Lodzia Makówkówna – Rozdział XIX (cz. 2)

– W każdym razie Szymek na pewno świetnie sobie poradzi – powiedziała chłodniej. – Jak by na to nie spojrzeć, poważnie podchodzi do kwestii swojej przyszłej kariery, jeszcze nie zdał matury, a już konkretnie myśli o dalszych etapach… Ma już nawet znajomości w prokuraturze.

– W prokuraturze? – podchwyciła w natchnieniu Ciotka Lucy. – To może i on kiedyś zostanie prokuratorem?

– Niewykluczone – zgodziła się cierpliwie Lodzia, odstawiając szklankę na stół. – Myślę, że właśnie do tego będzie zmierzał.

– A co on ma za znajomości? – zaciekawiła się Mamusia. – Jakąś rodzinę tam ma?

– Ależ nie, nic z tych rzeczy – pokręciła głową Lodzia. – To zupełnie neutralne znajomości. Na kursie na prawo jazdy poznał aplikantkę prokuratora Walczaka… tego, co prowadził sprawę zabójstwa na Wertera, pamiętacie pewnie… Zna też kilku studentów, którzy mają u nich praktyki, a Wojtek… znaczy ten prokurator… – poprawiła się szybko – też go bardzo lubi, więc Szymek ma już teraz świetne perspektywy i na pewno z nich skorzysta.

Wielka Triada znieruchomiała zgodnie wpatrzona w córkę rodu Makówków, która najspokojniej w świecie kończyła swój posiłek. Również Tatuś przyglądał jej się ze wzmożoną uwagą.

– Lodziu… a skąd ty znasz prokuratora od zabójstwa z Wertera? – zapytała słodko Mamusia po dłuższej chwili milczenia.

Lodzia spojrzała na nią z niepokojem.

– No… nie mogę powiedzieć, że jakoś dobrze go znam – odparła wymijająco. – Raz się tylko spotkaliśmy. Za to Szymek czasami się z nim widuje.

– Zosiu, ona pewnie poznała prokuratora przez tego kawalera Julci – domyśliła się Ciotka. – No bo jak inaczej?

– Ale pamiętasz, Lucy, że coś tam wtedy było dziwnego z tym komisarzem – przypomniała jej z niezadowoleniem Mamusia. – On pytał właśnie o to zabójstwo, potem przesłuchał Lodzię, a na koniec przyjechała policja i szukali czegoś w naszym schowku pod schodami. I Lodzia nic nam nie chciała powiedzieć… A poza tym to dlaczego ty, Lodziu, mówisz na prokuratora po imieniu? I to tak poufale… Wojtek?

– Ojej! – westchnęła Lodzia, czując, że niepotrzebnie poruszyła temat. – Szymek jest z nim na ty i my wszyscy też… znaczy ja i Jula…

– Zosiu, daj jej już spokój – machnęła ręką Babcia. – Nie denerwuj dziecka po chorobie. Skoro ten chłopiec ma takie znajomości, to tylko się cieszyć. Ważne, żeby Julcia nie nacięła się na jakiegoś gagatka… ale to przecież rozsądna dziewczyna.

Mamusia pokręciła głową bez przekonania, ale posłusznie zamilkła i wróciła do swojego kompotu. Na chwilę zapadła cisza, podczas której Tatuś nie spuszczał z Lodzi uważnego wzroku. Podniosła głowę znad talerza i widząc jego pytające spojrzenie, uśmiechnęła się do niego swobodnie.

– Tak czy inaczej postarajcie się nie wracać bardzo późno, Lodziu – podjęła Babcia. – I niech Karol odwiezie cię pod samą furtkę, żebyś przypadkiem nie chodziła gdzieś sama po nocy. Teraz takie ciężkie czasy nastały, że nikomu nie można ufać…

– Będę bezpieczna, babciu – zapewniła ją Lodzia z nieco złośliwym uśmieszkiem. – Przecież przy Karolu nic mi nie grozi, w razie czego stanie w mojej obronie. To prawdziwy rycerz i dżentelmen, same mówiłyście, że mało jest teraz takich mężczyzn…

Z rozbawieniem obserwowała miny Wielkiej Triady, która wymieniła między sobą dyskretne spojrzenia pełne współczucia dla biednej, naiwnej dziewczyny.

– Różnie to bywa, Lodzieńko, różnie to bywa… – westchnęła Ciotka Lucy, ale zaraz umilkła pod piorunującym spojrzeniem Mamusi.

Przy stole zapadła niezręczna cisza. Lodzia pomyślała, że jeszcze dwa tygodnie temu, po takiej jej uwadze, zachwyconym peanom na cześć Karola nie byłoby końca.

„Ale podpadł!” – pomyślała szczerze ubawiona. – „Jeszcze niedawno był dla was takim ideałem, a dzisiaj zdrajca i heretyk… Czyżby już nie było mowy o ślubie we wrześniu i naszym kontrolowanym szczęściu na osobnym pięterku?”

– Masz w pewnym sensie rację, Lodziu – odezwała się dyplomatycznie Babcia. – Prawdziwych mężczyzn to teraz jak na lekarstwo… i dlatego trzeba być bardzo, bardzo ostrożnym. Łatwo się pomylić i wplątać się w jakiś związek bez przyszłości…

– Tak, wiem o tym, babciu – odparła, a jej oczy znów błysnęły zaczepnie. – Na szczęście my w rodzinie nie popełniamy takich błędów.

Na te słowa Mamusia i Ciotka Lucy westchnęły jak na komendę, Babcia zaś pokręciła z zafrasowaniem głową. Lodzia spokojnie dopiła swój kompot i podniosła się od stołu.

– Pozbieram naczynia i pozmywam po obiedzie – zaoferowała się z uśmiechem. – A potem pójdę już na górę, żeby się wybrać. Nie chciałabym, żeby musiał na mnie czekać…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Prolog (1) (2) (3)

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIX (1)

Dalsze części:

Rozdział XIX (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz