pojednawczym tonem do dziewczyny, po czym odciągnął ją kilka kroków na bok i zaczął jej coś tłumaczyć, rozkładając ręce w geście bezradności.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XIX (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz